Wino i destylaty

Nie święci sushi lepią czyli kurs

Napisał Blurppp

Kiedy otrzymałem propozycję skorzystania z jednej z atrakcji oferowanych w ramach Prezentu Marzeń poprosiłem o dzień na zapoznanie się z katalogiem. Jako, że katalog jest więcej niż szeroki dla wygody użytkowników podzielono go na kategorie wg uczestników. Kliknąłem w prezenty przygotowane dla facetów a tam jazda off road, przejazd Austin Martinem DB9 (na torze) czy skok na spadochronie. Chyba mam w sobie mało testosteronu bo jakoś serce mi szybciej nie zabiło. Za to jak zobaczyłem kurs sushi od razu wiedziałem, że z propozycji skorzystam.

Niestety choć kurs jest organizowany w czterech miastach, to na liście brak Krakowa. Najbliżej są Katowice, i na nie się zdecydowałem. Po kilku dniach otrzymują voucher zapakowany w gustowne metalowe pudełko, taki sam jakie kupicie na stronie internetowej. Potem kilka spraw organizacyjnych, uzgodnienie szczegółów uczestnictwa zabrało raptem 5 minut i ograniczyło się do wypełnienia krótkiego formularza i jednego telefonu do Sushi Narada – gdzie odbywają się szkolenia – i wybranie terminu, no i po formalnościach. W tej lokacji szkolenia odbywają się raz w miesiącu, zawsze w pierwszy poniedziałek miesiąca. Z wyborem terminu nie trzeba się spieszyć, bo voucher ważny jest przez dwa lata.

Szkolenie w którym brałem udział odbyło się 3 czerwca, a prowadzącym był znany na Śląsku Sushi Master Michał (prosił o nie upublicznianie nazwiska). Jak większość kulinarnych szkoleń, zaczęło się od 15 minutowego wstępu teoretycznego, którego głównym tematem był ryż. Prowadzący opowiadał o jego gatunkach, metodach gotowania i przygotowaniu zalewy. Omówiliśmy też najpopularniejsze składniki rolek, skupiając się nie tyle na rybach i owocach morza co na marynowanych i świeżych warzywach i dodatkach.

Potem już tylko zajęcia praktyczne. Przed każdym z uczestników stanęła deska do krojenia, ostry jak brzytwa nóż i oczywiście mata do zawijania. Do tego składniki, w tym już ugotowany i zamacerowany ryż, marynowane warzywa, ogórek, majonez, serek Filadelfia i oczywiście imbir z nieodłącznym wasabi.

Nim zaczniemy zawijać, trzeba przygotować składniki. Na pierwszy ogień idzie poczciwy zielony ogórek. Uczymy się techniki filetowania ogórka przez rolowanie na ostrzu noża. Łatwo nie jest, ale po kilku próbach się udaje. Kto tę technikę opanuje, już zawsze i wszędzie będzie robił wrażenie na współgotujących, tak że warto. Teraz siekanie w „żulietke”, noże śmigają po deskach. Instruktor sprawdza ułożenie palców, ruchy noża i nagle okazuje się, że nie jest to takie trudne, choć by robić to perfekcyjnie trzeba będzie sporo poćwiczyć.

Kiedy wszystkie składniki (prócz ryb, te wciąż czekają w lodowce, jest piekielnie gorąco) są przygotowane zaczynamy naukę oklejania płatka glonów ryżem. I znów nie jest łatwo, ryż klei się nie tylko do arkuszy nori ale i do palców. Znów widać, ze wymaga to wprawy i trzeba ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Jeszcze wybrany składnik, jeden bo ma powstać podstawowe maki czyli rolka jednoskładnikowa. Najłatwiejsza w przygotowaniu i podobno najpopularniejsza. Wreszcie zaczynamy kręcenie. Trzeba delikatnie, by ryż się nie ubił (nie stal się betonowy, jak mawia mistrz Michał), a przy tym na tyle mocno, by wszystko nabrało owalnej formy i trzymało się razem. Idzie nieźle, okazuje się że to łatwiejsze niż się obawiałem. I maki prawie gotowe, jeszcze tylko pociąć na krążki. Kiedy my tniemy prowadzący opowiada o nożach, jak wybrać, jak o nie dbać.

Kiedy pierwsze z sushi jest gotowa, zaczynamy zajadać. Instruktor w tym czasie opowiada o kontekście kulturowym, jak potrawa z Japonii przez Kalifornię trafiła do Europy. Dowiadujemy się też jakie są różnice pomiędzy oryginalnymi japońskimi zestawami a tym co jadamy w USA czy Europie. Czyli co to California Sushi.

W dalszej części szkolenia poznamy sekrety powstawania futo-maki czyli rolek wieloskładnikowych i popularnych ura-maki czyi rolek odwróconych – tych gdzie ryż jest na wierzchu. Nie zabraknie pokazu krojenia ryby do nigiri, a potem formowania plastrów by opinały ryż.  Podczas gawęd towarzyszących zjadaniu efektów naszej pracy dowiedzieliśmy się też sporo o bardzo ostatnio modnych chirashi czy poke bowls. Było też o uwielbianych nie tylko przez dzieci słodkich, deserowych rolkach.  Słowem jak na 4 godzinne szkolenie wiedzy było więcej niż wystarczająco.

Oczywiście nie było to szkolenie pozwalające zdobyć umiejętności wystarczające na przygodę z gastronomią, ale i nie taki był jego cel. Szkoleni było adresowane dla osób lubiących zabawę w kuchni i jego czas trwania, zawartość merytoryczna i ćwiczenia praktyczne były dostosowane właśnie pod ten poziom. Jedyne do czego bym się odrobinę doczepił, to zabrakło mi kilku zdań na temat doboru win do sushi.

Sushi Master Michał i niżej podpisany

Przede wszystkim był to jednak fajnie spędzony czas, czysta przyjemność robienia czegoś co się lubi, do tego w towarzystwie osób o podobnych zainteresowaniach. Słowem frajda, a czy nie o to chodzi w prezencie, żeby zrobić komuś frajdę. Powiem szczerze, nigdy nie byłem szczególnie przekonany do „niematerialnych” prezentów. Zawsze sądziłem, że prezent to ma być coś namacalnego, coś co będzie się obdarowanemu zawsze kojarzyło z ofiarodawcą. Po tym szkoleniu zmieniłem zdanie. Miałem okazję uczestniczyć w czymś co dało mi kupę zabawy a czego sam bym sobie w imię nie mądrze pojmowanej oszczędności nigdy nie kupił. I wiem, że teraz ilekroć będę robił w domu sushi, a będę często bo to fajne, będę myślał o tym w jakich okolicznościach i dzięki czemu udało mi się skręcić pierwszą rolkę.

To też namawiam i was, nie bójcie się niematerialnych prezentów, ważne jedynie by trafiały w gust obdarowanego. Nie wasz, nie bliskich czy przyjaciół a obdarowanego. Nie powinno to być trudne, przecież go znacie. To ma być fajne dla niego, nie fajne wg was.

No i  śmiało sięgajcie po produkty z oferty https://prezentmarzen.com/, to fajnie działa no i jest w czym wybierać.

Wpis powstał we współpracy z marką Prezent Marzeń

A to naprawdę zrobiłem sam! 

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl