Recenzje

Zygmunt Miłoszewski „Kwestia ceny” – audiobook

Napisał Blurppp

Nie wiele jest audiobooków, w wypadku których po wysłuchaniu głośno mówię „I już?, jaka szkoda”. Jednym z nich jest niewątpliwie „Kwestia ceny” Zygmunta Miłoszewskiego. Z tym, że w tym wypadku owe „i już” jest bardzo wieloznaczne. Bo z jednej strony obcowanie z tą pozycją było bardzo przyjemne i to z kilku powodów, o których poniżej, z drugiej produkcja pozostawiła mi pewien niedosyt.

„Kwestia ceny”

„Kwestia ceny” Zygmunt Miłoszewski

Treść

W kilka lat po wydarzeniach opisanych w „Bezcennym” znów spotykamy Zofię Lorentz. Jest na życiowym zakręcie. Z jednej strony jej rogaty charakter doprowadza do konfliktu z władzami i nie pozwala jej kontynuować kariery muzealnika. Z drugiej jej mąż zapadł na rzadką chorobę – traci pamięć. I nagle niespodziewanie pojawia się propozycja wyprawy na dalekie syberyjskie bezludzie i poszukiwanie śladów zaginionego plemienia, a potem już europejskie poszukiwanie schedy po polskim dziewiętnastowiecznym etnologu.

Zofia propozycje przyjmuje i zaczyna się prawdziwa jazda bez trzymanki. Główne role w spektaklu odegrają między innymi: szaleni ekscentryczni naukowcy, koncerny farmaceutyczne, zaginione dziedzictwo, wszechpotężna organizacja, a stawką w rozgrywce będzie wyjątkowo wysoka.

Akcja będzie przeskakiwać z zamarzniętych bezdroży Syberii przez Warszawę do Paryża. Odwiedzimy też będą francuskie Pireneje a skończymy na środku Atlantyku.

Forma

 „Kwestia ceny” to właściwie klasyczna opowieść przygodowa. Troszkę odmłodzona, obudowana bondowskimi niemalże gadżetami ale nawiązująca do najlepszych wzorców. I to zarówno tych starszych, klasycznych jak i do twórczości Arturo Perez-Reverte, który ten gatunek wprowadził w XXI wiek.  Dlatego, mało tu elementów typowych dla powieści sensacyjnej czy thrillera a tak wiele odnośników do powieści łotrzykowskiej.

I takie potraktowanie sprawy bardzo mi odpowiada. Jest tu drużyna, jest wspomniany łotrzyk, w szaty którego autor tym razem ubrał zacną profesor Lorentz. Z resztą takich klasycznych odniesień jest tu więcej. Wszyscy bohaterowie są bardzo archetypiczni. Jest tu wojownik, szalony naukowiec- niemalże mag, jest i postać, śmiało zasługująca na miano złej czarownicy. I o dziwo wszystko to jest jak najbardziej na miejscu, choć fabuła dzieje się współcześnie. I choć w tych odwołaniach do archetypów „Kwestia ceny” nie jest odkrywcza, to też nie unosi się nad nią smrodek wtórności.  

I wreszcie jest bezmiar akcji. Fabuła meandruje, zwodzi tropy, zaskakuje. Postacie zmieniają strony, nic nie jest pewne raz na zawsze. Co sprawia, że opowieść wciąga od pierwszych minut. Dodajmy do tego jeszcze może nie zawrotne ale szybkie tempo wydarzeń, tylko czasami spowalniane lekką publicystyką.   

Publicystyka

O krytycznym spojrzeniu na obecną Polskę i mocno lewicowym podejściu Miłoszewskiego do świata wie każdy, kto choćby miał okazję oglądać go w „Drugim śniadaniu mistrzów”. I niestety ze szkodą dla samej opowieści w „Kwestia ceny” wiele z tych zapatrywań autora jest obecnych. Bardzo wiele dialogów jest zabarwionych silnym przekazem publicystycznym, który niewiele wnosi, za to jak już wspomniałem zaburza tempo narracji. I nie ma tu znaczenia czy z postawionymi tezami słuchacz się zgadza czy nie.  

Pireneje, taki widok mógł mieć pewien pacjent pewnej tajemniczej kliniki.

Powieść przygodowa to nie felieton prasowy, nie wykład czy spotkanie w telewizyjnym studiu. Tu działają inne prawa i po ten typ powieści sięgamy właśnie po to by bieżączki uciec a nie by wałkować ją na nowo.  Do tego, właśnie przez te publicystyczne wtręty, powieść szybko się zestarzeje.

Produkcja

„Kwestia ceny” nie jest klasycznie odczytanym przez lektora audiobookiem, to prawdziwe słuchowisko rozpisane na głosy i efekty. Do tego w iście gwiazdorskiej obsadzie. Narratorem jest tu doskonale Filip Kosior, znany choćby z takich produkcji jak „Shantaram” czyli jedna z najlepszych powieści łotrzykowskich ostatnich dekad.

W główne postacie wcielili się Aleksandra Popławska, Rafał Zawierucha i Arkadiusz Jakubik. I każdy z nich kolokwialnie mówiąc dał rady, przy czym interpretacja Popławskiej jest wręcz brawurowa. Każda jej kwestia to prawdziwa uczta dla uszu. Jest też kilka smaczków, kilka razy w role epizodyczne drugiego planu wcielił się sam Miłoszewski, i możemy usłyszeć jak radzi sobie w roli aktora teatru wyobraźni, jakim są słuchowiska.

Dochodzą do tego jeszcze budujące tło efekty, odgłosy, i inne dźwiękowe przeszkadzajki. O ile ich dobór i ilość są Ok, to technicznie jest ciut gorzej.  Najzwyczajniej w kilku dość długich fragmentach tło jest zbyt hałaśliwe i zwyczajnie zbyt głośne. Zdarzają się chwile, kiedy trzeba się domyślać kwestii dialogowych. Takie szkolne błędy przy tak dużej produkcji nie powinny się zdążać.

Wydaje mi się, że można było też ciut lepiej pobawić się przestrzenią dźwięku, tak jak miało to miejsce w legendarnej już dźwiękowej produkcji „Niezwyciężony” według Stanisława Lema. Przecież wszyscy słuchamy już na sprzęcie pozwalającym cieszyć się tymi cudami psychoakustyki.

Niedosyt

I ten brak zabawy przestrzenią dźwięków, to jeden z kilku mankamentów tej pozycji. Kolejnym, niestety ważniejszym, i wynikającym nie tyle z samej produkcji co z tekstu bazowego jest pozbawione przytupu zakończenie. O ile cała powieść aż skrzy się akcją to finał, po którym oczekujemy że będzie emocjonujący i przyprawi nas o rumieńce jest zwyczajnie nijaki. To też kiedy wybrzmiały ostatnie zdania i zaczęły się podziękowania od autora pomyślałem „I już?, jaka szkoda”. Żadnych wodotrysków, żadnych zaskakujących suspensów, nic. Jak by się autorowi pomysły skończyły.   Zamiast odpowiedzi dostaliśmy zawieszenie fabuły, wygląda to jak by Miłoszewski zostawiał sobie furtkę na kolejny tom tego cyklu.

Podsumowanie

Miłoszewski publikuje z rzadka, na ten tytuł czekaliśmy trzy lata, i aż siedem od czasów „Bezcennego”. W tym kontekście trzeba w takim razie zapytać czy warto było czekać, i czy forma słuchowiska do tej powieści pasuje. W obu wypadkach odpowiedź brzmi: jak najbardziej. Miłoszewski to znakomity bajarz, gawędziarz, człowiek od opowieści i co jak co ale snuć wciągającą opowieść właśnie snuć potrafi. I większość będzie zadowolona.

Co zaś do adaptacji na potrzeby słuchowiska, to zrobiono tu kawał dobrej roboty, i podczas letnich przechadzek czy popołudni na leżaku albo balkonie słucha się tego pysznie. Bo kto nie lubi lekkiej literatury, zwłaszcza latem. Weźcie z sobą ten tytuł na wakacje, warto.

Audiobooka wysłuchałem w ramach abonamentu w Empik GO

Sponsorem mojego abonamentu jest Empik Go

 

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl