Wino i destylaty

Weingut Burg Ravensburg Blaufrankisch 2015

Napisał Blurppp

Cieszę się, że nasi zachodni sąsiedzi coraz lepiej sobie radzą na polu czerwieni. Równocześnie jednak odnoszę wrażenie, że dyskurs o niemieckich winach czerwonych całkowicie ostatnio zdominowały burgundery. Sam lubię te wina, chętnie o nich pisze a jeszcze chętnej je piję. Z tym, ta pinotowa dominacja boleśnie mi przypomina, że monokultura jest szkodliwa. Szkodzi nie tylko glebie. To też kiedy nabrałem ochoty na czerwień z Niemiec sięgnąłem po Weingut Burg Ravensburg Blaufrankisch 2015.

Frankovka jak mawiają na Morawach czy kekfrankos jam nazywają go Madziarzy to jeden z tych szczepów który cierpi na „chorobę środkowej Europy” – jest niedoceniany ze względu na pochodzenie. Nawet najpoważniejsze winiarskie publikacje, a te jak wiadomo powstają w przeważającej masie na tak zwanym zachodzie, kojarzą ten szczep tylko pod niemiecka nazwą blaufrankisch, a geograficznie łączą głównie z Austrią, w pewnym stopniu z Niemcami. O Węgrzech czy Serbii wspomina się na marginesie.

Tymczasem ja, obywatel Mid Europy mam na to spojrzenie kompletnie inne. Dla mnie wiodące nazwy to jednak te wymienione w poprzednim akapicie. Dla mnie kekfrankos to jednak Węgry. Natomiast niemieckie ekspresje, jak w dzisiejszym Weingut Burg Ravensburg Blaufrankisch 2015 to może nie kurioza i ciekawostki, ale na pewno mniejszość.  

A jak wyglądają liczby. W roku 2010 (do takich danych udało mi się dotrzeć) światowe nasadzenia frankovki obejmowały 16141 hektarów.  Z czego na Węgrzech blisko 8000 tysięcy. Dla porównania wymieniana zawsze na czele Austria ma 3225 hektarów. Mniej niż połowę tego co u naszych Bratanków. Niemcy maja 1730 hektarów. Jak widać mój punkt widzenia jest zdecydowanie bliższy prawdy, niż ten z szanowanych publikacji.

A jak już przy literaturze jesteśmy, to ta anglojęzyczna, powstająca na Wyspach czy w Stanach ma do kekfrankosa podejście pełne dystansu. Najczęściej ogranicza się do encyklopedycznej notki. To wyraźny przejaw niedocenienia. Czy Zinfandel jest szczepem szlachetniejszym? On w wielu książkach doczekał się całych rozdziałów.  Przykre ale prawdziwe, jak widać nie klasa szczepu się liczy a jego wpływ na światowe winiarstwo.

A ten w wypadku frankovki wielki nie jest, ot wina odmianowe i oczywiście Egri Bikaver. Przekleństwo pochodzenia. Gdyby nasz bohater urodził się we Francji czy we Włoszech pewnie byłby równie sławny jak pinot noir czy sangiovese. Wszak ma wszystko czego oczekuje klient. Jest szczepem plastycznym, w rękach zdolnego winiarza potrafi pokazać różne twarze. Daje wina rześkie, świeże, owocowe, gdy młode odrobinę zadziorne z wyraźną kwasowością i charakternym garbnikiem.  Świetnie zachowuje się w kontakcie z beczka, nie dając się jej zdominować, zachowuje owocowość i charakter, a równocześnie łagodniej. Słowem bohater na te czasy. Tylko co zrobić, żeby usłyszał o nim świat.

Czesi nie potrafili wylansować frankovki, Węgrom kiepsko idzie z kekfrankos, może Niemcy albo Austriacy z blaufrankisch zrobią światową markę? Wtedy reszta będzie mogła się podpiąć, wystarczy na etykiecie użyć nazwy szczepu w innym języku. Warto próbować, bo jest spora szansa, że świat pokocha niedocenianego mieszkańca Europy Centralnej.

Weingut Burg Ravensburg Blaufrankisch 2015

Weingut Burg Ravensburg Blaufrankisch 2015

Weingut Burg Ravensburg Blaufrankisch 2015

Burg Ravensburg i otaczające go winnice pierwszy raz zostały wspomniane w jakiś kronice w roku 1251. Ponad 750 lat temu. Na mnie takie liczby nieodmiennie robią wrażenie. Odejdźmy jednak od historii, opisze ja przy innym winie tego producenta. Dziś wspomnę tylko, że krzewy nadal rosną na zboczach wzgórza nad którym góruje zamek. Są to cztery siedliska. Na dwóch króluje riesling, a po jednym przypadło blauburgunderowi i właśnie frankovce. Ta dla blaufrankisch nosi nazwę Dicker Franz. Ale te cztery siedliska to nie jedyne miejsca upraw z jakich korzysta Weingut Burg Ravensburg, łącznie mają 38 hektarów.  I dzisiejsza butelka, reprezentant serii podstawowej producenta, powstał w oparciu o grona z „tych innych siedlisk”.

W tym wypadku określenie podstawowa etykieta nie znaczy nic złego. Wino ma sporo klasy. W nosie bardzo typowe dla szczepu, wyraźnie owocowe, zdominowane przez borówki i jeżyny, a na drugim planie odrobina tonów ściółki leśnej. W ustach kwasowość w wyższych rejestrach, piękny czysty owoc i wyraźne, ale nie nachalne garbniki. W końcówce pojawia się delikatna nuta słodkich przypraw. Wino jest lekkie, potoczyste i bardzo radosne. Wysoka kwasowość nadaje mu charakteru, świeżości i sprawia, że znakomicie pasuje do wielu potraw, w tym do pieczeni wieprzowej czy karczku z grilla. Warto o tym pamiętać w kontekście wakacyjnym. Szkoda tylko, że wino nie jest dostępne w Polsce. Może ktoś z naszych importerów zainteresuje się tym producentem z Badenii. Całe ich portfolio jest więcej niż fajne.  Na rynku niemieckim to wino kosztuje około 10 euro – w detalu. Oceniam jako bardzo dobre minus 4,75.

Pijcie frankovkę, pijcie kekfrankos, pijcie blaufrankisch. Niech ten szczep wreszcie uzyska należny mu status.  

Opisaną butelkę (Weingut Burg Ravensburg Blaufrankisch 2015) otrzymałem od producenta.       

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl