Recenzje

Soren Sveistrup „Kasztanowy ludzik”

Napisał Blurppp

Kiedy wiosna 2011 roku na telewizyjne ekrany trafiał duński serial o wiele mówiącym tytule „The Killing” nikt nie spodziewał się aż takiego sukcesu. Produkcja spodobała się właściwie na wszystkich rynkach, w tym na polskim. To też nikogo nie dziwi, ze producenci zdecydowali się na kolejne sezony. Na fali sukcesu wydano również trzy pokaźne książki pod tytułem „Dochodzenie” oparte o serial. Na ich okładkach widniało nazwisko Davida Hewsona, ale prawdziwym autorem fabuły i unikalnego klimatu był główny scenarzysta produkcji Soren Sveistrup. Przypominam to, bo od 2 października na półki trafia pierwsza pełnoprawna powieść jego autorstwa „Kasztanowy ludzik”.

„Kasztanowy ludzik”Zaczyna się mocno, dochodzi do bestialskiego morderstwa. Potem mamy przeskok czasowy do współczesnej Kopenhagi, a tu ktoś bestialsko morduje kobiety. Rozpoczyna się śledztwo prowadzone przez ubiegająca się o przeniesienie do innego wydziału ambitną policjantkę Naie Thulin wspiera ją czasowo oddelegowany z Europolu Mark Hess.

Bardzo szybko śledczy odkrywają, że ich dochodzenie może mieć związek z pewną głośną, dotyczącą szczytów politycznego świecznika sprawą. Tymczasem ofiar przybywa, a wszystkie działania trzeba prowadzić z taktem i wyczuciem, bo można przy okazji zupełnie niechcący rozdrapać zabliźnione by się mogło wydawać rany.

Jak widzicie, już to krótkie zasygnalizowanie fabuły pokazuje na sporo nawiązań do słynnego „The Killing”. Znów mamy z pozoru nie pasujących do siebie śledczych, momentami wręcz zbyt podobnych do Sarah Lund i Janem Meyerem. Znów w tle jest polityka i wątki społeczne, a przede wszystkim znów jest ten mroczny, momentami wilgotny ciężki klimat opowieści. I mnie się to podoba, ba powiem więcej, mnie „Kasztanowy ludzik” zachwycił.  

To znakomite połączenie kryminału policyjnego z thrillerem wciąga od pierwszej strony i nie puszcza po niepozostawiający nikogo obojętnym finał. Akcja meandruje i wraz z każdym rozdziałem zaskakuje nowym tropem, nowym pomysłem i do końca czytelnik nie wie czy to ślepy tor czy wreszcie droga ku rozwiązaniu zagadki. A przy tym autorowi udało się utrzymać stałe, bardzo wysokie tempo opowieści, co przy liczącej ponad 550 stron książce nie jest łatwe. Myślę, że w znacznej mierze było to możliwe dzięki dwóm zabiegom formalnym. Pierwszym, podobnie jak w wypadku serialu, jest jasne określenie czasu akcji. Opisane wydarzenia dzieją się w ciągu kilku wybranych dni od 5 października do 4 listopada.

Drugim z nich jest poszatkowanie opowieści na bardzo króciutkie, często nie większe niż półtora strony, rozdziały. Każdy z nich jest gotową sceną do kolejnego serialu, którego powstanie myślę jest tylko kwestia czasu. Czytelnik dostaje wiec bardzo dużo krótkich doskonale przemyślanych scen, z których zbudowana jest opowieść. Takie podejście bardzo podkreśliło dynamikę całości z jednej strony. Z innej pozwoliło trzymać w ryzach wszystkie odwołania do przeszłości i kolejnych warstw tajemnicy. Przede wszystkim pozwala jednak nie pogubić się pośród wszystkich wątków pobocznych i bohaterów drugiego i trzeciego planu. A tych jak naprawdę epicka opowieść nie brakuje.   

Kolejnym ważnym elementem, sprawiającym że „Kasztanowy ludzik” czyta się to szybko i naprawdę nie można się od niego uwolnić jest nastrój. Powieść jest tak lepka, wilgotna, momentami wręcz mokra, tak jak był serial, i że aż dziwi, że z książki nie wycieka z niej jakiś płyn. I to ten nastrój sprawia, że nawet momentami delikatnie zbyt szczegółowe, a przez to długie opisy nie męczą.

Na uwagę zasługuje też kreacja bohaterów, i to nie tylko głównej pary ale również tych z tła. Oni są jacyś. Maja swoje problemy, emocje, głębie. Są prawdopodobni i szczerzy w tym co robią. Rozumiemy motywacje jakie nimi kierują. Możemy ich lubić lub nie, możemy akceptować ich zachowanie lub nie, ale nie możemy wobec nich być obojętni, bo nie da się być obojętnym wobec kogoś kto nie jest nijaki, a bohaterach jakich oferuje nam „Kasztanowy ludzik” można powiedzieć wszystko, tylko nie to że są nijacy.    

Co zaś się tyczy pewnych nawiązani czy podobieństw do bohaterów i sytuacji z serialu to ich odszukiwanie – czasem łatwe, czasem wymagające niezłej znajomości serialu było jak przyprawa nadajaca całości charakteru. Zresztą czy nie mówi się, że wszystko już było, że mamy post kulturę, post literaturę i tak naprawdę cała popkultura nie jest jak wąż, który żywi się własnym ogonom? Czyż większość współcześnie powstających thrillerów i kryminałów nie jest jak te konstrukcje z klocków, niby coś innego ale klocki wciąż te same. I czy nie jest tak, że najbardziej lubimy te piosenki, które już kiedyś słyszeliśmy.

Czy w takim razie „Kasztanowy ludzik” jest powieścią idealną? Niestety nie, choć niewątpliwie jest powieścią bardzo dobra. Od ideału dzieli go maniera, z tym ze nie wiem czy to pomysł autora czy tłumacza. Otóż w narracji dochodzi do mieszanie się czasów przeszłego i teraźniejszego. Jako ktoś wychowany na klasycznych opowieściach lubię gdy wszystko jest w czasie przeszłym. Na zasadzie „Dawno temu żył sobie, a potem zrobił to i to”. Tymczasem tu mamy takie stylistyczne wodotryski jak „Uciekał szybko, ale on wie, że za chwilę jest uskok i będzie miał przewagę” – zdanie nie pochodzi z książki. Mnie takie zabawy formą męczą i raczej denerwują niż zachwycają pomysłowością i sprawnością językową piszącego. Taka kropla dziegciu do beczki miodu.

Pomimo tej jednej uwagi, kilkanaście godzin jakie spędziłem w towarzystwie Thulin i Hessa były dla mnie świetną pełną emocji ucieczką od codzienności. 550 stron minęło nadspodziewanie szybko, a pod koniec żałowałem, że to już, że nie kolejnego dnia, kolejnej zagadki, poszlaki, zaskoczenia. Nie wiem czy jak reklamuje ten tytuł wydawca tej jesieni będzie liczył się tylko „Kasztanowy ludzik” ale z pewnością ta pozycja ma szanse namieszać na rynku wydawniczym i zając wysoką pozycję na liście najciekawszych powieści 2019 roku. Zdecydowanie POLECAM.    

Tytuł: „Kasztanowy ludzik” blurppp poleca

Autor: Soren Sveistrup

Rok wydania: 2019

Stron: 558

Cena okładkowa: 44,99 zł

Wydawca: Wydawnictwo W.A.B

Książkę otrzymałam od wydawcy

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl