Wino i destylaty

Zapomniany urok podwieczorków.

Napisał Blurppp

Z pośród tysięcy wspomnień z dzieciństwa jedno rozgrzewa moje serce silniej niż pozostałe. Tym wspomnieniem są nieśpieszne podwieczorki u dziadków. Podwieczorki pachnące domowymi wypiekami, gorącą herbatą i opowieściami dziadka.

Choć wychowałem się w Krakowie, całkiem blisko Tatr, to wszystkie zimowe ferie spędzałem pośrodku równiny lubuskiej, u dziadków na wsi. Zima w gospodarstwie to czas dość specyficzny bo leniwy. W polu robić nic się nie da, poza zadbaniem o zwierzęta czy jak mawiał mój dziadek poza pójść pooobrzadzać resztę czasu spędza się w obrębie zabudowań bardziej szukając sobie zajęcia niż robiąc coś konkretnego. Do tego dzień krótki i koło szesnastej wracało się do domu. Babcia robiła herbatę dla mnie a dla dziadka kawę zalewajkę. Dziadek w tamtych czasach był silnym sześćdziesięcioparoletnim mężczyzną i ta popołudniowa kawa nie przeszkadzała mu motem zasnąć. Do kawy był zawsze jakiś wypiek, najczęściej babka czasami ciasteczka. Nikt tego posiłku nie nazywał podwieczorkiem, nikt nie bawił się w formę i konwenans. Po prosu siadało się przy dużym, stojącym przy oknie kuchennym stole. W tle grało czarne radio Unitra Lena 2 w kolorze czarnym, zawsze ustawione na Trzeci Program Polskiego Radia. Koło radia, stał czajnik elektryczny, nie używany w zimie, w zimie gotowało się na piecu. Czas elektrycznego czajnika to było lato, kiedy w piecu się nie paliło do południa co by domu nie nagrzać, a rano wodę na kawę jakoś zagotować trzeba było. W zimie czajnik robił za kurzosiad. Dziadek prócz babki i kawy lubił też krzyżówki, potrafił w okularach na nosie i długopisem w ręce przesiedzieć do 19.30 kiedy przechodził do pokoju telewizję pooglądać. Czasami jak nie znał jakiegoś hasła to pytał, jak udało się wychwycić tą krótką przerwę pomiędzy odpowiedzią a wpisaniem to można było zapytać o stare czasy. Wtedy dziadek zaczynał opowiadać, jak w lagrze i na robotach był „za Niemca”, jak się na nowo na ziemiach odzyskanych urządzali, jak na szaber do portu rzecznego w Cigacicach chodzili. Jak się do kołchozu nie dołączył i kułaka z niego zrobili i bez sądu w piwnicy trzymali, jak mu koń zdechł a potem zmartwychwstał, bo się grzmotu wystraszył. Ferie miały tylko dwa tygodnie, 14 wieczorów a powieści starczyło by na wieczorów tysiąc albo i dwa.

podwieczorej-2

Dziś w naszym codziennym zapędzeniu, pracując od dziewiątej do piątej a często dłużej, spędzając weekendy poza domem, bo wmówiono nam, że trzeba żyć aktywnie, nie mamy szans na odbudowanie tradycji podwieczorków. Tych magicznych powolnych chwil kiedy niespiesznie pijać a bardziej sącząc coś fajnego możemy cieszyć się niespieszną rozmową. Przekazać następnemu pokoleniu te zasłyszane a czasem dodać coś od siebie. Bo rozpaczliwie potrzebujemy korzeni, uczucia kontynuacji. Dla tego od jakiegoś czasu w niedzielne popołudnia organizujemy w domu podwieczorek, czasami jesteśmy tylko ja i zona, czasami też córka a trafiają się też i znajomi nasi albo córki. Dla tego najmłodszego pokolenie, te stare bajdy trącą myszką, ale z czasem wchodzą w klimat i zaczynają słuchać. Co by ich do tego słuchania bardziej zmotywować, standardowy wybór kawa czy herbata zostaje uzupełniony o butelkę wina albo i dwie. Wino musi być takie co by do ciasteczek pasowało czyli słodkie.

W tym tygodniu na moim stole w niedzielne popołudnie stanęły dwie butelki. Obie słodkie i obie z Bałkanów, z różnych ich części. To co je łączyło to konieczność lekkiego nagięcia faktów by można je określić mianem „bałkańskie wino słodkie

Damjanic-Muskat-Zuti-3

Damjanic Muskat Żuti 2013

Zachodnie Bałkany reprezentowało pochodzące z Istrii, która kulturowo jest oczywiście bałkańska, ale geograficznie już nie. Jakąś arbitralną decyzja Półwysep Bałkański kończy się na kilka kilometrów przed. Kto mi nie wierzy niech popatrzy do Wikipedii. Dla mnie Istria zawsze będzie bałkańska a wina z niej oczywiści bałkańskie. Drugi raz oko trzeba przymknąć kiedy mówimy o klasyfikacji. Damjanic Muskat Żuti 2013 z cukrem resztkowym na poziomie 25-30 g/l jest formalnie winem półsłodkim. Za to prezentuje się prawie jak wino słodkie. W nosie bogate, cytrusowe wyraźnie uzupełnione tonem świeżych winogron i gałki muszkatołowej swoja drogą pytanie mam do czytelników czy gałka zawdzięcza swój przydomek winnej odmianie czy winna odmiana gałce. W ustach ciężkie, oleiste o wyraźnych słodkich owocach złamanych świeżą kwasowością. Delikatnie ciepłe w końcówce. Dużo w nim smaku, a do tego ma olbrzymi faktor pijalności. Butelka 0,375 kończy się nadspodziewanie szybko.  Wino mogło by być odrobinę głębsze, oceniam na dobre z plusem czyli 4,5.

[wino niebawem trafi do polskiej dystrybucji, cena nie jest jeszcze ustalona, otrzymałem od producenta]

Gradina-rose-3

Gradina Rose

Znów będzie potrzebna drobna nadinterpretacja. Tym razem z geografią wszystko w porządku, wino pochodzi z jak najbardziej  bałkańskiej Bułgarii za to wino wymaga odrobinę wyjaśnienia. Jest to słodkie wino aromatyzowane płatkami róż. Do opisu produkcji nie udało mi się dotrzeć wiem tylko że w jego bazę stanowi wino różowe z typowego dla Bułgarii szczepu mavrud a aromatyzowano je płatkami róż odmiany damascena. Wyszedł z tego niezwykły miks. Barwa jeszcze nie niesie zaskoczenia, po prostu intensywny róż, za to nos już powala. Aromat róż jest tak intensywny, że przelatujące obok owady zawracają, po chwili jak nos przywyknie pojawiają się tony owoców cytrusowych.  Nie przesadzę, jak powiem, że wąchałem to wino przez dobry kwadrans nim wziąłem pierwszy łyk. Doznania węchowe dla kogoś, kto wcześniej jak niżej podpisany,  z winami różanymi nie miał kontaktu są wręcz onieśmielające.  Usta są dobrze zbalansowane, pierwsze uczucie słodkości a nawet ulepki szybko balansuje wyraźna kwasowość, do tonów różanej konfitury babci dochodzi wyraźna cytrynowa soczystości i mniej wyczuwalne, a odziedziczone po rodzicu mavrud tony czerwonych owoców. Pije się to jak likier, mały kieliszek i wystarczy i to nie za sprawą alkoholu którego jest tam 11,2 % a za sprawą intensywności. Dziś ta butelka zrobiła na mnie kolosalne wrażenie. Oceniam jako bardzo dobre czyli na 5,0. Ale szczerze powiem, to mój pierwszy kontakt z winem różanym , więc nie mam wyraźnego odniesienia.

[cena 35 zł z a butelkę 0,500 , wino kupicie: www.wina-sadowski.pl, wino otrzymałem od importera]

Namawiam was, choć raz na jakiś czas zróbcie sobie podwieczorek, cieszcie się słodkościami, rozmawiajcie i na chwile zapomnijcie że świat każe wam być aktywnym. Pamiętajcie też że musicie zachować ciągłość, ktoś opowieści waszego dzieciństwa musi przekazać dalej.

 

 

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl