Relacje Galerie oficjalne Galerie prywatne Blog

Dzień czwarty – Wąwozy Dades i Tadora

Ruszamy jak co dzień po śniadaniu czyli parę minut przed ósmą. Jak jesteś śpiochem, to wakacje z mani nie dla ciebie.  Do wyjątków nalezą dni kiedy śpimy dłużej niż do 6.30. Najpierw szybkie nadrabianie tego, na co wczoraj brakło czasu. Postój przy Kazbie, jest ładne miękkie poorane światło więc jest szansa na udane zdjęcia. Szybko naświetlam kilka klatek ruszamy w dalsza drogę. Około pół godziny jazdy samochodem jest sztuczne jezioro. Powstało ono, jako część prowadzonego, od z góra dziesięciu lat, Narodowego Programu Dostarczenia Wody. Podjeżdżamy i decydujemy się na mały piknik. To dość dziwne, jesteśmy w dość suchych terenach, dookoła jedynie piachy a tu jezioro. Piękny modry kolor wody, oczy odpoczywają po żółciach i czerwieniach które obserwujemy ostatnio. Wypoczęci ruszamy dalej. Jedziemy równolegle z Atlasem, po lewej May zabawny widok, pustynia , czasami palmy, a jako tło ośnieżone szczyty. Przyjemnie się na to patrzy, gorzej z fotografowaniem, mam ostre górne światło. Nie wiem, czy wyjdą jakie takie zdjęcia. Kolejnym punktem programu jest wieś Skura słynąca ze swoich twierdz. Jedna z nich, nazywana potocznie 50 Mad Kazba jest szczególnie okazała. Dlaczego takie dziwne określenie ? Otóż, ozdabia ona banknot 50 dirhamów. Krótki postój na zdjęcia i zmierzamy w stronę Różanej Doliny. W styczniu krzaki nie wyglądają imponująco, pobyt w tym miejscu to znakomita okazja do zakupu słynnych różanych kosmetyków. Kiedy dziewczyny oglądają kremy i toniki mnie udaję się namówić urocza siedmiolatkę do pozowania, sesja trwa chyba ze 30 sekund, w efekcie mam 3 zdjęcia. Teraz nie licząc krótkiej przerwy na harrirę i kawę i omlet zmierzmy w stroną wąwozów Dades. Postój jest o tyle istotny że mogę wejść do kuchni i zobaczyć, jak nasz omlet powstaje. Po pluło 100kilometrach w miejscowości Bumalne z  głównej drogi skręcamy na północ. Najpierw  15 kilometrów poprzez dolinę, która wygląda jak jakieś gigantyczne zgrupowanie hałd kopalnianych pomieszanych z gruzowiskami. Następne 10 kilometrów, to odmienne formy, skalne przez swój kształt nazywane Kocimi Pazurami. Jak się później dowiedziałem, miejsce to było kiedyś ujściem olbrzymiej rzeki do pramorza. Dziwaczne formy skalne to zwietrzałe i poddane erozji powietrznej masy materiału skalnego naniesionego przez tę gigantyczną rzekę. Prawdziwy wąwóz zaczyna się kawałek dalej, niestety jest zalany wodą, śniegi w Atlasie topnieją i większość suchych przez 9 miesięcy w roku wąwozów   teraz stało się strumieniami. Wyjeżdżamy autem na górę, by z stamtąd obserwować wąwóz. Jest na co popatrzeć. Dla mnie osoby z lękiem wysokości wyjazd najbardziej kręta drogą Afryki był dość stresujący. Na dół schodzimy na nogach. Około 3 kilometry. Miła przechadzka i okazja do wielu zdjęć. Tego nie da się opisać to trzeba zobaczyć. Około 14.00 ruszamy w drogę powrotna do Bumalne. Kolejny punkt programu to Tudora. Dochodziła 15.00, byliśmy już zmęczeni. Nie było bardzo gorąco, to dopiero końcówka stycznia. Prawdziwe upały zagoszczą tutaj od kwietnia. Trzeba przyznać że byliśmy tez dość głodni. Stanęliśmy po drodze w jakimś miasteczku, niestety dostępne były jedynie restauracje  działały w oparciu o typowy dla Maroko sposób czyli idź na souk, kup co tam chcesz, przynieś nam, powiedz jak ci to przygotować i  wróć za 40 minut. Nie wiem dlaczego ale dziewczyny do końca nie przekonały się to tej metody. W efekcie od śniadania jedliśmy tylko pomarańcze, przezorna Agnieszka jeszcze w hotelu nałupała ich dla nas 3 kilo. Teraz siatka już była pusta. Zgodnie z zapowiedzią Hrou czekające nas widoki powinny zabić głód. Początkowo droga przypominała typowe krajobrazy Atlasu Wysokiego.  Stopniowo po prawej stronie zaczęła ukazywać się dolina zwężająca się z każdym kilometrem. Po kilku minutach miał już szerokość 400 metrów. Ostatni kawałek przeszliśmy już pieszo. Kierowca z bagażami powiedział, że spotkamy się za około kilometr. Gigantyczne ściany z każdym krokiem były bliżej siebie. Pisząc gigantyczne nie przesadzam, mają po 330 metrów wysokości i są pionowe. Słonce już nie jest widoczne więc na oszałamiające zdjęcia nie ma co liczyć. Ciągle patrzę na te, jak by nożem ucięte skały i coraz mniej mnie dziwi, że jest to święty Graal spinaczy skałkowych z całego świata. Okolice wąwozów zamieszkane są przez Nomadów. Wrócili oni tu po pięcioletniej przerwie spowodowanej suszą. Teraz dnem wąwozu znów płynie strumień, jest woda jest życie. Spotkaliśmy kobietę z osłami która przyszła po wodę. Zmierzamy za nią ale po opuszczeniu wąwozu kieruje się ścieżką w górę, jest już tylko 40 minut do zachodu słońca, nie chcemy by mrok złapał nas na ostrej i stromej górskiej ścieżce. Obrzeża wąwozu to pola uprawne, prawie zawsze jest tu woda więc można uprawiać jęczmień, palmy, ciecierzycę itd. Dnem wąwozu płynie strumień, nie tak potężny jak ten w Dades ale wykorzystując coraz słabsze światło, co daje mi szansę na dłuższe czasy ekspozycji robię kilka zdjęć.  Powstaje ładny efekt waty wodnej. Wracamy do hotelu. Choć ma 3 pietra kompletnie ginie na tle ponad 300 metrowych ścian. Nie ma w nim też elektryczności. A właściwie to jest ale z generatora od 18.00 do 23.00 a potem od 6.30. Oznacza to, że rano będziemy pakować się przy świeczkach, a przez noc nie naładują się baterie do aparatów.  Kolacja dopiero za kilkanaście minut, zamawiamy herbatę i obserwujemy pionowe ściany. Po kolacji wychodzimy jeszcze raz poobserwować niebo. Dochodzi 22.00 oprócz nas tylko dwoje wspinaczy z Holandii. Zaraz wyłączą światła, idziemy do spania. I tu właściwie powinienem skończyć, ale w nocy przytrafiła się mnie i Oli dziwna przygoda.  Oboje jesteśmy dziećmi miasta co oznacza że w praktyce nigdy nie mamy do czynienia z absolutna ciemnością. Kiedy obudziłem się w nocy, otwarłem oczy i zobaczyłem ciemność, gęstą czerń, bez jakiego kol wiek światła tła. W pierwszym odruchu spanikowałem, że oślepłem. Szybko namacałem telefon, uff z oczami wszystko OK. Po prostu w około panowała ciemność doskonała, podszedłem do okna, wąski pas nieba pomiędzy ścianami skrzył się milionami gwiazd, nigdy tylu gwiazd nie widziałem. Ola miała identyczną sytuację. Nie umiemy żyć w ciemności i tak naprawdę, to nie wiemy co to ciemność. Taka przykra refleksja po fajnym dniu.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Blurppp - Zapiski z pustyni

DSC 0248

Zapraszamy również do odwiedzin na blogu Irka

Sporo tam o podróżach, ale przeczytacie tam także o ksiażkach, fotografi i winie

Odwiedżcie koniecznie. 

http://www.blurppp.com/blog

Kontakt

Najprostszą metodą kontaktu z nami jest poprostu napisać maila 

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Zawsze odpowiadamy.