Winne Wtorki Wino i destylaty

Winny Wtorek – Dwie kadarki od sztukmistrza Janiego

Napisał Blurppp

W Blatnicach na Morawach jest restauracja o nazwie „Sauvignon” i podają tam pyszny vrabec. W Requenie, niedaleko Walencji , spałem kiedyś w hotelu o pięknej nazwie „Bobal”. To tylko dwa przykłady, że nazwa kojarzona ze szczepem winorośli nie zawsze musi określać właśnie wino. Ale tego, że nazwy szczepu zrobi się markę „napojów winnych” bym nie wymyślił. A tak właśnie stało się z kadarką. Pora to odczarować, mam nadzieję, że to wydanie Winnych Wtorków w tym pomoże.   

Dziś wchodząc do sklepu osiedlowego czy dyskontu na półce z alkoholami zawsze znajdziemy jakąś „kadarkę. Najczęściej z określnikiem w rodzaju „prestige” albo „exclusive”. Zwykle będzie półsłodka. Może być czerwona, biała, różowa a w okresie sylwestrowym nawet musująca. Jej krajem pochodzenia najczęściej będzie Polska (niesławnej pamięci firma Jantoń), rzadziej Bułgaria, Rumunia czy Węgry. Niestety również zawsze nie będzie miała z prawdziwą kadarką nic wspólnego. Dziś Kadarka stała się nazwą brandu tanich, złych i bardzo złych „win” czy raczej „napojów winnych” powstałych ze zmieszania substancji nieznanego pochodzenia a następnie mocno zaprawionych spirytusem.  Zawsze najbardziej fascynują mnie te białe „Kadarki”, przecież kadarka, ta prawdziwa to szczep czerwony. Niby wiem, że na świecie powstają wina blanc de noirs czyli wina białe z ciemnych odmian. Najsłynniejszym jest champagne ale poza nim miałem w życiu okazje spróbować może trzy razy takiego wina.  W kolekcji miałem raz taką butelkę, merlota z Majorki zrobionego na biało. Ale Polak potrafi i zrobi białą Kadarkę w ilościach wystarczających by zapełnić nimi dolne półki we wszystkich Biedronkach.

kadarka

Długo się zastanawiałem co takiego się stało, że w Polsce Kadarka to synonim winnego obciachu z jednej strony, z drugiej niezwykle potężną marką. Nie znam żadnych badań, ba nie wiem czy kiedykolwiek takie badania przeprowadzono, ale na moje ucho i oko na lokalnym podwórku jest bardziej rozpoznawalna niż e Petrus czy  Mouton Rothschild o Romanee-Conti nie wspominając. Odpowiedź na tą zagadkę, jak na większość wielkich zagadek ukryta jest w przeszłości. Pewnie jeszcze w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. To wtedy Bułgarzy, Węgrzy i Rumuni w winiarskich pegieerach i kołchozach w oparciu o lokalny szczep, właśnie o kadarkę zaczęli produkować całe morze paskudnego czerwonego wina. Całość trafiała na rynki „demoludów” w tym na nasz. A jako, że wtedy do wyboru był tylko wyrób z miejscowych jabłek, lub Kadarka, Sofia względnie Egri Bikaver z charakterystyczną czerwoną etykietą. Tu zgodnie z zasadą „w kraju ślepców jednooki jest królem” odniosła olbrzymi sukces i była ceniona za „walory smakowe”. Tak przynajmniej twierdzą starsi ode mnie. Właśnie na tym sentymencie powstał winny koszmarek Kadarka. O tym, że prawdziwa kadarka, ta pisana małą litera czyli szczep, został przy okazji właściwie pozbawiona szans na sukces nikt nie myślał. Szkoda.

kadarka-3

Tymczasem ta prawdziwa to bardzo wdzięczną odmiana typowa dla Europy południowo wschodniej. Uprawia się ją przede wszystkim w Bułgarii ( gdzie często nazywana jest Gamza), w Albanii (synonim lokalny: kallmet), w Rumuni ( jako Cadarca), nieznacze uprawy są tez w Serbii i Macedonii. Najbardziej swojska nazwa czyli właśnie kadarka pochodzi z Węgier i to tam ma, a właściwie miała najlepsze siedliska. Dziś jest zastępowana przez  frankovke i portugisera. Obecnie pozostało jedynie 500 ten szczep uprawia się jedynie na 500 hektarach, głownie w Szekszardzie, Villany i w Egerze gdzie często wchodzi w skład Bikaverów. Kupić ja jako wino odmianowe jest coraz ciężej. Na szczęście ciągle są winiarze którzy nie wyobrażają sobie własnego portfolio bez odmianowej kadarki. Jednym z nich jest  Jani Bolyki.

Goszcząc kilka dni temu w Egerze odwiedziłem Janiego i miałem okazje spróbować między innymi dwóch jego kadarek. Sztukmistrz z Egeru wyczarował z nich dwa absolutne cuda, oba w ilościach chałupniczych, pierwszą z wymienionych w ilości 600 butelek, drugą nawet mniej, jedynie 500, ale są to małe buteleczki. Więcej się nie dało, Bolyki ma tylko 0,4 hektara upraw tego szczepu Właściwie obie są takimi unikatami, że trzeba je traktować niemalże jak muzealne eksponaty. Zapraszam wobec tego do zwiedzania.

Bolyki Ember a Holdon Kadarka 2012

kadarka-5

W barwie jasno rubinowa. W nosie intensywna, o wyraźnych nutach różanych na które nałożono soczyste poziomki, truskawki i maliny a potem posypano przyprawami korzennymi (wino dojrzewało w beczkach 255 litrów i to czuć) W ustach lekkie, zwiewne o dobrej kwasowości i czystym dojrzałem owocu (dominują maliny przetykane poziomkami i lekko zroszone sokiem wiśniowym). Garbniki bardzo wycofane i gładkie. Tony beczkowe pod postacią słodkich przypraw pojawiają się dopiero w posmaku i nie dominują nad całością.  Wino jest bardzo zaskakujące, momentami ma się wrażenie obcowania z pinotem albo z gammey. Najbardziej zaskoczyła mnie lekkość i zwiewność wina. Świetna rzecz, bardzo pijalna. Dla mnie wręcz odkrywcza. Widać tak miało być i miałem po nim poczuć się jak człowiek na księżycu czyli po węgiersku Ember a Holdon. O cenę nie zapytałem, wina nie da się kupić poza winnicą. Moja ocena 5.0 czyli bardzo dobre.

Bolyki Kadarka Aszu 2013

kadarka-4

Tak, nie pomyliłem się chodzi o czerwone wino słodkie z gron kadarki dotkniętych szlachetną pleśnią. Rok 2013 był w egerze wyjątkowo mokry a poranki mgliste. Wilgoć była na tyle duża, że na gronach pojawił się botrytis. Takiej szansy taki mistrz jak Jani nie mógł przegapić, zebrał grona, potem jagoda po jagodzie je przeselekcjonował i te zrodzynkowane przefermentował w beczce. Podobno nie udało się napełnić całej. Potem wino dojrzewało jeszcze przez rok w beczce i kolejny w szkle. To co trafia do kieliszka na szczęście usprawiedliwia ta mrówczą pracę. Wino jest bardzo ciemne, w nosie złożone silnie owocowe i o dziwo są to tony owoców świeżych ( dominuje wiśnia i ciemne owoce). Do tego dochodzi zapach herbaty z dzikiej róży. W ustach jest słodko, (wrażenie słodkości potęguje 14,5% alkoholu, co jak na wino nie wzmacniane, naturalnie słodkie jest sporym wynikiem), intensywnie, owocowo a wszystko świetnie zbalansowane, czego jak czego ale kwasowości nie brakuje. Gdzieś po bokach plątają się tony grzybowe, lekko drożdżowe i pestkowe. Garbnik jest właściwie nie wyczuwalny. Posmak długi , słodki, owocowy. To jedno z takich win, którym można by faszerować praliny z gorzkiej czekolady tworząc słodycz doskonały. Wina nie da się kupić, można je jedynie dostać. Choć podobno czasami, podczas festiwali organizowanych w będących siedziba winnicy kamieniołomach trafia na półki kilka butelek. Ceny nie znam, wstydziłem się zapytać. Moja ocena 5,5 czyli bardzo dobre z plusem. I jeszcze jedno, Jani z właściwym sobie humorem na etykietach napisał „to wino zmieni przyszłość transportu powietrznego. Ja po małym kieliszku czułem się jakby mi rosły skrzydła.

Podałem te dwa wina, żeby pokazać, jak wdzięcznym i jak bardzo plastycznym szczepem jest kadarka. W rękach dobrego wineakera  potrafi dać świetne wina. Jeżeli trafi wam się okazja to koniecznie spróbujcie dobrej kadarki, a o Kadarkach zapomnijcie że istnieją.

Do win od Bolyki’ego wrócę na blogu w najbliższym czasie. Będzie zarówno o tych dostępnych w Polsce jak i o tych niszowych. 

Na Węgry podróżowałem na koszt własny, degustowałem na zaproszenie producentów. Za pomoc w zorganizowaniu degustacji dziękuję reprezentującemu producentów Happy Hungarian Wines.  

Kadarka na podniebieniach innych blogerów:

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl