Wino i destylaty

Włosi na Enoexpo 2018. Część pierwsza – klasyka

Napisał Blurppp

Opublikowany przed kilkunastu dniami raport The International Organisation of Vine and Wine potwierdził wiodącą pozycję Włoch na rynku produkcji wina. Z wynikiem 48,5 milionów hektolitrów Italia po raz kolejny wyprzedziła Francję (46,4 mhl) i umocniła się na miejscu liderów światowej produkcji. Blisko połowa z tego, aż 21,4 mhl trafia na eksport. Dla porównania to blisko dziesięciokrotność eksportu Argentyny. Czy w takim razie należy się dziwić, że Włosi pilnie poszukują nowych rynków. Robią to również w Polsce, a najlepszym tego dowodem było ich stoisko na EnoExpo 2018.

Nie da się ukryć, że Włosi pod względem rozmachu przyćmili pozostałych wystawców. Ich stoisko (15 producentów) porostu przygniatało rozmiarem pozostałych wystawców. Co prawda sporo miejsca zabierali nie sami wystawcy a centralnie usytuowana przestrzeń wykładowa. Można tam było uczestniczyć w prowadzonych przez polskich tuzów winopisarstawa, w tym przez Wojtka Gogolińskiego czy Maćka Nowickiego, miniprezentacjach regionów winiarskich Włoch. Wypadło to bardzo fajnie, zarówno za sprawą ciekawego doboru win jak i osobowości i wiedzy prowadzących.  

Ale nie o stoisko a o jego zawartość chodzi. Poziom ogólnie reprezentował solidna średnią półkę. Jak już pisałem nie było gwiazd, ale nie było też chłamu. Co do cen to nie wchodziłem w dyskusje handlowe, zostawiając to kupcom winnym, ale jak zapewniał mnie jeden z nich relacja jakość cena ogólnie wypadała bardzo przyzwoicie. Życzyłbym sobie by spora część tych win trafiła na nasz rynek.

A wybierać było w czym. Wina reprezentowały nie tylko różne regiony, a co za tym idzie różne stylistyki, ale i co ważniejsze różne podejście to tworzenia wina. Aby to wszystko ogarnąć musiałem na własne potrzeby wprowadzić w tym zróżnicowaniu odrobinę systematyki. Roboczo prezentowane wina podzieliłem na trzy grupy: klasyki, mniej znane i ciekawostki. Dziś przeglądając po raz kolejny notatki stwierdzam, że ten podział się sprawdził. I w oparciu o niego opowiem wam o winach ze stoiska włoskiego.

Żeby nie tworzyć wpisów bardzo długich zdecydowałem się na podzielenie relacji na trzy części. Dziś jak pokazuje tytuł klasyka.

Michele Viano

Do tej grupy zdecydowanie należy zaliczyć producentów z Toskanii i z Piemontu. Relacje zacznę w kolejności zaprzeczające wszystkim zasadą kolejności degustowania bo od piemonckiej winnicy Michele Viano z okolic Barolo. Ta rodzinna winnica prezentowała klasyczne wina które kojarzymy z Piemontem. Podobała mi się ich Michele Viano Barbera D’Alba DOC 2015 rewelacyjnie łącząca potoczystość z pewną powaga. Ładnie widać to już na poziomie nosa gdzie tony porzeczek i ciemnych owoców ładnie podkręcono wanilia i przyprawami. Piszę podkręcono a nie zdominowano co często nie udaje się innym winiarzom.  

Świetnie wypadło ich Michele Viano Langhe Nebbiolo DOC 2016 rewelacyjnie łączące w nosie tony wiśni i ciemnych owoców z unikalną nuta świeżo rozkruszonych migdałów. W ustach pełne, o relatywnie niskiej kwasowości. Swoją potęga struktury, mocą garbników i owocowością pomieszaną z tonami dymnymi i skurzanymi wrażenie robiło Michele Viano Barolo DOCG 2012, które śmiało można zaliczyć do grupy klasyków stylu. Najbardziej jednak uwiodło mnie Michele Viano Barbaresco DOCG 2013 o zachwycającym nosie pełnym suszonych płatków róż, potpourri czarnymi owocami, szufladą przypraw i olejkiem mentolowym. Kawał fajnego wina.

Rinaldi

Inne oblicze Piemontu pokazała działająca w południowym Piemoncie winnica Rinaldi. Wina prezentował tam osobiście Andrea Rinald, właściciel i winemaker. Jego działa można z grubsza podzielić na dwie grupy, wina poważne jak bardzo pijalna, aromatyczna i świetnie zbalansowana Rinaldi Barbera d’Asti DOCG 2016. Jeżeli traficie gdzieś na to wino zwróćcie szczególną uwagę na to jak ładnie pograno tu beczką.

Andrea Rinaldi

Ale winem które warto zapamiętać jest też Rinaldi Panta rei Monferrato Rosso 2017. Wino ma być obrazem zmiany, do czego nawiązuje już w nazwie. Ten kupaż międzynarodowego cabernet sauvignon z ultra lokalną barberą. Do tego 10% gron przed winifikacją suszono w sposób typowy dla Amarone. Trzeba przyznać, że takie podejście do wina to w Piemoncie przełom, ale jak mówi Andrea czas na zmiany a wszystko płynie. W efekcie dostaliśmy wino bardzo skoncentrowane, o nosie pełnym dojrzałych, a nawet przejrzałych czerwonych owoców i wtopionych tonach ziołowych. Zdecydowanie polecam waszej uwadze.

Jeżeli chodzi o wina „niepoważne”, a od lat za takie uznaje choćby musujące słodziaki z Asti to Rinaldi Moscato Asti DOCG 2017 wypada świetnie. Stojąc dłuższą chwilę przy stoisku miałem okazje widzieć reakcję młodszej części płci piękniejszej gdy to wino trafiało do kieliszków. Ochom, achom i uśmiechom nie było końca. Wcale mnie to nie dziwi, wino ma uwodzący nos, pełno w nim kwiatów, winogron, jabłek i świeżutkich soczystych. Jak by tego było mało całość urozmaica przyjemny ziołowy powiew (piękna czysta melisa). Równie fajne są usta, oparte o z aptekarska dokładnością wymierzana równowagę spory cukier – równie spora kwasowość. Do tego czysty soczysty owoc i 5% alkoholu. Czyż nie tego pragną młode kobiety? Gdybym był 30 lat młodszy to właśnie taką butelkę zabierałbym na randkę.    

Uzupełnieniem powyższej butelki mogła by być Brachetto d’Acqui Bricco Rioglio DOCG 2017. Wino równie niepoważne, tyle tylko że czerwone. Również lekko gazowane i również niskoalkoholowe – etanolu jest tu tylko 6%. Ta etykieta powstaje w 100% ze szczepu brachetto, szczepu właściwie nie występującego poza południowym Piemontem.  Wino jest zdecydowanie tarasowo-deserowym które świetnie wpasuje się tam gdzie nie wejdzie Moscato, choćby do deserów opartych o ciemne owoce. Wino pachnie malinami i truskawkami z dodatkowym tonem świeżo ściętych róż. W ustach znów doskonale uchwycona równowaga kwas-słodycz i bardzo dużo owocu. Fajna rzecz.

Cantine Renzo

I ostatni producent na dziś czyli bardzo tradycyjna reprezentacja Toskanii. Na stoisku dominowało chiantii w różnych odsłonach oraz ich wersje supertoskanów. Ciekawostką było Il Bastardo Roso 2017 czyli powstający na amerykański rynek kupaż jak najbardziej toskańskiego sangiovese ze sprowadzanym z Sycylii syrah. Dość ciekawie to pachnie (wiśnie, truskawkowy dżem ale i odrobina czarnego pieprzu)  i nieźle smakuje głownie za sprawą żywej kwasowości, czystego owocu i bardzo zaokrąglonych garbników.

Jeżeli chodzi o chianti, to smakował mi ich podstawowa etykieta Cantine Renzo M. Chianti DOCG 2017. Przede wszystkim ze względu na wierność stylowi. Ten kupaż sangiovese z colorino pachnie wiśniami wspartymi ziołami. W ustach wyrazista, spinająca tanina i spora kwasowość, owocu nie brakuje. Słowem modelowe chianti.

To tyle jeżeli chodzi o klasyczne podejście. W kolejnym odcinku będzie o Włochach mniej znanych, mniej oczywistych. Stay Tuned.

Wina degustowałem podczas targów EnoExpo 2018, w których uczestniczyłem na zaproszenie organizatorów.  

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl