Recenzje

Stephen King „Martwa strefa” – audiobook

Napisał Blurppp

„Martwa strefa” Stephena Kinga to nie jest powieść nowa. Pierwszy raz drukiem ukazała się równo 40 lat temu, w roku 1979. I nie jest to bez znaczenia, powieść bowiem jest swoistą fotografią leków społeczeństwa schyłku lat siedemdziesiątych. A to, że autor nadał jej formę fantastycznej powieści z elementami paranormalnymi jest tu najmniej istotne.

Stephen King „Martwa strefa”Początek ostatniego ćwierćwiecza w USA to nie był dobry czas. Gospodarka dopiero podnosiła się po kryzysie naftowym 1976 roku, a w głowach zwykłych ludzi wciąż była obecna Afera Watergate. To ona szerokiej publiczności jasno pokazała, że polityka to gra brutalna i pozbawiona jakichkolwiek skrupułów. Zaś politycy to nie najlepsi spośród nas a małe żadne władzy kanalie, które się nie cofną przed niczym. Lata osiemdziesiąte z prezydenturą Ronalda Regana, nazwane potem czasem optymizmu i energii, miały dopiero nadejść.

Powieść zaczyna się jak klasyczne romansidło, poznajemy młodego nauczyciela Johna Smitha po uszy zakochanego w swojej koleżance z pracy. Wspólnie spędzają miły dzień na lokalnym festynie. Podczas wieczoru dochodzi tam do dziwnego wydarzenia. Podczas zabawy przy czymś na w rodzaju jarmarcznej ruletki John zdaje się prezentować zdolności profetyczne. Zabawa ma jednak tragiczny koniec. Podczas ich powrotu z festynu dochodzi do poważnego wypadku. Bohater zapada w śpiączkę, w której trwa przez pięć lat. Po przebudzeniu jego zdolność przewidywania przyszłości się pogłębia.

„Martwa strefa” ma bowiem formę opowieści szkatułkowej i jest rozpisana na kilka równoległych wątków. Pierwszym jest stopniowe popadanie w religijne szaleństwo przez matkę Johna. Jej uleganie kolejnym guru, mesjaszom, kaznodziejom jest czymś niezwykle typowym dla lat siedemdziesiątym. To wówczas po zakwestionowaniu przez pokolenie dzieci kwiatów tradycyjnej religijności w jej miejsce zaczęły wchodzić najróżniejsze sekty.

Kolejnym z wątków pobocznych jest motyw seryjnego zabójcy. Ta tematyka w latach siedemdziesiątych po raz pierwszy zaczęła rozgrzewać świadomość zwykłych Amerykanów. To wtedy we wszystkich mediach mówiono o Tedzie Bundym, który  latach 1974–1978 zabił około trzydziestu młodych kobiet.

Stephen King „Martwa strefa”

Wreszcie jest też silny wątek polityczny. Skupiony w około nijakiego Stillsona cwaniaczka z rozbujałym ego i jeszcze większymi ambicjami. Autor sugeruje że jeżeli ów polityk nadal będzie podążał mroczną ścieżką i nie liczył się z nikim ani z niczym pewnego dnia może zasiąść w Białym Domu. A to może oznaczać atomowy konflikt pomiędzy supermocarstwami. Tak cień zimnej wojny zalegający nad dekadą lat siedemdziesiątych jest też w książce obecny.

Ale o tym jak może skończyć Ameryka wie jedynie John Smith, niepozorny nauczyciel o profetycznych zdolnościach. Czy zdecyduje się coś zrobić, czy starczy mu na to umiejętności i determinacji. Nim poznacie odpowiedź na to pytanie zwróćcie uwagę jak autor wybrał nazwisko bohatera. Najpopularniejsze z popularnych. Jak by chciał powiedzieć nie musicie być prorokami by zobaczyć w jaką stronę zmierza Ameryka. Każdy z was drodzy współobywatele, jeżeli tylko się rozejrzy, zobaczy co dzieje się w około i każdy z was może to zatrzymać. Wystarczy nie być obojętnym. A jest co zatrzymywać, popatrzcie ile złego dzieje się tuż za progiem.

I tak na tę pozycje trzeba patrzeć. „Martwa strefa”  to nie tylko lista leków ale i wezwanie do działania. Swoisty manifest. Dziś 40 lat po tamtych wydarzeniach, w zupełnie innej atmosferze politycznej, w innych warunkach ekonomicznych, kiedy seryjni mordercy nie robią już na nas wrażenia przekaz ten stracił jednak na aktualności i mocno odstaje od rzeczywistości.

Tak już niestety jest, że pozycje zaangażowane, jasno dowołujące się do określonego tu i teraz starzeją się szybciej. I „Martwa strefa” jest tego najlepszym przykładem. Mało w niej kwestii uniwersalnych jak świetnie znane z prozy Kinga: strach przed nieznanym, zło absolutne czy proceder powolnego korumpowania przez mroczne siły. Wreszcie wiele z pozycji interwencyjnych ma wątek rozrywkowy potraktowanych czysto przyczynkowo. I to też czuć w tej powieści. Fabuła jest raczej pretekstem, możliwością wyświetlenia pewnych elementów amerykańskiej rzeczywistość tamtego czasu niż celem samym sobie.

To też jeżeli szukacie nieskrępowanej rozrywki jaka King często serwuje w innych swoich pozycjach to tu poczujecie się zawiedzeni. Nie ma tu tej lotności fabuły, tego czegoś co nie pozwala przestać obcować z tekstem, tej słynnej nieodkładalności. Czy zatem „Martwa strefa” jest atrakcyjna dla dzisiejszego czytelnika. Według mnie, ale na zasadzie przeglądania starych gazet i sprawdzania „czym wtedy żył świat”. Stajemy przed szansą zobaczenia jak to kiedyś było, co wtedy się w głowach kręciło. Mnie takie wycieczki w przeszłość sprawiają dużo frajdy, to też wysłuchałem z przyjemnością.

Pisze wysłuchałem bo sięgnąłem po obecną od jakiegoś już czasu dźwiękową interpretacje powieści. Teks czyta jeden z wielkich – Roch Siemianowski. A to jeden z tych lektorów, obok mistrzów Gosztyły i Bonaszewskiego, co jak czyta książkę telefoniczna to też podoba ci się dramatyzm i napięcie tylko zastanawiasz się czemu bohaterów tak wielu. I tu pan Roch jako lektor też nie zawodzi. Z tego mocno średniego tekstu wyciąga wszystko co dało się wyciągnąć.

Kiedy jest dramatyzm i dynamika to je wyciąga na wierzch, kiedy ma być lirycznie i romantycznie to jest. Nawet zawiłe relacje polityczne odczytane zblazowanym głosem korespondenta programu informacyjnego w tej interpretacji nie nudzą. To też jeżeli „Martwa strefa” jest na waszej liście sięgnięcie po audiobooka zdaje się być lepszym wyborem niż klasyczne papierowe wydanie.

Autor: Stephen King

Tytuł: „Martwa strefa”

Czyta: Roch Siemianowski

Czas: 18 godzin i 2 minuty

Cena: 35,90 zł

Kupicie w Audioteka.pl

Audiobooka otrzymałem od Audioteki         

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl