Wino i destylaty

Weingut Burggarten PJ’s Signatur 2014

Napisał Blurppp

Jeżeli mnie pamięć nie myli, to Michał Bardel jako pierwszy do współczesnego, bardzo ubogiego słownika winiarskiego wprowadził pojęcie win medytacyjnych. Tym samym przeciwstawiając je winom gastronomicznym. Tym samym powstałą swoista dychotomia, z jednej strony wina wymagające jedzenia, czyli nawiązujące do pierwotnego charakteru wina, z drugiej wina do picia w samotności, do medytacji. Na szczęście świat jest bardziej skomplikowany, mamy przecież też wina towarzyskie czy tarasowe, ale są też wina które ja nazywam książkowo-filmowymi a ich świetnym przykładem jest Weingut Burggarten PJ’s Signatur 2014.

Przez całe lata komuny a pewnie jeszcze wcześniej wmawiano nam, że alkohol, każdy alkohol to zło. Zresztą z tym wmawianiem to nie do końca czas przeszły, wmawia się nam to nadal i nadal robi się to instytucjonalnie, że wspomnę tylko absolutnego szkodnika jakim jest PARPA, przynajmniej w czasach kiedy na jej czele stoi Krzysztof Brzózka. Jakimś cudem, pewnie przez wyniesioną jeszcze z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku fascynacje imperialistyczną kulturę zachodu, mnie się wmówić nie udało. To też piję prawie codziennie, do tego piję dość często samotnie, we własnych czterech ścianach. Powiem więcej, zdąża mi się nawet wypić w parę chwil po powrocie z pracy.

Nie da się ukryć, że sporo tych zachowań skopiowałem z kultury zachodu. To na amerykańskich filmach widziałem obrazki w rodzaju współpracowników po fajrancie wskakujących do baru na drinka czy męża robiącego po pracy drinka dla siebie i żony, kiedy ta przygotowuje kolacje. I jakoś nikt nie nazywał ich alkoholikami.

Dziś sam te zachowania kopiuje, wiadomo z kultury zachodu bierzemy to co najgorsze. Z tym, że ja zamiast rozcieńczonych destylatów pijam wino. Często solo. Często nie tylko do posiłku, ale i pod dobrą książkę, pod serial, no i oczywiście w okolicznościach towarzyskich. Piję nawet kiedy pracuję, w chwili gdy klepie ten tekst, też obok stoi częściowo już opróżniony kieliszek. Piję na tyle często, że według wszystkich internetowych testów i psychozabaw jestem skończonym alkoholikiem. To, że nim się nie czuję i że od wielu lat nikt mnie nie widział pijanego jest bez znaczenia.

Wszak w alkoholu nie chodzi o rezygnacje a o umiar, ten zaś jest pochodną kultury spożycia. I to wrócę kilka akapitów wyżej, tam gdzie nazwałem PARPA szkodnikiem. To ona powinna kształtować model konsumpcji a nie wmawiać nam, że alkohol, każdy alkohol to czyste zło. Tym samym robiąc mu na zasadzie zakazanego owocu reklamę. Tak samo jak każde doniesienia medialne o dopalaczach są niczym innym jak reklamą dopalaczy, a prawicowa histeria związana z filmem „Kler” jego promocją.

Sam nie widzę nic złego w tym by popołudnie czy wieczór spędzić na oglądaniu telewizji czy na lekturze. I prawie zawsze towarzyszy mi w tym wino. I nie jest to wino medytacyjne, to by nim się cieszyć wymaga skupienia na zawartości kieliszka. Tylko wówczas wychwycimy wszystko to co ma do zaoferowania, całą jego głębię, złożoność, wieloznaczność. Ja potrzebuję wina towarzyszącego, wina które łatwo o sobie opowie, wina które łatwo wchodzi i to podane solo, słowem wina pijalnego.

Chyba nie tylko ja takich win potrzebuje, wyczuli to oczywiście producenci i nie przez przypadek wszystkie światowe trendy jasno pokazuję, że takich, kwasowych, owocowych, lekkich win klienci szukają. I właśnie takim winem, świetnie parującym się z książką czy serialem jest Weingut Burggarten PJ’s Signatur 2014.

Weingut Burggarten PJ’s Signatur 2014

Weingut Burggarten PJ's Signatur

Wino, zgodnie z najlepszymi germańskimi tradycjami jest winem odmianowym, pomimo braku umieszczenia tej informacji w nazwie, jest to jasno wybite na etykiecie, to stuprocentowy pinot noir (spatburgunder).

Co do prezencji, to wino jest rubinowe, przeźroczyste, połyskujące. W nosie wyraźnie owocowe z łatwo identyfikowalnymi śliwką, wiśnia i czerwoną porzeczka. W tle delikatnie zarysowane tony ziemiste. W ustach lekkie, konsekwentne aromatycznie, owoc ten sam co w nosie, czysty i wyrazisty. Zdecydowana kwasowość ładnie współgra z delikatnymi, wypolerowanymi, lekko słodkim garbnikiem. W posmaku pojawia się ton pestki wiśniowej i lekko zarysowany ton dymny.

Wino świetnie podejdzie do dań z dziczyzny i jagnięciny. Ale mnie najbardziej smakuje pite solo, a właściwie pod książkę czy film. Warto też pamiętać, że jego pijalność doskonale sprawdzi się w okolicznościach towarzyskich.

Sięgajcie więc po nie śmiało, nie tylko od wielkiego dzwonu, ale i na co dzień. Nalejcie sobie kieliszek zapominając o tym, co wmawia wam PARPA i świat, że alkohol to zło. Złem jest nie znać umiaru, a nie pić, bo jak mawia klasyk „Pić to trzeba umić” a PARPA powinna nas tego uczyć, a nie być przeciw skutecznym.   

Weingut Burggarten PJ’s Signatur 2014 otrzymałem od importera: sklepu Wine and you

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl