Relacje Galerie oficjalne Galerie prywatne Blog

Dzień szósty – 700 kilometrów przez Maroko

Szkoda, że nie mam rękawiczek. Taka myśl chodził mi po głowie, miałem długie spodnie, sweter i ciepłą kurtkę, marzły mi jedynie dłonie. Było przed szóstą rano. Zmierzałem na szczyt wydmy, słonce miało wstać za pół godziny. Było bardzo zimno, 4 maksymalnie 6 stopni. Do tego czułem się dziwnie, szedłem sam po pustyni, było ciemno, dziewczyny zostały w łóżkach. Piach, który wczoraj prawie parzył dziś jest zimny. Trochę się bałem. Naczytałem się o skorpionach i wężach piaskowych które polują właśnie o poranku. Większość jest jadowita, ukąszenie nie zabija ale jest bardzo bolesne, Kroki stawiałem z rozwagą.  Po wejściu na szczyt zapaliłem papierosa i słonce zaczęło wschodzić. Najpierw, jeszcze ukryte za horyzontem, oświetlało jedynie chmury nadając im dziwny żółtawy odcień, pustynia była szarawa. Potem stopniowo oświetlając piach. Ponieważ padało  mocno z boku powstawały dziwne kombinacje cieni. Znowu wypstrykałem kartę czyli około 250 zdjęć. Wracam do hotelu, wszystko już spakowane. Przy śniadaniu zapada decyzja o zmianie planów. Nie zostajemy na noc w Zagorze, zupełnie wykreślamy ją z naszych planów. Jedziemy prosto do Agadiru. Z 2 nocy wg planów robimy 3. Czyli dwa pełne dni lenistwa w Agadirze. Jesteśmy już zmęczeni długimi godzinami w aucie, chcemy po prostu trochę odpocząć. Niestety ta decyzja powoduje konieczność przejechania 700 kilometrów, z czego 550 po nie najlepszych drogach południa i wschodu. Decydujemy się na to. Już wiemy że brakuje nam tego jednego dnia. Pierwsze podejście mówiło o wylocie z Polski w poniedziałek. Za długo jednak podejmowaliśmy decyzję. I kiedy już mieliśmy kupować bilety, okazało się, że wylot w poniedziałek, w rozsądnej cenie, nie jest możliwy, polecieliśmy we wtorek. Jeden dzień krócej, a straciliśmy szansę na nocleg na pustyni.  Teraz nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Decyzje podjęte, robimy co 90 minut przerwę na papierosa, krótką przerwę na souku w Risani  i przerwę na obiad, podziwiamy widoki i w drogę do Agadiru. Go West! O lunchu opowiadał nie będę, nie ma o czym. Tażin i szaszłyczki. O widokach opowiedzieć się na da, zapraszam do galerii. Opowiem za to o cotygodniowym bazarze w Risani. Spędziliśmy tam może 30 minut, najbardziej spodobał mi się mały placyk, na którym handlowano żywymi zwierzętami. Dzięki szerokiemu obiektywowi w nikogo nie celując zrobiłem kilka całkiem przyjemnych zdjęć.  Na uwagę zasługuje to które umieściłem w tej relacji. Mały chłopak wpychający owcę na plac. U nas to dziecko, tam już pomaga, popatrzcie na napięcie na jego twarzy.  Reszta dnia to raczej męcząca nuda. Do Agadiru dojeżdżamy około 20.15. Przy pożegnaniu Hrou zaprasza nas na jutro do siebie na obiad. To spory zaszczyt, zaproszenie oczywiście przyjmujemy. W pokoju nawet nie rozpakowujemy walizek. Idziemy na kolację. Zatrzymaliśmy się w tym samym hotelu co 2 lata temu. Na restauracji poznaje nas jeden z kelnerów, Do Oli zwraca się po imieniu. To on poprzednio wrzucał jej pomarańcze do kaptura. Bardzo to miłe. Pierwszy raz od dawna mamy wannę a nie prysznic. Siadam w niej na 20 minut, wypite do kolacji wino zaczyna działać, prawie zasypiam, resztką sił wycieram się i już śpię. Po przebudzaniu z balkonu zobaczymy ocean.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Blurppp - Zapiski z pustyni

DSC 0248

Zapraszamy również do odwiedzin na blogu Irka

Sporo tam o podróżach, ale przeczytacie tam także o ksiażkach, fotografi i winie

Odwiedżcie koniecznie. 

http://www.blurppp.com/blog

Kontakt

Najprostszą metodą kontaktu z nami jest poprostu napisać maila 

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Zawsze odpowiadamy.