Przepisy Wino i destylaty

Zapiekanka z grzybami – szybka przekąska na domówkę

Napisał Blurppp

Nie jestem już taki młody i coraz częściej pojawiają mi się w głowie „kiedyś to było lepiej”. A najdziwniejszym jest to, że pojawia się w najmniej spodziewanych momentach. Ostatnio naszło mnie to podczas jednego z karnawałowych spotkań towarzyskich. Kiedy krótko po dwudziestej drugiej goście zaczęli się szykować do wyjścia boleśnie sobie uzmysłowiłem: przygotowanie tej nasiadówki trwało znacznie dłużej niż sama impreza. A przecież kiedyś bywało inaczej.

Każdy kto choćby w czasach studenckich lubił poimprezować wie, że tak zwane domówki nie kończyły się przed starem komunikacji czyli po czwartej trzydzieści rano a ich przygotowanie często nie zabierało więcej niż godzinę. Do tego nie jeden raz samo przygotowanie było już częścią imprezy. A w większości przypadków ograniczało się do kolektywnego robienia kanapek.

Dziś gdy jesteśmy starsi staramy się przyjąć gości z większym rozmachem. Są kanapki, danie ciepłe, sałatki i nieodłącznie coś słodkiego. W efekcie  gospodarze od rana skazani są na kuchenna krzątaninę. Skutkiem czego powstaje taka ilość jedzenia, że połowa trafi do kosza a i tak przejedzeni goście stracą wigor i o 22:00 rozejdą się do domów. Zresztą ku uciesze padających na twarz, po całym dniu w kuchni, gospodarzy.

Czy w takim razie nie warto przeformatować podejścia do przyjmowania gości? I nie namawiam na to by zagonić gości do kuchni i kazać im robić kanapki. Raczej chodzi mi o to by przygotować jedno wykwintne, a przy tym szybkie i łatwe w przygotowaniu danie. Będzie smacznie, nikt głodny nie będzie, a gospodarze nie spędzą całego dnia na przygotowaniach.

Zapiekanka z grzybami

Jednym z takich dań jest zapiekanka. Polski skarb narodowy, przykład jednego z największych sukcesów kulinarnej inwencji. Spektakularny przykład kariery w iście amerykańskim stylu, prawdziwe od zera do bohatera.

Jej historia zaczyna się gdzieś w połowie lat siedemdziesiątych XX wieku, prawdopodobnie nad jednym z nadmorskich bulwarów. Któryś ze sprytnych ajentów stoiska gastronomicznego zauważył, ze wielu spacerowiczów chętnie by coś zjadło i to w formie „do ręki”. Taki był wtedy światowy trend. Tak zwany „Zachód” miał te wszystkie hamburgery i cheeseburgery, powoli wraz z okrzepnięciem imigrantów z Bliskiego Wchodu na niemieckich ulicach zaczynały wyrastać stoiska z Doner kebabami.

Bazą wszystkich tych dań było mięso, te zaś w Polsce było reglamentowane (dla gastronomi dużo wcześniej niż pojawiły się kartki dla obywateli). Przeciętny ajent punktu gastronomicznego nie miał szans na przydział pozwalający mu kopiować owe zagraniczne wynalazki. Trzeba było poszukać innej drogi.

Ta pojawiła się pod postacią pieczarek. Lata siedemdziesiąte, dekada Gierka to nie tylko zagraniczne kredyty i zakup licencji na małego Fiata, to też olbrzymie subwencje i dotacje dla polskiej wsi. W ich efekcie pojawili się „badylarze” a pośród nich podkategoria „pieczarkarz”. Ten fragment rynku prawie w całości znalazł się w prywatnych rękach, działał w zdrowy kapitalistyczny sposób, a co za tym idzie nie było tam niedoborów. Teraz wystarczyło tylko to połączyć i tak z długiej bułki, pieczarek, cebuli i sera powstała ciepła kanapka, która na półtorej dekady określiła charakter małej gastronomii od Bugu po Odrę.

Kolejny przełom nastąpił na początku lat dziewięćdziesiątych. Wraz z zakończeniem ery niedoborów zapiekanka doczekała się realnej konkurencji. Te wszystkie znane z Zachodu a już wspomniane burgery, kebaby, pizza i chińszczyzna w kartoniku zdawały się spychać zapiekankę w niebyt. Jej ostatnimi przetrwalnikami były bary przy targowiskach. Tak czy siak zapiekanka powoli znikała.

I nagle, na początku lat dziewięćdziesiątych na krakowskim Placu Nowym pojawił się Andrzej Kamiński, lepiej znany jako Endzior. Jego bar w słynnym Okrąglaku niby znów serwował zapiekanki, ale jakie to były zapiekanki. Dosmakowane, ze składników w najlepszym gatunku i z możliwością dodatków. W czasie zbiegło się to ze zmianą jaka trwała na samym Kazimierzu. Z zapuszczonej dzielnicy o mocno szemranej opinii stawał się on centrum życia towarzyskiego Krakowa. Zaś sam Plac Nowy z placu handlowego oklejonego sklepami i punktami usługowymi stawał się główną imprezownią miasta. Nie był to jeszcze moment jego europejskiej a może nawet światowej sławy ale początek drogi ku niej.

Tak czy siak imprezowiczów przybywało, a ci często na silnej „gastro-fazie” tłumnie szturmowali okienko Endziora. Zapiekanki znów stały się modne. Czy może kogoś w takim razie dziwić, że okienek i budek oferujących bułkę z pieczarkami znów zaczęło przybywać. I to nie tylko na Kazimierzu. Z czasem pojawił się nawet konkurs prasowy na najlepszą zapiekankę. Ta zaś stała się symbolem nie tylko placu Nowego ale i całego Kazimierza.

Zapiekanka z grzybami leśnymi  

Zapiekanka z grzybami

Tym co stoi za sukcesem zapiekanki to oczywiście jej smak, ale też łatwość i szybkość jej przygotowania. Zapiekankę można przygotować w kilka minut. I właśnie ta cecha sprawiła, że właśnie ją zaproponuję wam jako danie na karnawałową posiadówkę.  Zamiast godzin w kuchni maksymalnie spędzicie tam trzy kwadranse.

Żeby jednak było bardziej finezyjnie zamiast pieczarek skorzystamy z grzybów leśnych, a dokładniej z farszu grzybowego z puszki Leśne Skarby. Jego skład to w 100% grzyby leśne. Pozwoli to nam zaoszczędzić na czasie a nic nie stracimy na jakości.

Drugim elementem nadającym zapiekance finezji ale i charakteru będzie wybór sera. Proponuję skorzystać z tartego sera Bursztyn. Jednego z najlepszych łatwo dostępnych polskich serów.

Składniki 6 porcji  

  • 6 długich bułek – tak zwanych półbagietek
  • 1 puszka 850 g farszu do pierogów Leśne Skarby
  • 6 łodyg selera naciowego
  • 4 większe cebule
  • 3 łyżki masła
  • Opakowanie sera tartego bursztyn
  • Opcjonalnie szczypta pudru grzybowego (co to puder i jak go zrobić)
  • Opcjonalnie suszony tymianek.
  • Sól i pieprz

Przygotowanie

  1. Seler i cebule pociąć w drobną kostkę.
  2. Warzywa przesmażyć na maśle aż staną się bardzo miękkie.
  3. Dodać farsz z puszki, smażyć jeszcze przez 2 minuty mieszając do połączenia wszystkich składników, doprawić solą i pieprzem do smaku. Jeżeli ktoś lubi dodać tymianku.
  4. Pozostawić farsz do lekkiego przestygnięcia.
  5. Bułki przeciąć w zadłuż.
  6. Z każdej połowy usunąć część miąższu.
  7. W jego miejsce włożyć farsz, ma być grubo, z lekką „górką”.
  8. Ułożyć na papierze do pieczenia.
  9. Grubo posypać serem.
  10. Włożyć do rozgrzanego na 180 stopni piekarnika, piec około 8 minut.
  11. Przed podaniem obsypać pudrem grzybowym.

Cantina LA Salute Traminer Selle Ronche IGT Trevenezie 2018

Skoro ta posiadówka ma być niezobowiązująca i „lajtowa” to sięgnijmy również po wino przede wszystkim pijalne. A prawdziwą „kopalnią” win pijalnych jest włoskie Veneto.  Ten największy i produkujący najwięcej wina włoski region winiarski w ostatnich latach przebojem wbija się na nasze stoły i pcha do naszych kieliszków. Co przy zróżnicowaniu jakie oferuje nie jest trudne. Tym bardziej że cecha tamtejszych win prawie zawsze jest właśnie ich łatwość picia.   

No i różnorodność. Ten region to 39 apelacji (z czego 14 ma status DOCG). Pośród nich wina tak odmienne jak z jednej strony  Prosecco  a z drugiej Amarone. A pośrodku nich jest prawie wszystko. Myślę, że dobry sommelier bazując tylko na winach z tego regiony może bez problemu dobrać wino właściwie do każdej potrawy świata.  Jako, że temat regionu Veneto jest tak obszerny, że nie ma możliwości zawrzeć go w jednym wpisie do tematu będę wracał wraz z kolejnymi winami, które bezsprzecznie będą się tu pojawiały.

System apelacyjny ma jednak pewne wady. Wymusza on bowiem na winiarzach dostosowanie się do pewnej stylistyki. Co kreatywniejszych twórców te ograniczenia krępują. To też czasami tworzy się mniej restrykcyjne ponad regionalne strefy produkcji o wiele bardziej elastycznych regułach. Jednym z takich tworów jest apelacja regionalna IGT Trevenezie. Obejmuje ona winnice na terenie Friuli-Venezia Giulia, Trentino-Alto Adige i Veneto . Słowem prawie całe północno-wschodnie Włochy, a nawet fragment Słowenii, gdzie wina z tego regionu noszą oznaczenie Tri Benečije. Siedliska nie bardzo przejmują się granicami.  Co nie zmienia fakt, że przytłaczająca większość win apelacji IGT Trevenezie powstaje w regionie Veneto. 

Co zaś do wymogów, to przepisy dopuszczają aż 28 białych szczepów i aż 40 szczepów czerwonych. Do tego można korzystać z właściwie wszystkich metod winifikacji. A to pozwala właśnie na kreatywne podejście do tworzenia wina.

Drugim ważnym skutkiem takich regulacji jest umożliwienie wielkim, często ponadregionalnym kooperatywom na tworzenie win bazujących na gronach zrodzonych w różnych miejscach a więc o różnych profilach smakowych. Winnice spółdzielni La Salute ciągną się od Biancade po Oderzo ( jakieś 35 kilometrów w linii prostej) czyli na terenie kilku apelacji DOC i DOCG. Tylko regulacje ponadregionalne pozwala na to by mieszać grona zrodzone tak daleko od siebie. Stad część ich win nosi teoretycznie niższe oznaczenie win regionalnych IGT a nie jakościowych DOC. W tym wypadku podział formalny nie ma wpływu na jakość win. Tak wiem – w świecie wina nic nie jest proste.

A jak Cantina LA Salute Traminer Selle Ronche IGT Trevenezie 2018 smakuje? Pachnie ziołami, imbirem i owocami tropikalnymi. W ustach ma wystarczającą kwasowość, by wesprzeć grzyby. Ma też tak silnie zaakcentowaną owocowość by było winem łatwym w odbiorze. Mówiąc inaczej lekko niezobowiązującym, łatwym i pijalnym. A takich właśnie win potrzebujemy na karnawał.  

Po wino kieruję was do firmy Kasol 

Wpis powstał przy współpracy z marką Leśne Skarby

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl