Relacje Galerie oficjalne Galerie prywatne Blog

 

Dzień dziewiąty – Marrakesz i odlatujemy

Jak te 8 dni szybko minęło, stanowczo za szybko. To będzie więcej niż krótkie sprawozdanie. Po śniadaniu ruszamy w stronę Marrakeszu. W As-Sawirze pada. Może i dobrze , jakoś mniejszy żal, że trzeba wracać. Coś żle się czuje. To chyba wina tych dziwnych papierosów. Zapomniałem kupić papierosy i po śniadaniu kupiłem coś dziwnego, miały tylko arabskie napisy. Hrou się zaśmiewa że to czarny tytoń. Fakt dwa machy i dostaje ataku duszącego kaszlu. Są bardzo mocne i po prostu śmierdzą. Organizm domaga się jednak nikotyny, wypalam więc jednego. Po drodze nawet nie chce mi się fotografować, zresztą pogoda nie na fotografowanie, niebo szare i kropi. 100 kilometrów przed Marrakeszem stajemy na kawę, mogę kupić normalnego papierosa, na sztuki, wypić espresso i w drogę. Po drodze jeszcze jeden przystanek w dużym sklepie, ostatnie zakupy pamiątek w tym kilka zup w proszku, oczywiście jest to harrira itd. Z każdym kilometrem jest coraz słoneczniej. Niedawno musiał padać śnieg, oczywiście w górach bo szczyty znowu są białe. Proszę o podjechanie w miejsce gdzie powstaje słynne pocztówkowe zdjęcie białe szczyty , palmy i mury miasta.  Potem już tylko Jem el-Fna. Błyskawicznie przelatujemy przez souk, kilo oliwek, trochę do pojedzenia teraz, trochę do samolotu, torebki których nie udało się kupić nigdzie indziej, parę drobiazgów w tym pomarańczowy czajniczek który stoi sobie niecały metr ode mnie gdy pisze te słowa. Ciągle pachnie sukiem. Potem Obiad. Znowu szaszłyczki, harrira i tym razem smażone wołowe kiełbaski. Jeszcze ostatnia szklanka soku. Czy uda się kiedyś jeszcze wypić sok pomarańczowy na Jema ? Na świecie jest tyle pięknych miejsc, a my mamy ograniczony czas i środki. Przykra refleksja, że chwilowo kierujemy nasze spojrzenie bardziej na wschód. Kusi nas Azja.  Z drugiej strony w Maroku ciągle mamy nie zaliczone miasta imperium i nocleg na Saharze. Czy tu wrócimy czas pokaże. Rozważania kończy przykra konieczność przepakowania bagaży. By zmieścić się w limicie wagi tanich linii ubieramy się w ciuch w których przylecieliśmy, sandałki zastępujemy butami na nasza polska zimę. Walizki przepakowane. Gliniane naczynie do tażinu zawinięte w podkoszulki, mam nadzieje że doleci całe. Jeszcze tylko kilka minut i jesteśmy na lotnisku Menara. Za 15 minut rozpocznie się odprawa a za 2 z kawałkiem będziemy w powietrzu. Żegnamy się czule z Hrou, obiecujemy że jeszcze uda nam się spotkać o ile Bóg pozwoli, „In szal Allach". Lot do Paryża mija bez komplikacji za to nocleg na nieogrzewanym paryskim lotnisku wykańcza nas. Potem tylko żabi skok i o 10.30 lądujemy w Krakowie.

Jesteśmy zmęczeni ale szczęśliwi. To był dobry wyjazd choć brakło nam dwóch dni do pełnego zobaczenia południa i wschodu. Mamy wiec ciągle powód by wrócić. Ile to kosztowało zapytacie? Mniej niż 2 tygodnie w zakopanym podczas ferii zimowych. A to co widzieliśmy i przeżyliśmy,  porównać z Zakopanym się nie da. I na koniec, tażin doleciał kosztował nas 3 euro i świetnie się sprawdza.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Blurppp - Zapiski z pustyni

DSC 0248

Zapraszamy również do odwiedzin na blogu Irka

Sporo tam o podróżach, ale przeczytacie tam także o ksiażkach, fotografi i winie

Odwiedżcie koniecznie. 

http://www.blurppp.com/blog

Kontakt

Najprostszą metodą kontaktu z nami jest poprostu napisać maila 

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Zawsze odpowiadamy.