Przepisy Wino i destylaty

Naleśniki po chłopsku w sosie kurkowym

Napisał Blurppp

Zapewne przez fakt, iż miałem to szczęście, że cały czas edukacji spędziłem w domu rodzinnym, nie musiałem jadać klasycznej studenckiej „bieda kuchni”. Co nie zmienia faktu, że  obserwując znajomych jadających choćby makaron z keczupem, nie raz byłem pełen podziwu dla ich kreatywności. Zawsze potrafili zrobić coś z niczego. Z czasem podobną umiejętność zauważyłem u swojej mamy, babci a  potem wraz z podróżami zacząłem to obserwować w innych tradycjach.

Zacząłem też wyszukiwać przejawów „bieda kuchni” z różnych stron świata. Bo przecież nic innego tak doskonale nie manifestuje kolegialnej mądrości pokoleń i praktycznego zrealizowania zasady „potrzeba motorem zmian”. Popatrzcie chociażby na  kuchnie chińską. Przy całej swojej złożoności i różnorodności większość dań z Państwa Środka ma dwa wspólne mianowniki: składniki pocięte są w malutkie kawałeczki, a proces obróbki cieplnej odbywa się szybko i w bardzo wysokiej temperaturze.

Myślicie, że to przypadek? Oczywiście że nie. Zwyczajnie od pokoleń Chińczycy, choć mieli wystarczająco dużo składników, to brakowało im opału, często musieli gotować na ogniu powstającym ze spalania cieniutkich gałązek i traw. Taki opał daje wysoki, bardzo gorący płomień, ale szybko gaśnie. Stąd krótkotrwałe smażenie w wysokiej temperaturze, a jedynie pocięte na malutkie kawałki mięso i warzywa przy takiej obróbce mają szansę  się usmażyć. Jak widać „bieda kuchnia” jest determinowana nie tylko przez składniki.

Naleśniki po chłopsku

Z kolei pizza – kolejny emblematyczny wręcz przykład „bieda kuchni” – to danie powstające właściwie z odpadów. Trochę ciasta chlebowego, pozostałość sosu pomidorowego z wczoraj i co tam było jeszcze dostępne, a to kawałek sera a to jakaś ryba czy kawałeczek wędliny i jest jedno z najpopularniejszych dań naszych czasów. Właściwie niczym pod względem funkcjonalnym nie różni się to od naszych pierogów. Nie bez powodu jest ich tyle rodzajów, a to z mięsem, a to z owocami, czy z kaszą. Słowem z tym co aktualnie było dostępne lub w nadmiarze.

Swoją „bieda kuchnie” ma właściwie każda z grup etnicznych i o dziwo bardzo często są to ich najsmaczniejsze a nie raz i określane mianem narodowych potrawy. Dziś próżno ich szukać w wielkomiejskich, modnych restauracjach, ale w dowolnym miejscu na świecie zajedźcie na parking dla kierowców wielkich ciężarówek czy odwiedźcie bar przy lokalnym bazarku, tam zawsze znajdziecie coś z „bieda kuchni”. W Grecji będzie to bułka (pita) z frytkami i tzatziki, w Hiszpanii tortilla de patatas, we Francji za takie danie można uznać grzanki w jajku ( czyli tosty francuskie) będące formą utylizacji czerstwego pieczywa.

Jak zauważyliście, tym co wszystkie te dani łączy to może nie wegański ale z pewnością niemalże jarski charakter. Wynika to z bardzo prostego powodu, przed czasem rolnictwa przemysłowego, w tym i hodowli przemysłowej mięso było składnikiem drogim i nie dla wszystkich dostępnym . Tylko nieliczne przykłady dań „bieda kuchni” wykorzystują podroby i elementy uznawane za te gorsze, jak słonina. Świetnie przerabiana przez Rusinów  (nie mylić z Rosjanami) na sało czyli peklowaną słoninę, dziś przez wielu uznawana za przysmak i zakąskę idealną.

Jak widać to właśnie „bieda kuchnia” ukształtowała obraz i potoczne opinie a czasami wręcz stereotypy o kuchniach wielu regionów. A skoro te dania wciąż są popularne, pomimo całkowitej zmiany warunków ekonomicznych, to oznacza, że bronią się smakiem. A przy tym wciąż pozostają tanie.  To też teraz kiedy nasze portfele i karty debetowe wciąż czują na sobie ciężar wakacyjnych wydatków, szkolnych wyprawek i zakupu cięższej garderoby warto sobie przypomnieć jakieś danie zasługujące na określenie „bieda kuchni”. Moją propozycją są  naleśniki po chłopsku w sosie kurkowym.

Naleśniki po chłopsku

Naleśniki po chłopsku w sosie kurkowym

Kto nie lubi ruskich pierogów? A z drugiej strony kto ma czas by spędzać cale godziny na klejeniu fantastycznych półkoli. Moja babcia nie miała, moja mama nie miała a dziś moja żona też nie ma. Zatem bazując na tym samym farszu robią z takim właśnie farszem naleśniki i nadają im kształt krokietów.  A później serwują z sosem kurkowym. Jest pysznie, tanio i szybko. Do tego danie świetnie sprawdza się na drugi dzień, to też warto zrobić trochę więcej sztuk.

Składniki (8 porcji)

Farsz

  • 1 kg półtłustego twarogu
  • 1 kg ziemniaków
  • 3 średnie cebule
  • 4 łyżki smalcu ( weganie mogą zastąpić olejem)
  • Opcjonalnie 100 gram słoniny
  • Sól i pieprz

Naleśniki

Każdy ma swój sprawdzony przepis na naleśniki, ale podam i swój na 32 grubsze naleśniki.

  • 5 szklanek mąki pszennej.
  • 5 jajek.
  • 5 szklanek mleka.
  • 5 szklanek wody (najlepiej gazowanej)
  • szczypta soli.
  • 4 łyżki masła lub oleju roślinnego – do smażenia

Sos

Przygotowanie

Farsz

  1. Ziemniaki obrać i ugotować, ostudzić.
  2. Cebulę posiekać w paseczki (półpiórka).
  3. Słoninę pociąć w kosteczkę i usmażyć na miękkie skwarki ( można ten etap pominąć i zastąpić smalcem lub olejem).
  4. Na rozgrzanym tłuszczu udusić cebulę aż zmięknie. Pozostawić do ostygnięcia.
  5. Zmielić ser, ziemniaki i cebule ze skwarkami.
  6. Wszystkie składniki wymieszać na jednolitą masę, doprawić solą i pieprzem.

Naleśnik

  1. Wszystkie składniki połączyć do uzyskania jednolitego, płynnego ciasta.
  2. Na patelni zwilżonej tłuszczem usmażyć około 32 naleśników.

Sos

  1. Oczyszczone i opłukane i wysuszone ręcznikiem papierowym kurki obsmażyć na tłuszczu
  2. Dodać 400 ml wody i dusić przez około 15 minut, w razie potrzeby dodać wody.
  3. Doprawiać i dodać śmietanę
  4. Zagęścić łyżką mąki rozmieszanej w połowie szklanki wody

Składanie dania

  1. Naleśniki i farsz składamy jak krokiety.
  2. Podajemy po 2/3 ma osobę, przed podaniem od góry obficie polewamy sosem.

Jak zauważyliście powinny wyjść 32 naleśniki, co przy 4 osobach daje 8 sztuk na osobę to też macie obiad na 2 dni. Jeżeli na drugi dzień zabrakłoby wam sosu, albo chcielibyście odmienić danie to mam dla was prostą sztuczkę. Po podgrzaniu nadetnijcie naleśniki od góry, tak by pokazał się farsz, a potem delikatnie oprószcie curry. Nowe zaskakujące smaki gwarantowane. Smacznego!

Cantina La Salute Manzoni Bianco 2017

Dobór wina do dania zawierającego tyle białka, a tego twaróg ma aż w nadmiarze nie jest łatwym. Dodatkowo mamy tu białko podkręcone tłuszczem ( przypomnijcie sobie na czym była smażona cebula do farszu). Takie zastawienia potrzebują kwasowości i tu z odsieczą przybywa mało w Polsce znany szczep manzoni bianco. Ten efekt krzyżówki rieslinga i pinot bianco odziedziczył po niemieckim ojcu charakterną kwasowość, i na niej oparłem parowanie.

Dodajmy do go jeszcze cechy charakterystyczne tej etykiety. A Cantina La Salute Manzoni Bianco 2017 ma bardzo sympatyczny pełen żółtych owoców i kwiatów nos, dobrą koncentrację i pewną gęstość w ustach oraz wspomnianą wyżej żywą, rześką kwasowość. Dzięki czemu wpasowuje się zarówno w farsz, jak i w (co ważniejsze) w sos kurkowy .  

Tym wpisem żegnam się z Leśnymi Skarbami na kilka tygodni, ale nie bójcie się wrócę. Namawiam też do stałego śledzenia fanpage Leśnych Skarbów ( tu link), tam niezmiennie będą się pojawiały kulinarne inspiracje.

Po wino kieruję was do firmy Kasol 

Wpis powstał przy współpracy z marką Leśne Skarby

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl