Codzienność Pół żartem

Tęsknota za salcesonem

Jak o nastolatek nigdy nie miałem czasu na śniadanie w domu, w efekcie często zjadałem bułkę z serkiem na długiej przerwie. Serek i bułeczka były ze sklepu obok. Parę dni temu przypomniał mi się ten smak serka fromage. Podczas zakupów w moim koszyku znalazł się właśnie taki serek, no przynajmniej opakowanie było bliźniaczo podobne. W domku świeża bułeczka do tego fromage, obietnica pyszności, otwieram usta i po chwili mam ochotę wypluć, wszystko co do ust wsadziłem. Czyż by w ciągu 25 lat, jakie minęły od licealnych czasów, mój smak aż tak się zmienił. Nie wydaje mi się. Patrzę więc na opakowanie, na skład a tam zamiast masła utwardzone tłuszcze roślinne czyli margaryna. Fromage to twaróg + masło+ dodatki smakowe np. czosnek czy cebula. W tym czymś co kupiłem nie było z oryginału nic.Jak ktoś ma ochotę takie coś kupować to mu nie bronię, ale dlaczego jest to sprzedawane pod szlachetną nazwą fromage. Czy jeżeli z auta wymontujemy silnik, dospawamy dyszel i zaprzęgniemy za to dwa woły czy otrzymany twór nadal będzie samochodem? Raczej nie. Podobnie z tym czymś co kupiłem. Jest to wyrób fromagopodobny ale nie fromage. Nazwa powinna jednak odpowiadać choć odrobinę towarowi. Wiem, że od lat hitem są syropy malinowe, ze skoncentrowanego soku z aronii. Niby ni powinno mnie to dziwić ale dziwi. Poszukałem trochę głębiej i w oczy wpadł mi taki oto fragment tekstu.

„- Negocjacje ze sklepami są teraz krótkie. Ma być tanio. Nic innego się nie liczy. Ser ma kosztować 9 zł i ani złotówki więcej. Tyle że kilogram sera robi się z 11 litrów krowiego mleka. Musi więc kosztować minimum 15 zł – opowiada Andrzej Szczepański, szef zespołu powołanego przez mleczarnie do rozmów z sieciami sklepów.

Jak się robi ser za 9 zł? – Niektórzy producenci zamiast mleka dodają dużo tańsze tłuszcze roślinne. I mamy ser trochę podobny do sera – wyjaśnia Szczepański.”

Pełen tekst do przeczytania o tu.

I tak sobie pomyślałem nie ma fromage, to coś co sprzedaje się jako szynka koło szynki nawet nie leżało. Salceson jest nie do kupienia, bo to jedzenie plebsu, a Polak musi szynkę co dzień jadać, choć by była nic nie warta. I tak mi się za tym zwykłym, smacznym salcesonem żal zrobiło. Zaraz napisze komuno wróć, przynajmniej w dziedzinie jakości żywności. Albo drodzy rodacy, przestańmy jadać szynkę co dzień, jadajmy ją od święta, ale szynkę a nie coś napompowane wodą zieleniejąco w 18 minucie po opuszczeniu lodówki. Za to w cenie 8,99 za kilogram i nie miejące nic z szynką wspólnego.Inaczej markety będą nas nadal nabijały w butelkę, sprzedając nam produkt produktopodobny w okazyjnych cenach. A że gówno to warte to inna sprawa.

I jeszcze jedno, producentem tego świństwa jest firma Grześmlecz, jej produkty proponuję omijać szerokim łukiem.

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl