Wino i destylaty

Raport z archipelagu EnoExpo 2018 i wizyta na wyspie TR

Napisał Blurppp

Targi EnoExpo 2018 wymykają się jednoznacznej ocenie. Z jednej strony mniejsze niż zazwyczaj. O czym boleśnie przypominała rozpięta w końcu hali kurtyna, mająca sprawić wrażenie że obiekt jest mniejszy. Z drugiej bardzo interesujące pod względem prezentowanych win. Wszystko za sprawą widocznej już na pierwszy rzut oka zmianie struktury wystawców. Choć proces widoczny był od lat, to tegoroczna edycja ukazała to w sposób niezwykle jasny. Krakowskie targi wina zaczynają być zdominowane przez stoiska organizacji a nie pojedynczych producentów czy importerów.

Właściwie pierwszy rzut oka na mapkę sytuacyjną hali Enoexpo 2018 pokazywał, że w skład targowego archipelagu wchodzi gigantyczna wyspa producentów z Włoch skupionych pod auspicjami Włoskiej Agencji Handlowej (ITA). Obok niej funkcjonują duże wyspy Niemieckiego Instytutu Wina, tematyczne stoisko Katalonii, wyspa Wina Gruzińskiego, spora wyspa Iberia Products z ofertą portugalską. Do tego kilkanaście małych wysepek importerów i producentów. Wizualnie w oczy rzucały się reprezentująca Polskę Winnica Turnau i usytuowane prawie naprzeciwko stoisko słoweńskiego Puklavec & Friends.

Cała reszta, w tym niestety mini archipelag polskich producentów zdawały się być zepchnięte w kąty, rozstawione pod ścianami i ogólnie jakieś szare i z nielicznymi wyjątkami nie przyciągające większej uwagi publiczności. Sporo w tym winy samych wystawców, którzy tnąc koszty pokazali się na bardzo nieciekawych, źle oświetlonych, pozbawionych jakichkolwiek elementów charakterystycznych stoiskach. Nawet tacy giganci jak Jacob’s Creek dali się zamknąć w liczącej pewnie mniej niż 4 metry kwadratowe niczym się nie wyróżniającej klitce. Nie inaczej zrobił morawski gigant – Lahofer. Szkoda.

Jasno przełożyło się to na frekwencję przy stoiskach. To ci duzi cieszyli się największym zainteresowaniem publiczności, niestety niezbyt licznej. To co było dobrym dla mnie, czyli brak tłoku i bardzo łatwy dostęp do nawet najpopularniejszych producentów z pewnością martwił wystawców. Odwiedzających było wyraźnie mniej niż w roku poprzednim.

Zostawmy jednak kwestie organizacyjno-techniczne i spójrzmy na poziom samych win. A ten okazał się relatywnie wysoki. Jasne nie było producentów, których same nazwy przyspieszają tętno tak  winnych kupców jak i winomaniaków. Było za to bardzo wielu solidnych, choć mniej znanych producentów ze średniej półki. Mówiąc inaczej producentów win dla zwykłego człowieka, który chce napić się wina nie rujnując przy tym portfela.

Znakomicie, co właściwie jest już tradycją i na Enoexpo2018  świetnie wypadli producenci pokazani na stanowisku Niemieckiego Instytutu Wina. Ciekawych etykiet było tam tak wiele, że wizycie na stoisku od patronatem DWI poświęcę osobny wpis.

Z kolei jeżeli chodzi o stoisko włoskie, to tu było najwięcej zaskoczeń in plus. Aby je wszystkie wymienić znów będzie konieczny osobny wpis. Żeby was zachęcić powiem tylko, o świetnej organicznej Apulii (spontaniczna fermentacja, szacunek dla natury, lekkie zwiewne wina – słowem bardzo daleko od stereotypu primitivo).

EnoExpo 2018

Wreszcie stoisko producentów z Katalonii. A tam to wszystko czego można się było spodziewać jak choćby mocarne czerwienie z Prioratu czy esencjonalne, ale i lekkie cavy we wszystkich stylach. Ale to nie one były prawdziwą gwiazdą stoiska. Tym co u Katalończyków robiło największe wrażenie to zdecydowanie były odmianowe wina z xarel-lo. Ale to kolejny materiał na osobny wpis inspirowany EnoExpo 2018.

Dobrze wypadli na Enoexpo 2018 też Gruzini, szczególnie ci prezentujący etykiety powstające tradycyjną metodą czyli w Kwewri. Wina utrzymały poziom i stylistykę do jakiego już przywykliśmy. Nie było niczego co przyspieszało bicie serca i sprawiło, że w głowie blogera słowa same układają się w zdania, to też tu osobnego wpisu nie będzie.

Sporo przyjemności dała mi wizyta na wspomnianym już stoisku Iberia Products. Szczególnie miło wspominam degustację win od Soalheiro. Niebawem powinniście przeczytać o jego bielach. Podobnie jak i relacje z dwóch ważnych degustacji jednej poświęconej niemieckim winom musującym i drugiej prezentującej najlepsze wina wyłonione w konkursie International Rose Championship.

TR z Tokaju na EnoExpo 2018

Dziś jednak będzie o jednaj z tych malutkich wysp, gdzie prądy niosące publiczność Enoexpo 2018 rzadko docierały. Na wyspie były tylko trzy etykiety za to dwie w dwóch rocznikach. To też zdegustowanie całości nie zabierało dużo czasu. Poznajcie więc portfolio mieszkańców wyspy TR. Pod ta dwuliterową nazwą  kryje się trójka, działających od 2012 roku, młodych entuzjastów ze wsi Tallya w regionie Tokaju.

Dysponują kilkoma (3,5) hektarami trzydziestoletnich krzewów w siedlisku Palota – i w miażdżącej większości jest to furmint. Swoje pierwsze wina wypuścili w roku 2013. Były to odmianowy furmint oraz sprzedawany pod nazwą TR Edes robiony na słodko kupaż 90% furmintu i 10% harslevelu. W roku ubiegłym i poprzednich ponowili dokładnie te same wina. Przyjrzyjmy się im bliżej.

TR Furmint 2016

Nos bardzo aromatyczny, cytrusowy , ale też o wyraźnym tonie kwiatowym i delikatnej nucie kamiennej. W ustach czuć że choć jest to wino wytrawne, nie jest to bone dry. Cukru resztkowego jest tu aż 8,1 g ale i kwasu jest sporo. Nadaje to całości świetny balans. Wino jest skoncentrowane i kremowe (35% procent wina dojrzewało w używanych 500 litrowych beczkach z dębu zemplińskiego), ale tony maślane raczej nie występują za to jest ładny cytrusowy owoc i bardzo przyjemna goryczka świeżo startej skórki cytrynowej. Bardzo udane wino o zdecydowanie gastronomicznym charakterze. (4,5/6)

TR Furmint 2017

W nosie więcej skórki cytrynowej, i jak by świeżej. W ustach czuć mniej słodyczy przy odczuwalnie tym samym kwasie, co nadaje winu więcej sprężystości. Wino jest jakby jaśniejsze, bardziej zwiewne i to przy całej swoje koncentracji i podkręconej beczką teksturze. Jest też zdecydowanie więcej ciała, za czym pewnie stoi wysoki jak na biel, aż 14 procentowy alkohol. Oba wina bardzo się różnią co pokazuje jak ważnym dla entuzjastów z TR jest by to natura decydowała o smaku ich win. (4,75/6)

TR Edes 2016  

Tu jak wspomniałem mamy do czynienia z kupażem wielkiej dwójki z Tokaju, z tym że aż 90% stanowi furmint. Są kraje gdzie przy takiej przewadze jednego ze szczepów można by nazwać wino odmianowym. Tu też część wina dojrzewała w dębinie. Nos bardzo intensywny a 10% harslevelu zostawiło tu swój ślad dodając do typowych nut furminta z późnego zbioru (pigwa, brzoskwinia, tony kwiatowe) wyraźne nuty herbaty lipowej i miodu. W ustach czysty, szlachetny dojrzały słodki owoc. Słodycz choć wyraźna jest mocno kontrowana przez wyrazista kwasowość. Zaś całości charakteru dodaje zaskakująca goryczka bardzo podobna do tej z wytrawnego furmina tylko intensywniejsza. Widać taki był rok. Dzięki niej wino świetnie się sprawdzi nie do deserów, ale do pikantnych dań kuchni orientalnej. (4,25/6)

TR Edes 2017  

Pomimo tej samej metody winifikacji dokładnie takiego samego składu kupażu wino jest odmienne, bardziej podchodzące pod wino czysto deserowe. Nos jest słodszy, podobnie jak i samo wino z którego zniknęła goryczka. Cukru jest tu więcej, a kwasowość zdaje się być niższa. Wyższy poziom słodyczy zdaje się też podbijać owocowość. Wino raczej pod sałatkę owocową i placek z jasnymi owocami niż do curry z krewetkami. Co nie zmienia faktu, że w zimną listopadową noc chętnie bym wysączył kieliszek. (4,75/6)

TR Szamorodni 2014

I jeszcze to na co miłośnicy win tokajskich czekają najbardziej czyli półlitrowa butelka. Tym razem nie aszu a szamorodni. Znów ten sam kupaż co w wypadku serii Edes. Oczywiście wino po spontanicznej fermentacji dojrzewało w dębie, w tym wypadku przez 18 miesięcy. W efekcie powstało pachnące galaretka pigwową, miodem, nektarem brzoskwiniowym i dżemem gruszkowym cudeńko, w ustach jedynie 126 gramów cukru, co jak na te klasą nie jest wynikiem powalającym ale wystarczającym, zwłaszcza gdy połączy się to z 8,2 grama fajnej cytrynowej kwasowości. Owoc w ustach wyrazisty czysty, wino jest gęste, oleiste, i zrobione z kulturą. Fajny średniak w swojej klasie. Na rynku lokalnym kosztuje 6250 forint czyli 82 zł. Kupiłbym. (4,75/6)

Chłopaki z TR szukają w Polsce solidnego partnera, to też zdecydowanie polecam ich uwadze jakiegoś mikroimportera. Jako, że tworzą jedynie około 7000 butelek rocznie ich wina są dopieszczone a etykiety same przyciągają klienta. Te wina powinny trafić na nasz rynek.

Jak widzicie targi Enoexpo 2018 były dla mnie źródłem wielu odkryć i inspiracji. To też w najbliższym czasie będzie sporo materiału na ten temat.

W targach Enoexpo 2018 uczestniczyłem na zaproszenie organizatorów.

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl