Recenzje

Tomek Michniewicz “Swoją drogą”

Tomek Michniewicz "Swoją drogą"
Tomek Michniewicz "Swoją drogą"
Napisał Blurppp
Tomek Michniewicz "Swoją drogą"

Tomek Michniewicz “Swoją drogą”

„Swoją drogą” Tomka Michniewicza to trzecia z jego książek. Podobnie jak dwie pozostałe stanowi osobną całość. Osią książki są trzy podróże, na które autor zabrał troje różnych osób, pozwalając im wybrać gdzie chcą jechać. Korporacyjny księgowy o interesującej przeszłości wybrał Czarną Afrykę. Pani dyrektor z dużego wydawnictwa, nawykła do wydawania poleceń Arabie Saudyjską. Z kolei 60 letni muzyk z niszowej kapeli Blues Holding pojechał do Nowego Orleanu, stolicy muzyki którą ukochał. Z każdą z tych par zwiedzamy kawałek globu. Przynajmniej początkowo może się tak wydawać. Bo podróże to tylko pretekst, tak naprawdę ta książka jest o Tomku i jego relacjach z najbliższymi. Wymieniony księgowy to Marcin, towarzysz młodzieńczych podróży autora. Pani manager to Marianna, żona autora, a muzyk to Andrzej Michniewicza, jego tata.

Pełne zrozumienie tej książki wymaga znajomości dwóch poprzednich. Pierwsza z nich „Samsara. Na drogach, których nie ma” wydana w maju 2010 roku pokazuje nam autora, który niczym radosne dziecko poznaje świat, przeżywa niesamowite przygody w niezwykłych miejscach. To wkręci się na festyn młodzieżówki komunistycznej w kraju ogarniętym bratobójczym konfliktem,  to zobaczy niezwykła ceremonie religijną na wyspie Phuket. Jest tylko tu i teraz, jest zabawnie i fajnie, nawet jak trafi się coś nie fajnego to z perspektywy czasu jest to po prostu kolejna przygoda.

W drugiej książce „ Gorączka” autor już zaczyna dostrzegać zło. Pokazuje je czytelnikowi, tyle tylko, że na razie to zło jest gdzieś tam, daleko. Pośród bezwzględnych poszukiwaczy skarbów albo w gangach kłusowników.

Wreszcie już nie Tomek a Tomasz, 32 letni mężczyzna dojrzały,  publikuje kolejną książkę, która tak naprawdę jest opowieścią o cenie za życie jakie sobie wybrał. Bo życie „z plecakiem”  ma swoją cenę i to wcale nie wyrażaną w dolarach, funtach, euro, dirhemach, drachmach, koronach, bhatach, pesos  czy innej walucie. Ta cena to z jednej strony sześć miesięcy  w roku poza domem czyli z daleka od najbliższych, od żony, od rodziców. To cena którą płaci nie tylko podróżnik ale i jego otoczenie. To oni żyją w ciągłym niepokoju co u niego, dlaczego jego telefon wciąż jest poza zasięgiem, dlaczego nie daje znaku życia. Dla żony to dodatkowo 180 samotnych wieczorów każdego roku, nie wiele kobiet tak wyobraża sobie małżeństwo. Jest też inna cena, tą płaci podróżnik, bo autor jest podróżnikiem a nie turystą. Ta cena to balansowanie na granicy osobistego bezpieczeństwa, w różnych przejawach, od bywania w miejscach w których lepiej się nie pokazywać, przez narażanie się na choroby jedząc i pijąc to co miejscowi i tak dalej. Bo podróżowanie to nie jest plaża, hamak i drinki z parasolką.

Te trzy podróże miały otoczeniu Michniewicza pokazać jak naprawdę żyje, gdy nie ma go w domu, a przy okazji być okazją do przebudowania, odbudowania czy wręcz zbudowania na nowo relacji z najbliższymi. Miały uczynić jego świat zrozumiałym dla nich. Nie zawsze się to udało, czasami oczekiwania były rozbieżne, czasami jedna ze stron czegoś chciała, a czasami tylko jej się wydawało, że chce.

Tłem są podróże, jak zawsze opisane precyzyjne, szczerze bez ucieczki w stereotyp. Tele tylko, że teraz poziom krytycyzmu wobec rzeczywistości jest znacznie wyższy. Szczególnie treści dotyczące Czarnej Afryki dalekie są od turystycznego folderu. Tu jest śmierć, cierpienie, beznadzieja. Z kolei w części poświęconej Arabii Saudyjskiej mamy obraz jak gdyby z wielu kamer. Jedna to obraz widziany z naszego europejskiego punktu widzenia, drugi to obraz widziany oczami miejscowych z jasnym wytłumaczeniem dlaczego jest jak jest i nawet jeżeli wydaje się nam to dziwne to oni tego chcą. Wreszcie podróż trzecia która jest poszukiwaniem czegoś czego już nie ma. Pogoń za mrzonką, za imaginacja, za wyobrażeniem.

Całość napisana tak, że 370 stron pochłonąłem w ciągu jednej doby. Do tego piękne, sugestywne  dobrze wydrukowane zdjęcia.

Teraz coś na kształt podsumowania, z jednej strony bardzo bym chciał przeczytać jeszcze wiele książek Michniewicza, bo pióro ma lekkie, spojrzenie na świat jedyne w swoim rodzaju i wszystko o czym pisze zdarzyło się naprawdę. Z drugiej strony po tej książce, tak po ludzku chciałbym by była to jego ostatnia by wreszcie „zechciał chcieć” i by zrobił to nim będzie za późno, może po wspólnym powrocie z Iranu? Tego mu życzę.

A ty czytelniku tej recenzji zrozumiesz to podsumowanie jak przeczytasz „Swoją droga” a wierz mi warto, namawiam i polecam.

Autor: Tomek Michniewiczblurppp poleca

Tytuł: „Swoją drogą”

Wydawca: Wydawnictwo Otwarte

Rok wydania: 2014

Stron: 370

Okładka: miękka

Ilustracje: kolorowe, wysokiej jakości

Cena: 39,90 zł

Książkę to mój własny zakup

 

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl