Wino i destylaty

Winna Blogosfera 2015 – przegląd subiektywny

Napisał Blurppp

Ładna czy brzydka, zdominowana przez tych z najdłuższym stażem czy raczej przez młode wilki. Przekupna czy niezależna. Chodząca na pasku dyskontów czy raczej poszukująca. Jak to z tą winną blogosferą w mijającym roku 2015 było? Kogo warto czytać, a na kogo szkoda czasu? Kto nie wykorzystuje szansy, a kto swojego potencjału? Jakie trendy, szanse i zagrożenia widzę dla środowiska?

Przede wszystkim jestem czytelnikiem, przeczytałem większość wpisów jakie pojawiły się na agregatorze Winicjatywy. Daje mi to pewien ogląd jak internetowe winopisanie wygląda i jak mam być szczery, nie jestem zachwycony tym co widzę i czytam. Wydaje mi się, że nawet znam tego przyczynę.

Blogerzy blogi prowadzą dla siebie, a nie z myślą o czytelnikach. 

Cała reszta to tylko konsekwencje takiego podejścia do blogowania. Oznacza to amatorkę. I przez to mało przyjemne słowo rozumiem nie umiejętności czy wiedzę, te często są na naprawdę wysokim poziomie, ale podejście i szacunek do klienta czyli czytelnika. Profesjonalizm to nie jest potwierdzony papierem etat, to nie jest bezpośrednia konsekwencja zarabiania na jakimś projekcie. Profesjonalizm to podejście. I właśnie w blogosferze, branej generalnie, jest go za mało. Przejawów tej amatorszczyzny jest przynajmniej kilka.

Szpetota.

Porównajcie blogi winne z blogami lifestylowymi, parentingowymi, kulinarnymi czy technologicznymi. Nie czytajcie, tylko rzućcie okiem. Zobaczcie na ich szatę graficzna, na jakość skórek itd. Teraz spójrzcie na blogi winne, tych ładnie wyglądających, zilustrowanych dobrymi zdjęciami jest garstka. Zupełnie to dla mnie nie zrozumiałe. Rozsądne zdjęcia można dziś zrobić telefonem, nie trzeba do tego drogich aparatów. Porządne tematy do wordpressa kosztują po 30-40$, a i darmowych można sporo znaleźć. Treść jest ważna, ale forma w której ją podamy też ma znaczenie.

Blogosfera

Regularność publikacji

Nie wiem czy zdolności profetyczne wystarczą żeby przewidzieć kiedy na jednym czy drugim blogu ukaże się wpis. I nie mam zastrzeżeń co do częstotliwości publikacji, a do ich regularności. Chciałbym wiedzieć, że na blogu XYZ wpisy ukazują się w każdy czwartek, na blogu ABC każdego 10 i 25 dnia miesiąca, a na kolejnym w każdy wtorek i w każda sobotę. Regularność wpisów to podstawowy przejaw szacunku dla czytelnika. Tylko ona daje przynajmniej złudzenie, że na stronach bloga znajdę wszystkie istotne informacje. Jeżeli zawieszasz publikowanie na 3-4 miesiące, to ja – twój czytelnik zaczynam szukać informacji gdzie indziej. Nie bez powodu prasa, media elektroniczne czy portale internetowe publikują REGULARNIE. Jeżeli tego nie robisz to nie narzekaj na słaby zasięg.

Zasięgi

Poza Winicjatywą i MS-Sommelier  nikt nie publikuje swoich statystyk, dlatego pozostanę w sferze gdybań i przypuszczeń. Podejrzewam jednak, że jest dość kiepsko. Odnośnikiem powinna być Winicjatywa, ta ma 80 tys UU miesięcznie. Myślę, że realnym powinno być oscylowanie około 10% – 15% tej liczby, czyli 8 – 12tys UU miesięcznie. To prawie nic, zwłaszcza gdy zestawi się to z blogami kulinarnymi. Tam odwiedziny liczone są w dziesiątkach a bywa, że i w setkach tysięcy. To jasno pokazuje w jak małej niszy egzystuje winna blogosfera. Do tego chyba żadnemu z blogów nie udało się stworzyć własnej społeczności. Najlepszym tego potwierdzeniem jest znikome zaangażowanie czytelników, kto mi nie wierzy niech popatrzy na ilość komentarzy zamieszczanych na blogach. Jeden tekst na Winicjatywie potrafi zebrać ich więcej niż cała blogosfera przez rok.

Pokazuje to hegemonię ekipy Wojciecha Bońkowskiego na polu internetowego winopisania. Do tego hegemon w maju tego roku wbił blogosferze nóż w serce i wraz z nowym projektem strony bardzo osłabił przekierowanie ruchu. Ich sprawa, ich zabawki , ich podejście do tematu. Nie zmienia to faktu, że przy limitowanej ilości slotów zezwolenie na zajmowanie ich przez jeden serwis uważam za pomyłkę.

Te trzy wymienione powyżej elementy, moim zdaniem w znaczniej mierze wynikające z amatorskiego podejścia, uważam za największą słabość środowiska.

Teraz o kilku innych istotnych trendach, które będą miały zdecydowany wpływ na przyszłość blogosfery.

Starzy odchodzą

Blogowanie napędzane jest pasją, ta po latach gaśnie. Dziś z blogów które czytałem przed laty zostało już tylko kilka. Nie ma wśród aktywnych blogerów już takich tytułów jak: Jongleur (choć jest szansa na powrót), Instytut Degustacji Komparatywnej (cisza od ponad roku) , Winettoo (ostatni wpis ponad pół roku temu), Lampka Wina (publikuje sporadycznie i raczej o winnych okolicach niż o winie), Jakub Małecki (zajęty inna formą winnej działalności, sam o sobie mówi, że coraz rzadziej myśli o sobie jako o blogerze), Białe nad Czerwonym (poszło w biznesy), Winne Przygody (opublikowały w mijającym roku 3 wpisy), Blisko Tokaju (9 wpisów, 14 wpisów a nie 9 jak podałem wcześniej ), nawet Kuba Jurkiewicz w końcówce roku bardziej skupił się na innym projekcie Trampki w Podróży i od dwóch miesięcy u niego cisza. Definitywnie z blogowaniem pożegnali się Kuba Janicki (nawet domena z jego blogiem Kontretykieta.com wygasła, obecnie jest między innymi felietonistą Magazynu Wino) i Marcin Jagodziński (aktualnie pisze dla Winicjatywy).  Szkoda, to w większości było dobre pisanie.

Młode Wilki

Natura nie znosi próżni, na miejsce tych kończących swoja przygodę pojawiły się młode wilki. Pojawiły się w licznej grupie. Większość z nich w roku 2014, ale dopiero w 2015 prawdziwie zaistniały takie tytuły jak „Tango Z Winem”, „Zdegustowany”, „Nasz Świat Win” czy „Dolina Mozeli”.  To one w przyszłości maja szansę rządzić w polskiej winnej blogosferze.

W stronę papieru

Tym co mnie najbardziej zadziwiło w mijającym roku to wyraźny przepływ aktywności części autorów z własnych platform na media drukowane. Niby wszyscy mówią, ze przyszłość prasy to sieć, a tymczasem wszyscy chcemy być drukowani, a nie wyświetlani. Moim zdaniem ma to sens tylko w sytuacji kiedy traktujemy „pisanie gościnne” jako promocje własnej marki lub jako „fucha” czyli za kasę. Ta samo dotyczy pisania na innych serwisach, choćby na Winicjatywie.

Treści

writing-content-notes-ss-1920

Pierwszym co zauważy każdy kto regularnie czyta blogosferę to nieprawdziwość mitu o zdominowaniu treści przez ofertę z dyskontów. Czas, kiedy to pokazy prasowe Lidla i paczki z Biedronki całkowicie dominowały tematykę blogów na całe tygodnie, minął definitywnie. Dziś te treści stanowią udział zdecydowanie mniejszy niż udział dyskontów w polskim rynku wina. Blogerzy poszukują, myszkują po sklepach specjalistycznych, piszą o winach w Polsce niedostępnych itd. Ciągłe utożsamianie blogów winnych z tubą sieci handlowych to przejaw złej woli albo głupoty.

Jedna bolączkę mamy za sobą, zostają jeszcze dwie. Po pierwsze marzy mi się, aby blogi zdecydowały się na wyjście poza formułę notki. Od dawna nie bawi mnie czytanie notek degustacyjnych, szukam czegoś więcej. Opowieści, wywiadu z winemakerem albo importerem, jakiegoś niusa, relacji z wizyty w winnicy, analizy jakiegoś nowego trendu. Notka i serduszka, gwiazdki czy liczby to dla mnie zdecydowanie za mało. Niestety blogów publikujących coś więcej niż notka jest jak na lekarstwo. Blogowanie to opowiadanie, domagam się dobrych opowieści.

Po trzecie czasami odnoszę wrażenie, że blogosfera jest ciut zbyt grzeczna, ciut zbyt zdystansowana, raczej letnia niż gorąca. Brakuje w niej wyrazistych opinii, tak za jak i przeciw. Gdybym wszystkie informacje o otaczającej mnie rzeczywistości winnej brał jedynie z blogów mógłbym odnieść wrażenie, że żyję w rzeczywistości idealnej. Wszystko jest piękne, a na dodatek niezmienne.  Nie istnieją choćby problemy absurdalnie wysokich marż w restauracjach, likwidowanych sklepów specjalistycznych czy niekompetencji sprzedawców. Najgorsze co nas spotyka to brak zdecydowanych hitów w najnowszej dyskontowej ofercie. Podałem same negatywne przykłady, ale przecież można też znaleźć i pochwalić pozytywy, choćby coraz większą ilość barów z rozsądnym wyborem win na kieliszki. Tymczasem na takie tematy panuje cisza. Blogerzy zdaja się opinii w temacie innym niż smak wina nie mieć. Tymczasem blogowanie to uprawianie publicystyki, czyli prezentowanie opinii subiektywnych. Jedyne usprawiedliwienie jakie widzę to niesłuszna wiara w słabość blogosfery. Nikt nie chce „podpaść”. Szanowni to droga donikąd. Po pierwsze blogosfera nie jest wcale taka słaba, wystarczy popatrzeć na wyniki prasy winiarskiej i „profesjonalnych serwisów winiarskich” (z wyłączeniem WI). Po drugie świat traktuje cię tak jak mu na to pozwalasz, pora przestać się bać. Po drugie być może jeden bloger nic nie wskóra, ale już wielogłos całej blogosfery jest w stanie namieszać. To jednak wymaga współpracy, a ta zdaje się być nierealizowalna, ale to temat na inny wpis.

Starczy tych uwag o charakterze ogólnikowym, teraz już będzie to na co czekacie, będzie po nazwiskach. No prawie, będzie po tytułach. Nie będzie to żaden ranking, nie dysponuję odpowiednimi narzędziami by taki powstał, zresztą jako ktoś ze środka nie mam prawa tego robić. Za to wymienię kilka blogów, które w roku 2015 zasłużyły sobie na oddzielny akapit.

list

Król jest tylko jeden

Zdecydowanym królem blogosfery winnej w Polsce jest Sławek i jego Enoeno. Po pierwsze wygrał wszystko co było do wygrania, po drugie jego blog jest: a)ładny b)wpisy są regularne c)nie mają formy notki degustacyjnej d)pisze opowieści i to zajmujące opowieści.  Pisze na tyle dobrze, że sądzę iż  niebawem z blogera zostanie po prostu dziennikarzem winiarskim, choć może na ćwierć etatu ( z czegoś żyć trzeba). Wielka była by to szkoda dla całego środowiska.

Największy postęp.

W tym akapicie znajdą się aż dwa tytuły: Zdegustowany i Nasz Świat Win. Moim zdaniem właśnie oni w stosunku do stycznia zrobili największy skok jakościowy. Oba oferują fajne, przyjemne treści, to co je różni to układ graficzny. Ten u Sebastiana mnie nie porywa, ten u Marty i Roberta sprawia, że zaglądam tam z większą przyjemnością, głównie ze względu na typografie przywodzącą bardzo szlachetne skojarzenia.

Niewykorzystana szansa

Winiacz, blog który czytam rzadziej, ale zawsze na niego zerkam. Szybko i sprawnie mogę się z niego dowiedzieć co było na pressdegu Lidla, co zaprezentowano na tej czy tamtej stołecznej degustacji. Szkoda tylko, że to wszystko ma dość suchą formę i jest dość przyciężkie. Autor jest profesjonalnym dziennikarzem (nie winiarskim) i z pewnością gdyby chciał, mógłby czarować słowem. Tymczasem zostaje na poziomie ciut rozszerzonej notki degustacyjnej. Zdecydowanie za mało, tym bardziej, że dzięki wsparciu swojego macierzystego tytułu może liczyć na duży zasięg. Robercie, proszę o dłuższe i żywsze teksty.

Niewykorzystany potencjał

Maciej Sokołowski i jego MS Sommelier. Maciek jest sommelierem i z braci blogerskiej ma zdecydowanie największą wiedzę. Pisze bloga swoim technicznym językiem, językiem dla specjalistów. Językiem niestrawnym dla zwykłych winopijców i w tym widzę jego problemy z zasięgiem. Jeżeli Maciek zdecyduje się na zmianę formuły wpisu, wróżę mu duży sukces, bo ma olbrzymi wynikający z wiedzy potencjał. Nie wiem tylko czy będzie tym zainteresowany, bo ostatnio jego blog przypomina afisz reklamowy organizowanych przez Maćka degustacji i szkoleń. No i niech popracuje nad skórką, i tak przy okazji Joomla jest passe.

Lubię czytać, nie lubię oglądać

Agato i Wojtku proszę zróbcie coś ze swoim blogiem. Uwielbiam go czytać, myślę o części w której opisujecie swoje przykłady łączenia wina z jedzeniem, ale nie lubię na wasz blog patrzeć. Jego układ to jak wyprawa w przeszłość. Nawet fajne zdjęcia potraw giną w tym przedziwnym układzie. Przejdźcie na WordPressa, to nie jest trudne! Winniczek tylko na tym zyska

Misiek się pogubił

WineMike, Misiek – kiedyś siła sprawcza serwisu Nasze Wina, dziś próbujący działać pod własnym szyldem Wine Trip Into Your Soul.  To jeden z tych blogów z którymi łączyłem duże nadzieje. Miało nie być notek, miały być niusy i publicystyka. Niusów nie ma, a publicystyka jest na poziomie nie wartym komentowania, do tego „przedruki” ze stron obcojęzycznych. Michał przemyśl to, poszukaj innej drogi, innego pomysłu na siebie. Na ten moment jesteś na równi pochyłej w dół.

Największe zaskoczenie

Przez całe lata do Koali podchodziłem z rezerwą i dystansem. Dziś wpisy z jego kategorii „publicystyka” czytam z dużym zainteresowaniem. Podejmuje tematy których nikt inny nie chce tknąć. W jakimś stopniu wypełnia lukę po Jongleurze. Radził bym natomiast zdecydowanie zmianę układu strony i rezygnacje z przesiedzieć komercyjnych, albo tak silnej ich obecności na stronie.

Youtuber

Jedynie Szymon i jego Dolina Mozeli próbują dziś mierzyć się z niezwykle trudną materią winnego gadania do kamery. Raz wychodzi mu to lepiej, raz gorzej. Ale próbuje i widać rozwój. Trzymam kciuki za rozwój. I jeszcze jedno, Szymon skróć filmy do max 6 minut, zyskasz na tym.

Największy żal

Czerwone czy Białe. Szybko i po męsku, Kuba prowadzisz jeden z najlepszych, najbardziej niszowych (Nowa Zelandia) blogów w Polsce, proszę brać dupę w troki i  wracać do regularnego blogowania. Jesteś nam potrzebny, nie odpuszczaj tego projektu.

Szkodnik

Jest taki blog Winowajca. Blog, o którego każdym nowym wpisie dowiaduje się za sprawą natychmiast wypunktowanych cytatów. Mistrzem ich wychwytywania jest pewien krakowski kupiec winny. Oczywiście cytat publikowany jest w sposób  sugerujący, że to poziom właściwy całej blogosferze. Szanowni autorzy, mam do was prośbę: przestańcie pisać bzdury. Wino nie może smakować „konkretną strukturą”.

I jedna uwaga zbiorcza

Winne Wtorki to zdecydowanie najistotniejsza polska internetowa inicjatywa winiarska. Inicjatywa która niestety powoli zdycha. Z wydania na wydanie frekwencja jest niższa. Tymczasem udział w tej inicjatywie był zawsze swego rodzaju nobilitacją, widać już dla większości nie jest. W mikołajkach wzięło udział 14 blogów, z ponad 50 działających . Oznacza to, że w Polsce wszystkich blogów winiarskich tak naprawdę jest 15.  Tym piętnastym jest Kuba Jurkiewicz. Kuba nie wziął udziału, logistyka do i z Nowej Zelandii jest zbyt skomplikowana, on jako jedyny ma usprawiedliwienie. Jest to oczywiście wybór autorów, ale musza pamiętać: nieobecni głosu nie mają.

Celowo w tym zestawieniu nie pada słowo o Starwines, Naszych Winach i D3D. Te serwisy nie są blogami i siłą rzeczy nie brałem ich pod uwagę. Nie brałem też pod uwagę blogów profesjonalistów, ta dziennikarzy winiarskich jak i czołówki sommelierów.

Napisałem, pochwaliłem, ale i skrytykowałem, sam też jestem otwarty na krytykę. Jak chcecie mi przywalić, zapraszam. Pod tekstem jest takie pole jak komentarze.  Nie będzie trudno, pamiętajcie tylko, warto się podpisać. Ja robię to pod własnym nazwiskiem.

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl