Zarejestruj się jako konsultantka AVON i kupuj z rabatem

Pół żartem

Wzorzyste skarpety nie do pary – czemu nie

Napisał Blurppp

Teoretycznie to ja poważny facet po pięćdziesiątce jestem. Samodzielny przedsiębiorca z blisko dwudziestopięcioletnim stażem, ojciec rodziny, teść, może niedługo dziadek. Równocześnie jakoś od połowy lutego jestem dresiarz. Od tego czasu pracuję w domu, do tego tak zwane „kole” mam rzadko albo nie mam ich wcale. To też i zadbać o strój sensu nie ma, nawet golić przestałem się regularnie.  Jedynie raz na miesiąc musze się ubrać jak człowiek, bo prowadzę degustacje on line. Resztę czasu spędzam w szarych rozciągniętych spodniach od dresu i niewyprasowanym podkoszulku. Jedynym co wprowadza w ten outfit trochę koloru to skarpety nie do pary, mocno nie przystające do mojego wieku.

We wczesnej młodości chodziłem ubrany w sposób z jednej strony stonowany, takie były wymagania, w czymś co nie było szare, czarne lub granatowe ewentualnie białe zwyczajnie by mnie do szkoły nie wpuszczono. Tak było, nie kłamię. Kto chodził do szkoły średniej w połowie lat osiemdziesiątych wam to potwierdzi. A i tak miałem kupę szczęścia, bo raptem trzy czy cztery lata przed moim startem nauki w liceum zniesiono obowiązek chałatów szkolnych. A w takim przechodziłem całą podstawówkę. W jakich wtedy chodziłem skarpetkach pojęcia nie mam. Czas zatarł wspomnienia, może nawet były to skarpety nie do pary, dziecko o tym nie myśli. 

skarpety nie do pary

Jasne w czasach liceum człowiek sobie jakoś się człowiek próbował wyróżnić i zamanifestować przynależność do subkultury. Dlatego często sweter był mocno porozciągany i tu czy tam udekorowany agrafką albo przypinką. Jakie do tego nosiłem skarpetki? Tak szczerze to nie pamiętam, ale na 99% były białe lub gładkie czarne. Innych zwyczajnie nie było. Z reszta skarpety, to nie było coś, na co zwracało się uwagę.  

W czasach studenckich ubranie było trochę bardziej alternatywne, pamiętam stary, gdzieś w ciucholandzie wygrzebany czarny trencz do połowy łydek. Przechodziłem w nim sporo lat. Podobno nadawał mi tajemniczości. Jego pamiętam, skarpet nie. Znów były nieistotne.

Pierwsze kilka lat swojej zawodowej kariery spędziłem w garniturze i pod krawatem, i znów jedynymi dopuszczalnymi skarpetami były te czarne lub granatowe. Obowiązkowo gładkie, anonimowe, kupowane w paczkach po pięć par.

skarpety nie do pary

Pod koniec lat dziewięćdziesiątych poszedłem na swoje. Garnitur i krawat trafiły do szafy a ja zacząłem ubierać się w sposób mniej oficjalny. Pojawiły się dżinsy i marynarki w kratę, zakładane raczej na koszulkę polo albo podkoszulek niż na koszule. A jak pojawiała się koszula to raczej letnia pastelowa a częściej wzorzysta albo w kratkę. Podkoszulki często coś tam manifestowały, miały napisy, charakterne obrazki często były wspomnieniem koncertów. Koszule i koszulki polo tylko w radosnych kolorach. I jedynie skarpety wciąż pozostawały anonimowe. Niezmiennie gładkie, już nie tylko ciemne, coraz częściej – szczególnie latem – w jasnych pastelowych kolorach, nic nie mówiące.

Swoisty skarpetkowy przełom nastąpił u mnie podczas pierwszego lockdownu. To wtedy przydarzyły się dwie ważne rzeczy. Pierwszym było zaprzestanie działalności jaką zajmowałem się od 20 lat (turystyka przyjazdowa) i nagle z osoby spędzającej czasem i 16 godzin poza domem stałem się odzianym w dres i niewyprasowany podkoszulek domatorem. Drugą było odkrycie na nowo roweru. Na nowo po pewnie 15 latach.  I wtedy podpatrzyłem u innych cyklistów bardzo kolorowe, często ozdobione śmieszna grafiką lub żartobliwym napisem skarpetki. I wtedy sobie pomyślałem a czemu nie.

skarpety nie do pary

Szybko zaopatrzyłem się w pary mocno kolorowych skarpet. Początkowo tylko z myślą o rowerze właśnie, z czasem nie tylko. Od lata moje skarpetki miały wszystkie kolory tęczy i zasadniczo były wzorzyste. A jesienią odkryłem skarpety „nie do pary” czyli po zestawy utrzymanej w podobnej tonacji barwnej albo połączone motywami, ale na każdą nogę inna.

I tak sobie w takich bardziej charakternych skarpetkach, o motywach korespondujących z tym co lubię, chodzę. Mam skarpetki w motywy wina i w motywy roweru, mam skarpetki „muzyczne” ale i kilka innych par. Ubieram skarpety nie do pary zarówno, gdy jestem „na domowo”, wtedy poprawiają mi humor i nadają codzienności sporo radości. Jak i w te niewystraczająco częste okazje, gdy wychodzę i zrzucam dresik. Wtedy mam wrażenie, że moje stopy budzą spore zainteresowanie.

skarpety nie do pary

I mi się to podoba, i nie mówcie, że po pięćdziesiątce nie wolno sobie pozwolić na odrobinę szaleństwa przy konstruowaniu outfitu. Pozwólmy też skarpetkom zdradzić nasz nastrój czy osobowość. Koniec z nudną czernią, szarością czy granatem, do spodni w kantkę też. Czyż nie są urocze?  

Wzorzyste skarpety nie do pary kupujcie w wielu miejscach, nie są droższe niż dobrej jakości tradycyjne skarpety. Spójrzcie choćby na Allegro 

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl