blogowe Wino i destylaty

Toast na 5 urodziny.

Napisał Blurppp

Zdąża mi się zapomnieć kupić sól, wstawić wino do lodówki przed wyjściem do pracy, podpiąć wieczorem telefon do ładowarki a nawet zabrać okularów z szafki koło łóżka.  Ale w tym roku przeszedłem sam siebie i zapomniałem o 5 urodzinach bloga.

Maciej „Mediafan” Bidzich twierdzi, że 80 % blogów zaczyna się i kończy na pierwszym wpisie, z tych 20%  pozostałych nie więcej jak ¾ przetrwa pierwszy rok. Tymczasem, blurppp jest już z wami ponad 5 lat. Pierwszy wpis opublikowałem 13 stycznia 2000 roku. Tekst był z tych co to dziś nie warto się nimi chwalić. Przez dwa lata blog mocno meandrował pod względem tematycznym. Blurppp zawsze pisał o tym co interesowało mnie – autora. Zawsze było trochę polityki, trochę podróży, zawsze były książki. Wino po raz pierwszy pojawiło się w kwietniu 2012 roku. Opisałem Castellani Montepulciano d’Abruzzo Due Mari. Poziom tego wpisu dziś wywołuje u mnie uśmiech zażenowania.

Od tamtego czasu ciężko pracowałem, ucząc się pisać o winie, ucząc się wina, ucząc się systematyczności, z czym problem był największy. Bo blogowanie to nie jest zabawa, trzeba produkować ten nieszczęsny content bez dłuższych przerw. Co łatwe nie jest i wymaga sporo czasu, a rzadko a nawet bardzo rzadko owocuje tekstem, który wytrzyma próbę czasu. Mimo wszystko udało mi się jakoś w tej polskiej winnej blogosferze zaistnieć, a nawet może w jakiś sposób odcisnąć na niej jakiś swój malutki znak. Przede wszystkim jednak udało mi się zdobyć sympatię czytelników.  Nie chcę popadać w nuty tryumfalizmu ale też nie będę udawał nadmiernie skromnego. Blog dziennie przyciąga około 400 UU czyli między 12000 a 13000 tysięcy UU miesięcznie generujących około 30000 odsłon miesięcznie. Jak na jednoosobowe hobbystyczne działanie, do tego działanie na bardzo wąskiej niszy chyba nie jest bardzo źle.

Urodziny

Statystyki styczeń 2015

 

Zmiana formuły jeden wpis jedna etykieta, zmiana skórki, odejście od formuły magazynu na rzecz bloga chyba też się spodobała. Przynajmniej tak pokazują statystyki. Wiem też co część czytelników nie lubi, mam tu na myśli wpisy z działów poświęconych naszej codzienności czyli kategorie „Pół żartem” i „Pół serio”. Jeden z wpisów wywołał kilka kliknięć nie lubię. Cóż przeżyje, charakter mam polemiczny jak jakaś sytuacja wywołuje u mnie swędzenie duszy albo zwykłą irytację to po prostu czuję jakiś przymus by o tym napisać. A że w kraju nad Wisłą wszystko jest wstanie podzielić i skłócić, i chyba nie ma już „tematów bezpiecznych” to z takimi reakcjami też się liczę. I obiecuję dalej pisać, nawet kontrowersyjnie, jak coś mnie wkurzy albo zaintryguje.

Pisząc o winie nadal będę zauważał oferty w dyskontach, jak będzie zła to to napisze, jak dobra to pochwale. Kiedy znajdę rozsądną alternatywę dla oferty Biedronki czy Lidla to natychmiast dam o tym znać. Nie będę się jednak na tym skupiał, raczej będę szukał win w cenie około pół stówy które dadzą wam sporo radości. Relacji z degustacji pewnie za wiele nie będzie, i to nie dla tego, ze w Krakowie za mało degustacji, czasami jest wręcz przesyt, a dlatego że wiele z tych degustacji to manifestacja jakiś wojenek w mocno podzielonym i chyba skłóconym krakowskim środowisku miłośników i animatorów wina. Nie chcę brać w tym udziału. Ogólnie mówiąc, żadnych większych zmian w tej chwili nie przewiduje.

Na sam koniec chce podziękować. Po pierwsze wam drodzy czytelnicy, za cierpliwość do moich błędów, literówek i źle postawionych przecinków. Ten typ tak ma. Po drugie wszystkim importerom którzy mi zaufali i podesłali butelki do oceny. Bez was ten blog nie był by w stanie istnieć, z własnej kieszeni bym, tego nie sfinansował. Dziękuję też wydawcom, którzy dzielą się ze mną książkowymi nowościami. No i dziękuję moim dziewczynom żonie i córce za wyręczanie w codziennych obowiązkach, dzięki czemu mam czas produkować conntent.

I jeszcze chcę powiedzieć co uważam za swój największy sukces. Od jakiegoś czasu pod wpisami pojawiają się komentarze, nic tak mnie nie cieszy jak właśnie one. To znaczy, że tekst wywołał jakąś reakcję. A teraz już wznoszę toast urodzinowy. Wasze zdrowie!

Mainegra Cava Brut

Mainegra-Cava-Brut

Na toast urodzinowy wybrałem cave. Osoba zakochana w Hiszpanii przecież nie mogła wybrać niczego innego. Żadnych szampanów, prosecco czy cremantów, cava i tyle. Tym razem nie z Katalonii a z Navarry. W wersji brut czyli takiej prawie wytrawnej.  Mainegra Cava Brut w barwie jest pszeniczno-żółte, o ładnej trwałej piance. Nos cytrynowo-kwiatowy, rześki, świeży. W ustach nie za dużo kwasowości za to sporo zimowych owoców polanych cytrynowym sokiem, w fakturze kremowe. Do tego dużo nut piekarsko –drożdzowych za które tak lubię cavy i które moim zdaniem nadają wino głębi i charakteru. Bardzo radosne wino, ułożone ale raczej radosne niż eleganckie, takie na imprezę urodzinową a nie na świętowanie podpisanego kontraktu, kiedy w tle gra kwintet smyczkowy. Śmiało wystawiam 4,5 czyli dobre z plusem. (Cena 37zł;  Kupicie: www.wineandyou.pl i w sklepach importera: Milanówek; ul. Piasta 18a oraz Warszawa; ul. Malczewskiego 6 i Warszawa, Aleja KEN 36 )

 

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl