Wino i destylaty

Wino z rybką

Napisał Blurppp

Lizbon późną wiosną. Powietrze zdało się stać w miejscu. Wąska ulica powoli pięła się w górę, by zniknąć za kolejnym zakrętem. Po bruku biegał kudłaty kundelek, jego pani siedziała na betonowym ograniczniku. Niespodziewanie z za zakrętu wyłonił się tramwaj. Pani przywołała psa, przytrzymała go za obrożę. Tramwaj minął ich o włos, widać tramwaj, pani i kundelek mieli to przećwiczone.  Ja siedziałem 20 metrów niżej i piłem kolejny kieliszek czerwonego wina, które kelner nalewał mi z butelki ozdobionej czerwoną rybka.

Nic specjalnego, jeden z dziesiątków momentów jakie już do śmierci będę kojarzył z Lizbona. Miastem które w nieosiągalny dla innych sposób łączy chaos z jakimś cudownym, przewidywalnym powolnym rytuałem codzienności. Wszystko tu już było, wszystko zostało już przećwiczone. Ryzyko jest, ale zawsze gdzieś o włos dalej. Nie ma powodu do stresu, nie ma powodu do spiny. Chaos jest przyjacielem. Zamiast szarpać się z rzeczywistością, zamiast wprowadzać porządek przywyknijmy do chaosu i napijmy się.

Gdybym pisał ten tekst 30 lat temu pewnie na końcu poprzedniego zdania znalazło by się słowo „wina”. Dziś wybór jest większy. Młodzi wybierają piwo, ci po czterdziestce sięgną po long drinka. Nie zmieniła się natomiast miłość do rozmowy, do godzin przy kawiarnianych stolikach. Zresztą jak się przejdzie kilkaset metrów po mieście, w którym przewyższenia miedzy początkiem a końcem ulicy potrafią zawstydzić beskidzkie szlaki,  to nie ma się co dziwić, że potem człowiek musi po podejściu usiąść i się czegoś napić.

mare-de-Lisboa-2

Kawiarni, winiarni, bistr i restauracji nie brakuje. Puste krzesło też się znajdzie, choć nie ma ich w nadmiarze. Najważniejsze jest jednak to, ze pośród coraz bardziej modnych pod każda szerokością geograficzna win z Douro i z Dao zawsze znajdzie się jakieś wino regionalne z Lizbony. No chyba, że trafi się barman z dłuższym stażem, wtedy nazwie to wino Estremadura. Określenie Vinho Regional Lisboa to ostatnie 6 lat, wprowadzono je w 2009 roku. Dziś pod tym hasłem kryje się ciągnący się na północ od Lizbony trzydziestohektarowy pas winnic – blisko 30 tysięcy hektarów. Niby gdzieś formalnie ktoś nawet próbował to systematyzować, wydzielić jakieś DOC ( jest ich 7) ale w świadomości to nie zaistniało.  Takie szufladkowanie to dla winnych freeków, reszcie wystarcza określenie „wino lokalne”. Zawsze będą to dość proste ale smaczne wina, wina na co dzień, wina do zatopienia zadyszki spowodowanej zbyt długim podejściem.

Mar de Lisboa Red 2012

mare-de-Lisboa-0

Właśnie takie było moje wino z rybka czyli Mar de Lisboa Red 2012. Ten prosty kupaż 4 szczepów (tinta roriz, touringa nacional, touringa franca i syrah) smakował mi tam czyli w okolicznościach. Byłem pewien, że po przywiezieniu do polski i zdegustowaniu w deszczową krakowską środę straci wiele ze swojego powabu. Każdy przecież zna syndrom „wina co źle podróżuje”. Ale nie, zaskoczyło mnie to wino po całości. Dlatego,że jest w nim to wszystko co ma w sobie Lizbona. Jest w nim nie pewien chaos, pewne pomieszania, ba jest w nim nawet delikatny unoszący się i kłębiący w promieniach słońca kurz. Dominują jednak owoce. Królem nosa jest soczysta wiśnia na interesujące winogronowo-rodzynkowej podbudowie i lekkim zapachem wilgotnego drewna. W ustach jest lekko, nie za wiele ciała, bardzo rześko dzięki wyraźnej kwasowości, garbniki są wycofane i delikatne. Owoc jest wyraźny i soczysty. Pod nim zaś są tony lekko przykurzone, ziemiste. Ten po beczkowy spadek ładnie się w to wszystko wkomponowuje. Wino jest proste ale harmonijne i zdumiewająco, jak na swoją kategorię wagowo-cenową, długie. No i jest słuszne 14% alkoholu, nie ma się więc co dziwić, że po 2 kieliszkach temperament staje się jak by bardziej południowy. Wino do picia, wino do pogawędki a nie do analizowania. Wino z Lizbony.

Kupiłem za 3,85 euro (w knajpce kosztowało 1,5 euro za kieliszek lub 6 euro za butelkę). Oceniam jako dobre plus czyli na 4,5. Biodronko czy możesz je wrzucić do następnej oferty. Pewnie Mielżyński, który ma to wino w stałej sprzedaży za niecałe 30 zł, się wścieknie, ale co tam.

lisboa-1

Wino to mój własny zakup.

Do Lizbony podróżowałem na zaproszenie Czasu Wina. (nagroda w konkursie na winiarski blog roku).

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl