Relacje Galerie oficjalne Galerie prywatne Blog

 

Dzień trzeci – do Warzzazet

O 7.15 jesteśmy już po śniadaniu, słoneczko dopiero wstaje. Hrou zjawia się punktualnie. Wrzucamy bagaże do auta , papieros i ruszamy. Pierwsze 20 minut zabiera nam wyswobodzenie z porannych korków. Po chwili jesteśmy na drodze ku przełęczy Tizn'n'Tischka. Pierwszy przystanek robimy po około godzinie, kupujemy wodę, palimy papierosa, jest szansa na kilka zdjęć. Kolejna część przejazdu to głównie podziwianie pięknych widoków. Stajemy co kilkanaście minut na zdjęcia. Selekcje najbardziej udanych szukajcie w galerii oficjalnej Maroko 2010.  Mnie fascynują ośnieżone szczyty. Błękit nieba, białe szczyty, brąz gór widoki po prostu nieziemskie.  Temperatura około 28 stopni, jesteśmy w krótkich rękawkach a ponad nami śnieg.  Kolejną fascynująca przygoda jest oglądanie przyklejonych do gór berberyjskich wiosek. Mijani po drodze ludzie mają dziwny koloryt. Szkoda, że prawie nigdy nie pozwalają się fotografować. Trafia mi się jednak szczęście nowicjusza. Zmęczeni i troszkę znudzeni przejazdem przez Atlas Wysoki postanowiliśmy zrobić sobie krótka przerwę, żeby porzucać się śnieżkami. Temperatura wahała się w okolicach 30 stopni czyli dla nas było gorąco, dla naszego berberyjskiego przewodnika zimno.  Wystarczy popatrzeć na nasze stroje. Kiedy zaśmiewaliśmy się niespodziewanie i właściwie z nikąd w dolinie pojawił się pasterz ze stadem. Takich okazji się nie omija. Był na wypasie już 3 dzień i niewątpliwie się nudził. Hrou rozpoczął z nim rozmowę. Poczęstowaliśmy go pomarańczami, które mieliśmy przygotowane na drogę. W zamian pozwolił sobie zrobić kilka zdjęć. Uważam je za bardzo udane, o ile nie najlepsze z całej wyprawy. Nie jest częstym, by Berber pozwolił się fotografować. Kolejną okazją na zdjęcia życia codziennego jest postój na lunch czy tez późne drugie śniadanie. Stajemy z miejscowości o której wiem tylko tyle, że jest w niej szlaban zamykające drogę przez przełęcz. Obfite opady śniegu na wysokości 2260 metrów, a tak wysoko to jest sprawiają że droga często, szczególnie w zimie, nie jest przejezdna. My mieliśmy szczęście. Przełęcz było otwarta, zamknięto ja 5 dni po naszym przejeździe na skutek gwałtownego pogorszenia pogody. Ponieważ podróżni często musza koczować przed szlabanem nawet i tydzień, aż droga ponownie zostanie otwarta, miasteczko słynie z dobrego jedzenia i miejsc sypialnych w dużych publicznych salach. Hrou wybrał to miejsce jeszcze z jednego powodu, kolejna restauracja jest już po drugiej stronie, czyli za kilka godzin. Zamówiliśmy śniadanie otrzymaliśmy coś co oni nazywają omletem, dla mnie to jajecznica na oliwie z oliwek z oliwkami i zestawem przypraw. Bardzo smaczne. Posileni ruszamy dalej, obowiązkowy postój przy tablicy z nazwą i wysokością przełęczy. Potem nie licząc kilku postojów na zdjęcia prosto do kazby Ait Benhaddou. Ta położona nad rzeką zapomniana obronna wieś była tłem wielu hollywoodzkich produkcji w tym Gladiatora i Katmandu. Poraża ogromem, zdecydowanie warto zobaczyć. Od głównej drogi odgrodzona jest rzeką , która można pokonać w bród, woda po kolana, lub na grzbiecie osła, taka usługa to około 1 euro od osoby (w dwie strony). Opiekunowie Kazby, która znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa Unesco, co jakiś czas z kamieni budują kładki, które każdej nocy, zaraz po ich ukończeniu po ich ukończeniu są rozbierane przez mieszkańców. Przewożenie turystów to spora szansa na dodatkowy zarobek. Mamy szczęście, oprócz nas nie ma żadnych turystów. Powoli włóczymy się wąskimi uliczkami, aż na sam szczyt, jest znośnie gorąco, uliczki są zacienione. Blisko 2 godziny mija nawet nie wiemy kiedy. Jeden z lokalnych artystów przygotowuje dla Oli malutki obrazek, rysowany herbatą barwioną szafranem. Malutki drobiazg z jej imieniem. Rewanżujemy się banknotem 10MAD czyli około 1 euro. Przyjmuje z wdzięcznością. Wszędzie widać światowy kryzys, turystyka ucierpiała niezwykle, w stosunku do lat ubiegłych liczba turystów spadła o ponad 70%. Przestaje nas dziwić dlaczego hotele są puste, a nas traktują jak udzielnych książąt. Wracamy na główną drogę i kierujemy się do Warzzazet.  Dojeżdżamy około 17.00. Zgodnie z planem powinniśmy zwiedzić studia filmowe i kazbę, nie mamy jednak na to siły. Po zakwaterowaniu w hotelu, stylizowanym na kazbę idziemy do najbliższej kawiarni na kawę i podwieczorek, tam przeżywamy kolejną z przygód.  Mały lokalik z tarasem gdzieś przy bocznej uliczce. W tle telewizor transmitujący mecz. Sami mężczyźni. Siedzimy na tarasie. Obok nas dwóch panów. Jeden ze śladami po tatuażach na twarzy. Oboje w charakterystycznych niebieskich  galabijach i białych zawojach. Prawdopodobnie Tuaredzy. Aż korci mnie żeby wyjąc aparat. Fotografuje ulicę, dziewczyny, szklaneczki z herbatą. Delikatnie przechylam obiektyw w stronę następnego stolika. Wymownie kręcą głową. Nici z fotografii. Rozmawiają, jeden z nich bawi się z kotem, który usiadł mu na kolanach. Kolejne pół godziny mija leniwie. Już mamy się zbierać kiedy na kawiarniany taras wchodzi żebrak, prosi o papierosa. Wyjmuje z paczki trzy chowam do kieszeni, resztę oddaje starszemu mężczyźnie. Sąsiedzi uśmiechają się i kiwają głową z aprobatą. Kelner przynosi rachunek, zaczynam pakować aparat do torby. W tym momencie ze stolika obok pada zrozumiałe we wszystkich językach słowo „foto". Mam kilka sekund. Wykonuje po dwa ujęcia każdego z gentelmanów. Do dziś te zdjęcie uważam ze jedną z najfajniejszych pamiątek z Maroka. Tuareg i kot. Tuareg na tle palm. Po tym ekscytującym spotkaniu wracamy do hotelu, kolacja. Parominutowa rozmowa z rodziną za pośrednictwem Skype i znowu przed 22.00 jesteśmy w łóżkach. Kolejny dzień tez będzie pełen wrażeń.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Blurppp - Zapiski z pustyni

DSC 0248

Zapraszamy również do odwiedzin na blogu Irka

Sporo tam o podróżach, ale przeczytacie tam także o ksiażkach, fotografi i winie

Odwiedżcie koniecznie. 

http://www.blurppp.com/blog

Kontakt

Najprostszą metodą kontaktu z nami jest poprostu napisać maila 

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Zawsze odpowiadamy.