Recenzje

Stephen King „Znalezione nie kradzione” – audiobook

Napisał Blurppp

„Znalezione nie kradzione” najnowsza powieść Stephana Kinga to z jednej strony powieść detektywistyczna, druga część trylogii detektywa Billa Hodges’a. Z drugiej to powrót do dyskusji o pisarzu, czytelniku, twórczości, wyborach artystycznych i psychofanach czyli tym wszystkim co stanowiło prawdziwą treść opublikowanej w 1987 roku powieści „Misery”.

Znalezione nie kradzioneW swojej najnowszej książce King zdecydował się na dość ryzykowny zabieg stworzenia prostej i mało odkrywczej fabuły, która będzie znakomitym pretekstem dla zaprezentowania całej grupy ważnych kwestii związanych z twórcą, twórczością, odbiorcą dzieła i wpływem dzieła na działanie odbiorcy. Linia fabularna wygląda mniej więcej tak, na początku lat siedemdziesiątych grupa młodych mężczyzn dokonuje zuchwałego rabunku połączonego z zabójstwem. Łupem prócz relatywnie niedużej gotówki padają nigdy nie wydane rękopisy dwóch powieści bardzo popularnego pisarza. Podczas napadu sam pisarz zostaje zamordowany, włamywaczem i zabójcą jest Morris Bellamy – owładnięty obsesją czytelnik, niemogący pogodzić się zakończeniem cyklu książkowego. Nie jest jednak mu dane poznać treść rękopisów zawartych w 160 notesach. Za inne przestępstwo trafia na całe dekady do więzienia.

W czasach nam współczesnych, w borykającej się ze skutkami kryzysu Ameryce, trzynastolatek  odnajduje ukryty łup: gotówkę i notesy. Chce z nich zrobić najlepszy możliwy użytek. Tymczasem z więzienia wychodzi Bellamy, ma jeden cel -odzyskać co sam kiedyś ukradł i co dziś uznaje za swoje.  Tyle – tylko tyle i aż tyle. Wystarczy by czytelnik się nie nudził, z drugiej strony pozostawia miejsce, które można wypełnić prawdziwą treścią.

Już na początku Stephen King wstawia w usta jednego z istotnych bohaterów zdanie, które warunkuje wszystko co wiemy o literaturze:

„Dobry pisarz nie prowadzi swoich bohaterów, ale idzie za nimi. Dobry pisarz nie tworzy wydarzeń, ale obserwuje ich przebieg, a potem opisuje co zobaczył. Dobry pisarz rozumie, że jest sekretarzem a nie Bogiem”

Cała reszta powieści to tak naprawdę rozwinięcie tych kilku zdań plus podniesienie kilku innych ważnych kwestii. King pyta: skoro pisarz jest jedynie sekretarzem to do kogo należy twórczość, do niego, do fikcyjnych bohaterów czy do czytelników. Czy pisarz ma obowiązek dzielić się swoją twórczością. Czy powinien odpowiadać, na tak zwane „zapotrzebowanie społeczne” i wreszcie ma czytelnikowi schlebiać czy go kształtować. Czy fikcyjny bohater, efekt kreacji pisarza ma prawo zachować się inaczej niż oczekuje większość czytelników.  Wreszcie czy autor ponosi odpowiedzialność za czyny jakie czytelnik popełni pod wpływem jego dzieła.

Pytania nie ograniczają się do autora, również wiele z nich odnosi się do czytelnika, czy wolno mu utożsamiać się z fikcyjnymi postaciami, jaka jest dopuszczalna głębokość tej identyfikacji. Czy można porzucić własne realne życie na rzecz zastępczego, schowanego w wyimaginowanym świecie miedzy okładkami. Wreszcie pyta, kiedy czytanie przestaje być rozrywka, sposobem na sobotnie deszczowe popołudnie a staje się ucieczką od rzeczywistości, ucieszą z której nie ma powrotu. To wreszcie opowieść o sile iluzji wykreowanej przez pisarza.

Trochę na marginesie tych pytań przez duże P, wciśnięty gdzieś w kąt pojawia się jeszcze jeden istotny aspekt. W powieści zmaterializowany w roli podstarzałego hipisa, pracującego jako nauczyciel literatury angielskiej. (Wcale bym się nie zdziwił, gdyby ta postać była swoistym alter ego samego Kinga). Tym niuansem jest pytanie o przewodnika jaki pomoże czytelnikowi, najczęściej młodemu i niedoświadczonemu, odnaleźć się pośród pogmatwanych i meandrujących ścieżek literatury. King zestawia dwie postawy dwóch bardzo młodych ludzi, których pochłonął świat bibliotek – jeden swojego przewodnika odnalazł, drugi nie. Jeden z nich wyszedł z konfrontacji z Wielką Imaginacją zwycięsko, drugi zupełnie się pogubił. Zamienił zainteresowanie w fascynacje, a potem fascynację w obsesję. Zatarł granice pomiędzy tym co realne a tym co wykreowane.

Znalezione nie kradzione 1

Gdy piszesz waż słowa. Nigdy nie wiesz kto i kiedy to przeczyta

„Znalezione nie kradzione” to książka nierówna.  Większość istotnych pytań i rozważań odnajdziemy w pierwszej części, druga jest bardziej fabularna, szybsza i bardziej emocjonująca. Co nie zmienia faktu, że też bardziej trywialna. Mnie zdecydowanie bardziej spodobała się właśnie część pierwsza.

Recenzja wymaga, żeby porównać najnowszą pozycję z powieścią zaczynającą trylogie „Pan Mercedes”. To trudne bo właściwie nie ma porównania, te książki dzielą dwie klasy. Pierwsza z powieści była mniej niż przeciętna, tu znowu mamy powiew wielkiej literatury, choć w wersji popularnej. O tym , że jest lepsza zdecydowało kilka czynników, prócz wymienionych wyżej trzeba jeszcze dodać przynajmniej jeden. Jest nim porządne potraktowanie dekoracji. Tu Ameryka naprawdę jest w kryzysie ekonomicznym, ze wszystkimi społecznymi tego konsekwencjami. Z rodzinnymi awanturami nad niezapłaconymi rachunkami, z brakiem środków na edukację dzieci, z bolesnymi decyzjami o przeprowadzkach do gorszych dzielnic. Warto to czasem przypominać, bo ekonomia to nie tylko wskaźniki giełdowe.

Na sam koniec jeszcze jedno zdanie o fabule. Ta książka tak naprawdę jest czymś w rodzaju mostu pomiędzy tomem pierwszym a trzecim. Prawdziwa kulminacja wątków zarówno z tej jak i z poprzedniej powieści nastąpi w ostatnim tomie. Jasno wskazują na to pewne epizody. Podejrzewam, że będzie to powieść grozy; zaświaty i zjawiska paranormalne znów zaistnieją, co u Kinga dobrze wróży. Nie mogę się doczekać.

W wersji papierowej powieść ukazała się nakładem  Wydawnictwa Albatros, ja miałem okazje zapoznać się z jej treścią za sprawą wydanego przez Audiotekę audiobooka. Za odczytanie po raz kolejny wziął się Jan Peszek i po raz kolejny zrobił to doskonale. Tym razem swoją wielkość pokazał wycofując się, pozwolił zaistnieć tekstowi, sam odsuwając się na drugi plan. Spełnił role służebną, pierwsze skrzypce zagrała Literatura, ta przez duże L. Ta dla której „Znalezione nie kradzione” jest hołdem. Tylko naprawdę wielcy wiedzą kiedy pozostać w cieniu. Panie Janie, szacunek.

Polecam wam ten audiobook, jeżeli kochacie książki, opowieści, dobre historie.

Autor: Stephen Kingblurppp poleca

Tytuł: „ Znalezione nie kradzione”

Czytał: Jan Peszek

Wydawca: Audioteka

Rok wydania: 2015

Czas: 14 godz. 4 min

Cena: 32,90 zł

Audiobooka otrzymałam od wydawcy www.audioteka.pl

 

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl