Relacje Galerie oficjalne Galerie prywatne Blog

 

Dzień szósty i siódmy - Agadir

Te dwa dni streszczę w jednym rozdziale , tak naprawdę to nie ma o czym pisać. Normalne życie ludzi na wakacjach. Dużo spacerów, trochę opalania nad basenem, hektolitry wypitego soku, parę ryb zjedzonych w porcie i restauracjach. Zakupy na souku. Na szerszą uwagę zasługuje jedynie nasza wizyta w domu Hrou. Jak mieszkają przedstawiciele marokańskiej klasy średniej, co jadają, jakie obyczaje panują u nich w domu? . Już opowiadam. Punktualnie o 13.00 podjechał po nas pod Hotel, mieszka w sąsiedztwie uniwersytetu. Agadir to nie tylko plaże, to też 600 tysięczne miasto. Przejazd po ulicach zakorkowanych w sposób typowy dla wielkich miast trwał około 15 minut. Po przybyciu przedstawiono nam żonę, Oczywiście w chuście na głowę, starsza córkę, 11latkę, też w obowiązkowej chuście. Młodsza z córek,  lat 5 i niespełna 2 letni synek ubrani byli po europejsku. W mieszkaniu duża jadalnia, około 5x5 metrów. Dookoła sofy a na środku dwa olbrzymie okrągłe stoły. Na kółkach by łatwo przesuwać je po pomieszczeniu. W rogu niewielki podest z ozdobnym wydaniem Koranu. Do jadalni wchodzimy oczywiście bez butów. Po chwili żona podaje olbrzymi tażin. Wersja świąteczna czyli oprócz kurczaka, wołowiny i warzyw są w nim również suszone śliwki , oliwki i morele. Prezentuje się to znakomicie. Smakuje jeszcze lepiej. Wypiekanym oczywiście w domu. Pani domu nie pracuje, ma na to więc czas. Na stole są też oliwki i sałatka marokańska czyli pomidory, cebula, zielona papryka i liście kolendry, pokrojone w kostkę i wymieszane z oliwą z oliwek. My jako goście dostajemy sztućce, reszta je chlebem. Czy da się pokroić wołowinę skórką od chleba? Oczywiście jak się wie jak. Oni robią to z taką łatwością i wprawą, że nie mogę wyjść z podziwu. Pani domu mówi po angielsku, jest więc szansa na zapytanie o przepisy , życie codzienne, szkołę dzieci itd. Starsza córka mocno spięta jutro ma egzaminy, odpowiednik naszych testów kompetencji po gimnazjum. Po daniu głównym na stole lądują owoce. Pomiędzy nimi truskawki i największe daktyle jakie w życiu widziałem. Są więcej niż przepyszne. Ola wyjada truskawki, zagryzając bananami. Malutkimi, bardziej różowymi niż żółtymi i niebiańsko słodkimi. Po posiłku następuje pokaz mieszkania. Mieszkanie ma ponad 120 metrów i malutkie podwórze wyłożone kamieniem. To podobno najchłodniejsze miejsce w domu. Teraz kiedy klimatyzacja jest standardem żyje się lżej, kiedyś mieszkanie chroniło się przed promieniami słonecznymi i ciepłem z zewnątrz. Nic dziwnego że ściany mają po 50 centymetrów grubości a w oknach są grube okiennice.  Ze szczególną dumą Hrou pokazuje nam zimne marmurowe podłogi. To nowa inwestycja , niedawno miał z drewna, teraz wraz z poprawą sytuacji ekonomicznej mógł sobie pozwolić na kamień. Odwrotnie niż u nas, gdzie podłoga drewniana to szczyt elegancji. Wrażenie robi też kuchnia, olbrzymia, z elektrycznym piecem chlebowym i kolekcją naczyń do tażina. Od 15 do 50 centymetrów średnicy. Prosimy Hrou aby w miarę możliwości postarał się kupić nam jeden, taki dla 3 osobowej rodziny czyli około 30 centymetrowy. Reszta mieszkania czyli pokoje dziewczynek, z komputerem u starszej, spinalnia, pokój telewizyjny wyglądają bardzo zwyczajnie. Różnice kulturowe powoli się zacierają. Wyjątek stanowi toaleta a właściwie dwie, jedna z tradycyjną muszlą druga z tak zwaną narciarką, bywalcy dworców kolejowych wiedzą co mam na myśli. W oczy rzuca się też brak papieru toaletowego. Jego miejsce zastępuje wężyk z ciepłą woda, wychodzący ze ściany. Używanie SUCHEGO papieru uważają za nie higieniczne. Po posiłku jedziemy w stronę miasta Inezgane, to położone 12 kilometrów od Agadiru miasteczko słynie ze swoich souków, pisałem o tym w relacji z 2008 roku. Na tamtejszym bazarze dziewczyny robią sobie hennowe tatuaże na dłoniach. Około 17 jesteśmy z powrotem w Agadirze. Spacer, zachód słońca, kolacja i czas spać. Dzień drugi zaczynamy od wizyty na souku. Potem już tylko lenistwo. Pyszne świeże ryby, znowu sok pomarańczowy i tak do wieczora. Akumulatorki naładowane. Wieczorkiem pakowanie, by rano o 7.30 móc ruszyć w dalsza drogę. Lenistwo się skończyło.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Blurppp - Zapiski z pustyni

DSC 0248

Zapraszamy również do odwiedzin na blogu Irka

Sporo tam o podróżach, ale przeczytacie tam także o ksiażkach, fotografi i winie

Odwiedżcie koniecznie. 

http://www.blurppp.com/blog

Kontakt

Najprostszą metodą kontaktu z nami jest poprostu napisać maila 

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Zawsze odpowiadamy.