Fotografia Podróże

Na targu w Rissani

Dziś o cotygodniowym targu w Rissani, to chyba ciekawsze niż bagno pokazywane w TV. Na wojnie i w miłości wszystkie chwyty są dozwolone. W polityce też, ale.. To co się dzieje w działaniach „około politycznych „ od poniedziałku. Na myśli ma i emisję Solidarnych 2010 i „Po trupach do celu” w wykonaniu Figurskiego i Wojewódzkiego sprawiło że, na ten moment polityką jestem zmęczony. I jeżeli nie stanie się nic co podniesie mi adrenalinę raczej o polityce pisał nie będę. Wiosna , długi weekend, pewnie będzie grillowanie i jakaś wódeczka ze znajomymi, polityka mnie mierzić zaczyna. Dlatego zapraszam na opowieść z Maroka.

Dziś opowiem wam o souku w Rissani. Souk to coś w rodzaju naszego jarmarku, od bazaru różni się tym że odbywa się tylko raz w tygodniu, właśnie jak nasze jarmarki. Kiedyś w krajach północnej Afryki były głównym miejscem handlu, dziś często market a w miastach nawet hipermarket staje się miejscem zakupów. Większość miejsc na które trafia turysta, od Kairu po Marrakesz to już tylko cepelia dla turystów, z prawdziwymi soukami ma to coraz mniej wspólnego. Tym bardziej ucieszyłem się kiedy nieplanowanym zrządzeniem losu trafiłem do Rissani właśnie w dzień handlowy. Rissani to małe miasteczko na pograniczu Sahary i doliny Ziz. Okolice te są często miejscem wypasów prowadzonych przez marokańskich nomadów. To właśnie oni tłumnie przybywają co tydzień na zakupy. Nie mają jednak pieniędzy. Ich majątek stanowią stada owiec i kóz. Nim kupią herbatę, odzież, chemię, owoce, przyprawy sól i wszystko inne musza zdobyć pieniądze. Dlatego w godzinach porannych, najruchliwszym miejscem są zagrody, w których prowadzi się obrót żywym towarem. Większość sprzedanych zwierząt pójdzie na rzeź, większość ale nie wszystkie. Ostatnie lata były naprawdę suche, studnie wyschły. Koniecznym stała się likwidacja stad. Ostatni rok obfitował w deszcze, stada trzeba odbudować, dlatego bogatsi pasterze powiększają swoje stada.  Dlatego jagnięta czy koźlęta też zmieniają właścicieli. Hodowcy owiec w odróżnieniu od naszych rolników nie prowadzą osiadłego trybu życia. Są przecież nomadami, koczownikami. Nie mają więc ogrodów czy pól uprawnych. Wszystkie owoce czy warzywa muszą kupić. Samym mięsem żyć się nie da. Wszystkie płody rolne trzeba jednak kupić, podobnie jak ryby, przyprawy czy wyroby przemysłowe. Ponieważ jesteśmy prawie w Dolinie Ziz czyli najdłuższym gaju palmowym na naszej planecie nie może zabraknąć daktyli. Zapraszam na opowieść o targu w Rissani przekazaną w kilku zdjęciach.

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl