Recenzje

Stephen King „Pan Mercedes” – audiobook

Napisał Blurppp

King jest pisarzem nierównym, trafiają mu się arcydzieła ale trafiają się też powieści o kilka poziomów słabsze. „Pan Mercedes” należy do tej drugiej grupy, i nie winił bym odejście od konwencji horroru. Przecież już udowodnił, że nie potrzebuje wikłać w fabułę sił nieczysty by stworzyć bestseler. Wystarczy wspomnieć niezrównane „Skazani na Shawshank”. Coś w takim razie poszło źle. A nawet więcej niż jeden coś.

pan-mercedes-1Po pierwsze bohaterowie. W zamyśle każdy z nich jest gryziony i podgryzany przez jakiegoś wewnętrznego demona, choć z horrorem nie ma to nic wspólnego. Niektórzy próbują się z nimi mierzyć, niektórzy nawet z tej walki wychodzą zwycięsko, jak główny bohater emerytowany detektyw  Bill Hodges. Jego demon to znudzenie życiem i myśli samobójcze. Efekt powolnego zajadu na życiową bocznice. Niby to rozumiemy, ale postać jest tak plastikowa, że o żadnej wewnętrznej przemianie nie  ma mowy, nie zarysowano jej, nie uwidoczniono, nie nadano jej dramaturgii. Całe zyskanie ponownej chęci do życia King streścił, a może uprosił do symbolicznego schowania pistoletu do sejfu. W wypadku bohatera negatywnego, jest jeszcze gorzej. W trakcie lektury książki poznajemy jego losy i mamy szansę domyślić się jaki demon zmienił go w potwora, ale jeżeli zaczniemy się nad tym zastanawiać to zamiast znienawidzić schwartzcharakter zaczynamy mu współczuć, zastanawiać się czy to na pewno jego wina, czy nie zdecydowały okoliczności. Chyba nie o to chodzi w powieści detektywistycznej.

Po drugie fabuła. Liniowa, przewidywalna, pełna kalek i zużytych fabularnych sztuczek. Nic tu nie zaskakuje, od początku wiemy kto i jak i dlaczego. Wiemy też, że będzie gwarantowany happy end, to też nie ma nawet chwili napięcia. Do tego wszystko się ślimaczy, książka jest przynajmniej o jedną czwartą zbyt obszerna. Do tego sama powieść, podobnie jak autor, jest nierówna. Są zajmujące fragmenty po których następuje sporo wypełniacza, nic niewnoszącej waty przez którą zwyczajnie trudno przebrnąć.

Po trzecie dekoracje. W pierwszej scenie King przedstawia Amerykę pogrążoną w kryzysie końca pierwszej dekady XXI wieku. W kolejnych piętnuje popkulturowa papkę, jaką karmieni są Amerykanie. To celne i ważne obserwacje socjologiczno-społeczne. Nagle zupełnie od opisu dekoracji odchodzi, jak by mu się znudziły, albo jak by nie miał nic więcej do powiedzenia. Szkoda, bo te obserwacje to moim zdaniem jeden z jaśniejszych punktów książki. Reszta akcji „Pana Mercedesa” rozgrywa się już w dobrze znanej Ameryce. Jest mini liga, są lodziarze i koncerty boysbandów.  Jak by bank Lehman Brothers nigdy nie upadł, jak by nic się nie zmieniło.  To chyba nie do końca prawdziwy obraz.

Po zmiksowanie wyżej wymienionych zastrzeżeń dostaliśmy mdłą, momentami nudną powieść którą nie potrafi zawładnąć odbiorcą. Jasne, są tam też fajne sceny i rozwiązania fabularne. Za najlepszy pomysł autora uważam stworzenie niezwykłego trio śledczych. Takiej trójki literatura jeszcze nie poznała. Tyle tylko, że to niestety zbyt mało by nazwać powieść udaną.

Ja poznawałem „Pana Mercedesa” za sprawą audiobooka w interpretacji Jana Peszka. I to, że dotrwałem do końca i przebrnąłem przez 15 i pół godziny nagrania to właśnie zasługa brawurowej interpretacji a nie samego tekstu. Mistrz Jan sprawdził się o wiele lepiej od Mistrza Kinga. Ale wiecie jak jest, z pustego to i Salomon nie naleje. Dlatego książkę wam odradzam, wobec audiobooka nie mam negatywnych odczuć, ale nie mam tez zdecydowanie pozytywnych. Chyba jednak lepiej wybrać coś innego. Na przykład Przebudzenie”, w którym mamy starego dobrego Kinga.

Na tym moje nadrabianie kingowych nowości się nie kończy, niebawem recenzja kolejnego audioobka Kinga przygotowanego przez Audioteka.pl. Stay tuned.

Autor: Stephen King

Tytuł: „Pan Mercedes”

Czytał: Jan Peszek

Wydawca: Audioteka

Rok wydania: 2014

Czas: 15 godz. 31 min

Cena: 35,90 zł

Audiobooka otrzymałam od wydawcy www.audioteka.pl

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl