Wino i destylaty

Odpowiadam Tomowi Cydrolotowi

Napisał Blurppp

Wczoraj na stronach Winicjatywy miała miejsce bardzo interesująca dyskusja o polskim winie. Szczególnie zaintrygowała mnie wypowiedź Toma Cydrolota. Osoby powszechnie szanowanej i robiącej bardzo dużo dla polskiego cydru. Chcę mu odpowiedzieć, a że odpowiedź będzie dłuższa to zdecydowałem się na pełen wpis na ten temat.

Szanowny Tomku

Z wielką uwagą przeczytałem twój komentarza na stronie Winicjatywy i niestety przynajmniej w trzech kwestiach nie mogę się z tobą zgodzić. Pierwsza z nich dotyczy szacunku dla pracy naszych winiarzy. Ująłeś sto w następujący sposób:

„Chyba wszyscy wiemy, ile pracy wymaga stworzenie wina, jak z trudnymi warunkami zmagają się nasi winiarze, jaka jest skala produkcji, czy ograniczenia formalne. I pamiętamy, że jeszcze kilka lat temu większość z nas w ogóle niewiele wiedziała o polskim winie, a jeszcze mniej osób liczyło, że z tego „eksperymentu” może coś wyjść. A wychodzi i to coraz lepiej. I za to właśnie należy się naszym winiarzom szczególny szacunek i wsparcie z naszej, jako konsumentów, strony i waszej – ludzi o winie piszących”  

Pozwól, że nim ci odpowiem przytoczą pewne zdarzenie którego przed laty byłem świadkiem i które zrobiło na mnie wielkie wrażenie. Rzecz działa się przed kilkoma laty w Krakowie. Jest początek grudnia, z Kopalni Soli w Wieliczce wychodzi około 50 osobowa grupa licealistów. Połowa tej grupy to młodzi Norwedzy, druga połowa ich polscy koledzy. W grupie norweskiej jest chłopak na wózku inwalidzkim. Koledzy znoszą go po schodach z troska i czułością. Po chwili zauważają, że w czasie kiedy zwiedzali napadało około 10 centymetrów śniegu. Rozpoczyna się zabawa, obrzucanie kulkami i nacieranie. Chłopak na wózku zostaje zrzucony z „pojazdu” i natarty śniegiem jak każdy. Polscy nauczyciele reagują z paniką, przecież ktoś krzywdzi chore dziecko. Reakcja norweskich opiekunów jest bezcenna. Pada znamienne zdanie.

„Jeżeli maja się zintegrować a chłopak ma sobie dać radę w normalnym życiu to nie można mówić o taryfie ulgowej. Oni traktują go jak każdego innego, nacierają śniegiem innych, to natrą i jego. On przecież nie jest gorszy od nich”

Przytaczam ta sytuację bo dziś podobnie trzeba myśleć o polskim winiarstwie. Jasne, polscy producenci zasługują na szacunek, zasługują na wsparcie, zwłaszcza w sprawie lobbowania na rzecz zmiany prawa na ich korzyść, ale traktowanie ich ulgowo było by zwykłą obrazą. Ich wina sprzedają się na tyle dobrze, że część z nich przy milczeniu reszty środowiska podnosi ceny o 100%. (Tak, o takich działaniach rynek tez pamięta). Dziś polskie wino musi konkurować o portfele klientów z winami z całego świata. W tym z winami z Moraw, często z rzemieślniczymi winami z Moraw, z winami od producentów dysponujących winogradami o areale poniżej 1 hektara. Muszą też konkurować z winami z Lidla, Biedronki czy małego importu. Konsumpcja jest na stałym poziomie, każda sprzedana butelka polskiego wina to jedna butelka mniej w innych kanałach dystrybucji. Dlatego w mojej ocenie najlepszym i najbardziej motywującym dla polskich winiarzy będzie jeżeli zaczniemy ich traktować poważnie, to znaczy bez taryfy ulgowej.

Druga kwestia to „przyjaźń” z z producentem. Tomku piszesz tak

„Jest też „naszym” winiarzem, może być naszym przyjacielem (czy będziesz mieć za przyjaciela managera przemysłowego zakładu winiarskiego?)”   

Jako bloger czyli ktoś czasami nazywany „dziennikarzem obywatelskim” uważam, że przyjaźń z dostawcą produktów które oceniasz jest niezdrowa. Nie ma przy tym znaczenia czy mówimy o szefie marketingu sieci handlowej, kimś z agencji PR, małym importerze czy producencie. Podręczniki dziennikarskie w rozdziałach poświęconych etyce bardzo często wspominają postać Bena Bradlee, długoletniego redaktora naczelnego „Washington Post”, człowieka który zdecydował o publikacji materiałów które potem nazwano aferą Watergate. Kiedy w 1991 roku, po 23 latach spędzonych na fotelu naczelnego co uważa za swój największy sukces odparł:

„Fakt że nigdy nie byłem w Białym Domu i żadnego ze znaczących polityków nie znam osobiście. W ten sposób łatwo było mi ich oceniać.”

Myślę w ten sam sposób, marzą mi się dziennikarze którzy nie przyjaźnią się z politykami, którzy oceniają ich działalność bez jakichkolwiek sympatii czy antypatii osobistych. Marzą mi się blogerzy oceniający wino bez myślenia o tym czy lubią produkującego to wino pana XYZ.  Dlatego ja sam raczej z producentami nie będę się przyjaźnił, choć oczywiście wielu z nich szanuję.

Po trzecie wreszcie, piszesz:

„I błagam, nie róbcie już tych porównań naszego wina do oferty masowych marketów.”

A ja się pytam dlaczego? Czy winnice Turnau czy Srebrna Góra to już nie są profesjonalne, nastawione na dochód agro przedsiębiorstwa? Czy nie mamy do czynienia z pełna profesjonalizacja i to na każdym etapie, od winogradu, przez produkcje aż po marketing i sprzedaż? Znam mniejsze winnice, dysponujące mniejszym kapitałem a położone w „starych winnych krajach”. Chyba że chcesz abyśmy już zaczęli dzielić polskie winiarstwo na to „profesjonalne” i to „szalone”. Tak czy siak bez względu czy na etykiecie w rubryce kraj pochodzenia figuruje Polska, Włochy czy Hiszpania wino zawsze kosztuje, musze na nie wydać swój ciężko zarobiony grosz i dlatego nie ma sentymentów. Polskie wino musi sobie radzić. Ja mogę mu pomóc, mogę o nim informować, mogę lobbować na rzecz liberalizacji czy wręcz kompletnej zmiany prawa. Nie będę natomiast patrzył na to wino przez palce, przez sentyment, przez legendę, przez fakt, że polskie.

Pozdrawiam i sukcesów życzę tym bardziej, ze wszystko co tu napisałem odnosi się również do polskich cydrów, tych rzemieślniczych również.

Irek Wis

Artykuł pod którym toczy sie dyskusja:

Historyczny Pierwszy Panel Polskich Win Różowych!

 

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl