Relacje Galerie oficjalne Galerie prywatne Blog

Eger po prostuPoranek pokazuje w jak malowniczej okolicy spędziliśmy noc, przypomina ona troszkę nasze Beskidy. Bezkres zieleni i łagodnie pofalowany horyzont. Kilka zdjęć i zmierzamy w stronę Węgier. Każdy kilometr wyraźnie potwierdza, że to geograficznie i kulturowo są już Madziary. Wsie wyglądają inaczej, a góry zostały zastąpione przez równiny. Nawet w powietrzu jest coś co sprawia że czuję się jak nad Isą , to już prawie Zemplin. Przez Oradeę czy jak mówią Węgrzy Nagyvárad przejeżdżamy zgodnie ze wskazaniami GPS, jeszcze krótki postój w jednym z dużych sklepów. Połowa klientów to Madziarzy, jest tu dużo taniej niż po drugiej stronie granicy. My też robimy zakupy, obowiązkowy olej słonecznikowy, kilka butelek wina, trochę lokalnego piwa na prezenty. Wykorzystujemy tez różnicę w cenach paliwa i lejemy pod korek. W portfeli zostaje jedna leja, banknot, na pamiątkę i by powrócić. Po paru minut jesteśmy na Węgrzech.
Dochodzi pora obiadowa, stajemy w małym miasteczku i w otwartym banku zamieniam euro na forinty. Kurs około 300 forint za jedno euro sprawi że wszystko przez cały pobyt będzie wydawało mi się drogie, odwykłem od cen wyrażanych w setkach i tysiącach. Mimo wszystko, w lokalnym sklepie kupuję butelkę trzyputtonowego Aszu. Kosztuje 1500 forint, wydaje mi się bardzo drogo, dopiero po dłuższej chwili dochodzi do mnie że to około 20 zł. Chce coś zjeść, nie ma tu nic poza pizzerią i lokalem hamburgerowo-kebabowym. Widać uniformizacja dotarła i tu, młodzi chcą jeść to co widza na amerykańskich filmach i na ulicach europejskich metropolii. Ja mam ochotę na bobgulasz. Ruszam dalej, w kierunku Egeru. Na jednym, z rozjazdów restauracja z parkingiem na którym tłoczą się ciężarówki. To pewny symptom smacznego jedzenia i umiarkowanych cen. Wreszcie jem upragniony węgierski gulasz z fasolą, porcja z którą ledwie sobie poradziłem kosztowała 750, i znowu mam wrażenie, drogo. Że to 10 zł dotarło do mnie 20 minut później.
Pierwszy spacer po Egerze boleśnie mi uzmysławia że podróż zagraniczna stała się mało zagraniczna. Na ulicach najczęściej słyszanym słowem jest swojska „kurwa”, menu w knajpach w języku polskim a kelnerzy z daleka krzyczą zapraszamy. Do wieczora włóczę się po knajpach i pije wino, czasami z kieliszków, częściej ze szklaneczek. Wystarczy odejść kawalątek od ryneczku, w małych nie turystycznych knajpkach nikt nie robi wydarzenia z zamówienia miarki białego. Leją je do szklaneczek właśnie. Nie wiem jak duże to porcje, może 200 a może 250 mililitrów, kosztują po 150 forint – 2 złote. A ja ciągle przez tą trzycyfrową cenę w tych pieprzonych forintach myślę, że to drogo. Tak mi zostanie do końca pobytu, za mało czasu by się przestawić. Wypity alkohol wyostrza zmysły, o ile jedzenie i wino ciągle tu smaczne to same Węgry rozczarowują. Nie byłem w tych okolicach 5 lat i ma wrażenie, że na tle Czech, Słowacji, Polski czy nawet Rumuni ten kraj się cofa. Kiedy odwiedzałem ich w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych byli forpocztą zachodu. Kolorowe sklepy pełne towarów, zadbane ulice. Dziś Węgry kompletnie odkleiły się od moich o nich wyobrażeń, są biedne, no może nie biedne ale relatywnie dużo biedniejsze niż w te moich wyobrażeniach i to widać. Widać na każdym kroku. Przed zaśnięciem poprawiam sobie humor wypijając Aszu z plastikowego kubka. Pomimo nie sprzyjającej otoczki smakuje wybornie.
Drugi dzień mija nam na basenach termalnych, przyjemny dzień pośród starych ludzi z krótką przerwa na zjeżdżalnie opanowane przez wytatuowanych mięśniaków i ich farbowane na blond niunie. Dziwnym zbiegiem okoliczności większość z nich w każdym zdaniu przynajmniej kilka razy używa przecinka pod postacią słowa „kurwa”. Od razu poznać - rodacy. Kiedy tak spacerujemy po kompleksie dwie rzeczy mnie zaskakują. Kompleks jest z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku i chyba od tego czasu nie był poważnie remontowany. Czyżby cięcia sieknęły i znoszącej złote jaja turystycznej kury. Druga obserwacja wywołuje z początku moje zaskoczenie, z czasem dopiero pojawia się błysk zrozumienia a potem akceptacji by wreszcie przejść w podziw. Basen jest podzielony na strefę z dostępną dla dzieci i rodzin oraz na ta z zakazem wstępu maluchów. Nie jest to jednak podyktowane powodami bezpieczeństwa, po prostu zarządzający postanowili dać starszym bywalcom szansę na odpoczynek w ciszy, bez zgiełku i harmidru wywoływanego przez maluchów. Wielu się obruszy, że dzieci to nasz skarb, że mają swoje prawa, że mogą się zachowywać tak jak dzieci, w końcu to tylko dzieci. Oczywiście, nikt im knebla ani kagańca nie zakłada, z myślą o najmłodszych i rodzinnym wypoczynku zagospodarowano spory obszar, niech tam hałasują i będą niesforne, ale tym szukającym ciszy czy możliwości poczytania w spokoju też się coś należy. Oni też zapłacili za bilet.
Po kilku godzinach w wodzie, fizycznie zmęczeni, za to z wypoczętymi głowami mieszamy się z tłumem w jednym z otaczających mikroskopijny ryneczek ogródkach.Gigantyczne hamburgery i kilka kieliszków wina robi swoje, w łóżku jesteśmy przed 22.00. Planowana wizytę w Szépasszony-völgy czyli Dolinie Pięknej Pani przekładamy na dzień następny, świadomi że na dłuższą degustację braknie czasu.
Śniadanie w hotelu, to najważniejsza z zasad jaką kieruje się przy wyborze noclegu na rodzinnych wyjazdach. Tym razem na skutek nieprzewidzianego zbiegu okoliczności w ostatniej chwili koniecznym była zmiana zakwaterowania i w efekcie wylądowaliśmy w pensjonacie bez śniadań. Pierwszy dzień jeszcze jakoś przeżyłem dzięki torebce kawy rozpuszczalnej i bułce z paczkowana wędliną. Drugi taki dzień to była by już przesada. Szybka decyzja, manele do auta i ruszamy szukać śniadania. Bez owocnie jak okazało się godzinę z hakiem później, w Egerze o 9.00 rano nic zjeść się nie da. Kończymy na stacji benzynowej pijąc taką sobie kawę i jedząc francuskie rogale. Bywało gorzej. Teraz szybki skok do Szépasszony-völgy. Miejsce nie przypada mi do gustu, jest zbyt skomercjalizowane, trąci cepelia. Męczy mnie nawoływanie sprzedawców, często po polsku. „Masz spróbuj, dobre, słodkie” słyszę tam stanowczo zbyt często. Kiedy mam już odjechać moją uwagę przykuwa staruszek siedzący przed jedną z piwnic, taką bardzo już na uboczu. Przed nim wiekowy wartburg. Skoro już tu jesteśmy to jednak coś kupie. Wchodzę, on zaczyna coś do mnie mówić, nie rozumiem nic, starszy winiarz nie rozumie mnie, mówi tylko „cuker” pokazując jedną z pozycji w napisanym ręcznie cenniku i „nie cuker” pokazując inną. Biorę dwa litry słodkiego i dwa wytrawnego, białego i tak samo czerwonego. Z pewnym rozrzewnieniem obserwuję jak trzęsącymi się rękami wsuwa wąż wychodzący z beczki do plastikowej butelki. Coś przy tym mówi, mnie udaje się wychwycić dwa słowa. Kékfrankos i leanyka czego zresztą mogłem się spodziewać, jestem przecież w Egerze a to flagowe szczepy tego regionu. Płace tyle co za butelkę 0,75 w enotece w mieście. Wina sprawią potem dużo radości i to zarówno mi jak i znajomym i rodzinie.
Jeszcze wizyta w Tesco przy wyjazdówce, kupuję to co zawsze czyli paprykę w tubce, ostrą jabłkową paprykę w słoikach, bardzo ostrą wiśniową, też w słoikach, wybieram także salami i paprykową kiełbasę z Debreczyna. Nie zapominam o majonezie z chrzanem, produkcie w Polsce trudno dostępnym, z niewiadomych mi powodów. Oczywiście kupuję tez lokalne wino, przy czym robię to wyjątkowo powściągliwie. Powodem są ceny z którymi sobie nie radzę, przeliczanie forintów na złotówki to więcej niż jestem w stanie ogarnąć. Kiedy widzę liczbę wyższą niż 1000 na butelce, choć wiem, że to nawet nie 20 zł mam opory psychiczne. Przy kilku butelkach jednak się zmuszam i wkładam do koszyka. Dopiero po powrocie zrozumiem, że było dużo taniej niż w Polsce. Bagażnik pęcznieje a my ruszamy w stronę domu.

 

   

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Blurppp - Zapiski z pustyni

DSC 0248

Zapraszamy również do odwiedzin na blogu Irka

Sporo tam o podróżach, ale przeczytacie tam także o ksiażkach, fotografi i winie

Odwiedżcie koniecznie. 

http://www.blurppp.com/blog

Kontakt

Najprostszą metodą kontaktu z nami jest poprostu napisać maila 

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Zawsze odpowiadamy.