Pół serio Recenzje

Targi Książki 2015. Salon stał sie bazarem.

Napisał Blurppp

Kilka minut temu wróciłem z  XIX Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie. Nie wiem które to były targi dla mnie. Na pewno więcej niż dziesiąte, pewnie mniej niż piętnaste. Zarezerwowałem sobie na nie cały dzień. Wróciłem po niespełna trzech godzinach. Nie podobało mi się to co tam zobaczyłem.

Od lat początek jesieni i Targi do było wyczekiwane święto. Czas jakiegoś uniesienia, świadomość obcowania z jakimś wyższym bytem, z kultura przez duże K, z literaturą na równi ta popularną jak i z tą przez duże L. Dziś chodząc po nowoczesnych, wygodnych, przestronnych halach kompleksu przy Galicyjskiej nie miałem żadnego z tych odczuć. Miałem za to kilka innych. I wszystkie mi się nie spodobały.

targi-ksiazki-4

Zmierzch salonu

Targi kiedyś to był salon, miejsce spotkań, rozmowy, dyskusji. Dziś miałem wrażenie, ze trafiłem nie na targi a na targowisko. Stoiska wyglądające jak lady w księgarniach. Zamiast przedstawicieli redakcji z którymi można porozmawiać o nowościach, o linii programowej o planach wynajęci sprzedawcy. No i te „wabiki” na odwiedzających przypominające stendy w sieciowych księgarniach albo regały w hipermarketach w czasie bożonarodzeniowych zakupów. Sprzedaż jest najważniejsza.

Czas sprzedawców nie wydawców

Chyba nie przez przypadek, najbardziej okazałe stoiska nie należały do wydawców a do sieci księgarni i do internetowych detalistów. Empik, Gandalf, Matras czy Platon24 wyraźnie przewyższały rozmachem każdego z wydawców. Wyraźnie pokazując w której części rynku znajdują się pieniądze i że wydawca powoli staje się małoistotnym, zepchniętym w kąt (na targach wręcz dosłownie)  elementem rynku książki.

Targowy rabat to nie wszystko

Wszystko podporządkowane jest sprzedaży, a ta najlepiej zwiększyć zmniejszając cenę. Nie dziwią wiec wszędzie poprzypinane informacje o targowych rabatach, upustach, obniżkach. Ważna jest cena, treść już mniej. Wynajęty sprzedawca często nie wie co sprzedaje, nie zna pozycji. Najbardziej wyraźnie widać to na stoiskach dystrybutorów i sieci detalicznych. Jest jak co dzień, sprzedawca podaje towar którego nie zna, za to kilkukrotnie powtórzy wyuczoną formułkę o specjalnej targowej cenie. Przy okazji zniknął też cały zestaw nieodłącznych targowych gadżetów. Upolować byle zakładkę to spora sztuka, o breloczkach, długopisach czy okazjonalnych reklamówkach nie ma nawet co marzyc. Szkoda, dla sporej części odwiedzających były to bardzo miłe i jednoznacznie kojarzone targowe pamiątki.

targi-ksiazki-1

Autor jako gadżet wspierający sprzedaż

Autor przestał być istotny, jego podpis stał się gadżetem wspierającym sprzedaż. Małe biurko, przy nim pisarka lub pisarz i kolejka czekających na dedykację. O żadnym spotkaniu nie ma mowy. Na wymianę myśli, na rozmowę nie ma czasu. Jest podpis, selfie i następny. Autor przestaje być istotny, liczy się zdjęcie natychmiast publikowane w social mediach i podpis. Jeżeli naprawdę chcemy spotkać autora trzeba opuścić targi i wziąć udział w jednej z imprez towarzyszących. Na targach nie mam na to czasu, zbyt długa rozmowa szkodzi dynamice bazaru.

Przymusowe wycieczki

Teraz kamyczek do ogródka nas odwiedzających, może nie wszystkich ale części. Szanowni nauczyciele, po jasna cholerę zabieracie na targi młodych ludzi którzy kompletnie nie są książkami zainteresowani? Większość z nich nawet nie ma ochoty odwiedzić stoisk. Siedzą na ławce przed halą i w niewybrednych słowach komentują rzeczywistość. Względnie zbici w kupę blokują korytarze. Do póki nie nauczycie ich, że kontakt z książka to czysta wydestylowana z codzienności przyjemność nie ma po co zabierać ich na targi. Szkoda ich czasu.

Nadmiar literatury prawicowo-narodowej

Tu nie będę komentował, wnioski wyciągnij czytelniku sam. Ja chciałbym jedynie odnotować niezwykła ilość, wręcz nadreprezentację literatury o wyraźnie narodowo-religijnym charakterze. Zastanawiam się czy wydawcy wyczuli kierunek wiatru nastrojów społecznych czy raczej poprzez te publikacje go w jakimś stopniu stworzyli.

targi-ksiazki-3

Promocja czasem zbyt prymitywna

Skąpo ubrane hostessy to zwyczajny widok na wszelakich imprezach motoryzacyjnych. Przedłużeniem czego jest samochód wiedza przecież wszyscy. Golizna jest obecna w sprzedaży perfum, opon do ciągników rolniczych i płatków śniadaniowych. Czy książka też musi dołączyć do grupy dóbr promowanych przez dziewczęta w zbyt odważnych i obcisłych sukienkach? Nie wydaje mi się.

targi-ksiazki-2

Wychodząc z targów miałem silne odczucie zbyt mocnego skomercjalizowania całej imprezy i nie jest to wina organizatorów a rynku książki. Jest on tak słaby, że z żadnego elementu zwiększającego przychód nie można zrezygnować. Udział w imprezie targowej kosztuje i na sprzedaży książek na targach trzeba ten koszt odrobić. Stąd wyraźna komercjalizacja całej imprezy. Tyle tylko że przy okazji salon stał się bazarem. W długofalowym horyzoncie czasowym wszyscy na tym stracą.

Ofert targowej ze zrozumiałych względów nie oceniam, jest zbyt obszerna.

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl