Przepisy Wino i destylaty

Słodkie bułeczki z jeżynami a do tego Ricci Curbastro Franciacorta Demi Sec

Napisał Blurppp

No i są wakacje, przyszły wraz z zapachem lip. I choć dla mnie, dorosłego człowieka, ojca dziecka które już dawno ukończyło edukacje szkolną, nic to nie zmienia, to jednak jakoś podświadomie poprawia mi humor. Przywołuje też wspomnienia. I o dziwo te wspomnienie bardziej pachną niż wyglądają. Może dlatego, że moje wakacje nie obfitowały w spektakularne widoki,  jedynie równiny Lubuskiego, za to pełne były zapachów, zapachów jakich nie oferował rok szkolny.

Pamiętam jak dziś te wszystkie rozdania świadectw na sali gimnastycznej, potem przejście korytarzem koło szatni, a zapach tam ogólnie mówiąc odległy był od świeżego. Potem nieporównywalne do niczego tony rozgrzanego asfaltu, wreszcie zatęchły zapach przedziałów pociągu dalekobieżnego. By finalnie trafić na spokojna wieś obsadzoną lipami. I nagle po tych wszystkim bardzo miejskich zapachach trafiał do mnie miodowy, słodki powiew kwitnących lip, i wtedy docierało do mnie, że jest już lato, że jest laba i swoboda, że są wakacje. Potem były sianokosy, żniwa, grzybobrania, spacery po lesie a wszystko to pachniało w jedyny, niepowtarzalny sposób.

Do tych zapachów dochodził zapach owocowych i warzywnych przetworów powstających w kuchni, no i oczywiście aromaty co sobotę pieczonych placków z owocami sezonowymi. Aż któregoś dnia wiatr przynosił pierwszy raz zapach dymu z palonych ziemniaczanych łętów. A to znaczyło, że nadchodzi jesień, że wakacje stają się wspomnieniem, że pora wracać do codzienności.  

Myślę, że to wtedy zacząłem zwracać uwagę nie tylko na to co widzę ale i na to jak pachnie świat wokoło. I dziś z moimi wspomnieniami jest trochę tak jak opisała to Agnieszka Osiecka w znakomicie zaśpiewanym przez Edytę Gepert „Sopockim Bolerze” – „i lasem pachniał gin”. W praktyce to oznacza, że z mojej pierwszej wizyty w Chorwacji najbardziej w pamięci utkwił mi nie widok lazurowego Adriatyku a zapach rozmarynu rosnącego wokół hotelu. Z Maroka zaś pamiętam wlatujący przez uchylone okno aromat zagajników tujowych otaczających As Sawire. Kiedy na Istrii zbliżaliśmy się do słynnego antycznego teatru w Puli zrobiłem się głodny. Otaczający ruiny żywopłot z wawrzynu szlachetnego (to z niego powstają liście laurowe) pachniał tak intensywnie, że myślałem, iż w środku coś gotują.

A czy wy nie macie takich węchowych wspomnień, miejsc których wyglądu nie pamiętacie, ale pamiętacie ich zapach. Jakiejś zagubionej w wąskiej uliczce kafejki, niepozornej ale emitującej tak silny zapach świeżo parzonej kawy, że nie da się tego zapomnieć. Albo zapach różanego ogrodu babci, a może powiew niezapominajek gdzieś tam daleko.  Dziś kiedy obrazy uwiecznia za nas aparat fotograficzny, kiedy dźwięki można uchwycić choćby telefonem wrażenia węchowe wciąż pozostają niemożliwymi do zarejestrowania.

Dlatego warto świat nie tylko oglądać ale i wąchać. Zapach dojrzałej soczystej brzoskwini, niepowtarzalne nuty i tony egzotycznego dania, zapach morza o poranku czy ulotny aromat ochlapanych kamieni przy rwącym górskim potoku. Podczas tych wakacji skupmy się właśnie na nich, na tych małych kroplach przyjemności trafiających do nas przez nos. Jakże ważnych dla klimatu i atmosfery miejsca, a równocześnie jakże często przez nas bagatelizowanych.

Takie wakacyjne odbieranie odwiedzanych miejsc nosem to też znakomity trening sensoryczny. Jego skutki na długo pozostaną w waszych głowach, a to bardzo ważne choćby przy degustacji wina.Pozwoli wyodrębnić poszczególne składowe bukiety, zinterpretować, odnaleźć skojarzenia a w efekcie zinterpretować samo wino i je opisać.

Jak już wspomniałem zapach intensyfikuje wspomnienia. Jednym z moich wakacyjnych zapachów, które rozpoznam zawsze i wszędzie jest zapach ciasta drożdżowego. Tego dopiero co rozczynionego, pełnego mleka, mąki i specyficznego zapachu drożdży, potem tego już wyrośniętego z delikatnym powiewem alkoholu. I wreszcie słodki zapach ciasta już pieczonego, a gdy jeszcze dodamy mu aromaty owoców to wiem, że lato jest w rozkwicie. I właśnie dziś przepis na takie letnie wypieki czyli bułeczki z jeżynami. Kiedyś te pyszne leśne owoce pojawiały się dopiero w sierpniu, dziś kiedy się je konserwuje można się nimi cieszyć cały rok.  To też początek lata świętuje właśnie nimi.

Nim sam przepis jeszcze jedna ważna informacja.Ten wpis kończy mój pierwszy sezon współpracy z marką Leśne Skarby. Przy tej okazji wspólnie z Leśnymi Skarbami życzymy wam wielu wrażeń, nie tylko węchowych, na nadchodzące wakacje. Podróżujcie, poznawajcie, odpoczywajcie, cieszcie się widokami, dźwiękami, smakiem i zapachem. Cieszcie się dobrą rozmową i uciechami stołu, gdziekolwiek będziecie. Czy drugi sezon mojej współpracy z Leśnymi Skarbami nastąpi to póki co niech zostanie niespodzianką, natomiast zdradzę jedynie, że warto sprawdzać regularnie mojego bloga, bo może się okazać że wracamy wspólnie w sierpniu cali na żółto. Stay Tuned.

Drożdżówki z jeżynami

Danie jest wariacjami na temat jagodzianek, a te już wam kiedyś przedstawiałem. Do tego mam wrażenie, że w sezonie jagodzianki będą wszędzie. To też my pójdziemy w odrobinę inna stronę, w inny smak i inne aromaty, tylko poziom pyszności będzie ten sam.

Składniki

  • 3 szklanki mąki pszennej (najlepiej tortowej)
  • 180 ml letniego mleka
  • 150 g masła
  • 7 jajek
  • 75 gram świeżych drożdży
  • 6 łyżek cukru
  • 2 łyżeczki oleju
  • 1 opakowanie cukru waniliowego (może być wanilinowy)
  • 0,5 łyżeczki soli
  • 2 łyżeczki spirytusu

Dodatkowo

  • 1 puszka jeżyn w syropie Leśne Skarby

Przygotowanie

  1. Do sporej miski wsypać mąkę, dodać 6 oddzielonych żółtek, olej, spirytus, roztopione i ostudzone masło i sól.
  2. W osobnym naczyniu drożdżową mamkę. Do letniego mleka dodać drożdże oraz cukier. Wymieszać i pozostawić na 2-3 minuty.
  3. Mamkę dodajemy do pozostałych składników i mieszamy do uzyskania jednolitej masy.
  4. Przykrywamy i odkładamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
  5. W czasie gdy ciasto rośnie wylać owoce na sitko i pozostawić do odcieknięcia.
  6. Syrop wypić, jest pyszny, zawsze wam o tym przypominam przy okazji przepisów z owocami w syropie Leśne Skarby lub dodać do butelki/dzbanka wody mineralnej, i wtedy macie smaczny napój
  7. Kiedy ciasto potroi swoją objętość dzielimy na części i formujemy krążki średnicy około 12 cm i grubości około 1 centymetra.
  8. Następnie nadać krążkom ciasta kształt talerzy na zupę, z dość wysokim 2 centymetrowym, szerokim na kolejne 2 centymetry rantem.
  9. Powstałą w środku przestrzeń wypełniamy obficie odsączonymi jeżynami delikatnie zmieszanymi z łyżką cukru.
  10. Wkładamy do zimnego piekarnika i pieczemy około 25 minut w temperaturze 180 stopni.
  11. Podajemy oprószone cukrem pudrem.

Domowe bułeczki najlepiej smakują na łonie natury, to też śmiało można zabrać je do piknikowego koszyka, albo po prostu na wycieczkę.

Ricci Curbastro Franciacorta Demi Sec

Franciacorta to wino często nazywane włoskim szampanem, i choć wielu winnych purystów na te porównania się oburza to trudno się pewnych podobieństw nie doszukać. Oba wina powstają tak zwaną metodą tradycyjną czyli powtórna fermentacja odbywa się w butelce, inaczej niż w prosecco. Do tego oba wina powstają z tych samych szczepów czyli z chardonnay i dwóch pinotów białego i czarnego (noir i blanc). W wypadku obu win przywiązuje się też uwagę do starzenia win bazowych w beczkach i długotrwałego dojrzewania na osadzie.  

Z tym, że w przeciwieństwie do wielowiekowej historii szampana Franciacorta nie skończyła jeszcze 60 lat. Pierwsze wino musujące powstające metodą szampańską w okolicach miasteczka Brescia położonym o 70 km na wschód od Mediolanu zabutelkowano dopiero w 1961 roku. To też styl tego wina musującego wciąż się kształtuje. Większość produkcji to wina wytrawne, ale powstają też wina półwytrawne, półsłodkie  i słodkie. Szampan w wersji półsłodkiej nie występuje. Do tego widełki cukru resztkowego dla obu win są różne. W wypadku szampana przy przekroczeniu 50 gramów na litr mówimy o winie słodkim. Tymczasem Franciacorta majaca 51 gramów cukru będzie wciąż demi sec czyli półwytrawna, choć ja bym ją określił winem z pogranicza półsłodkiego a słodkiego.

I właśnie tyle, 51 gramów cukru ma Ricci Curbastro Franciacorta Demi Sec. I to w naszym wypadku spora zaleta, bo będziemy podawali ją ze słodkimi drożdżowymi bułeczkami. I wszystko będzie się zgadzać, bo wino ma w nosie prócz wyrazistych tonów kwiatowych i owoców tropikalnych sporo tonów piekarskich, chlebowych, lekko drożdżowych, co nie powinno dziwić, gdyż dojrzewało ono przez 28 miesięcy na osadzie drożdżowym.  W ustach miękkie, wyraziście owocowe, soczyste, słodkawe ale i z nieźle zaznaczoną kwasowością zdolną zbalansować spory cukier resztkowy. Dzięki czemu nie jest mdłe, a równocześnie dobrze współgra ze słodyczą ciasta. Bąble są drobniutkie, trwałe i dodają winu dodatkowej jakże potrzebnej w upalne popołudnia rześkości. I właśnie tym winem wznosimy wspólnie z Leśnymi Skarbami toast za wasze udane wakacje.  

Po wino kieruję was do firmy Kasol 

Wpis powstał przy współpracy z marką Leśne Skarby

  

 

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl