Wino i destylaty

Na słodko – agrest na ryżu, a w tle Prosecco

Napisał Blurppp

Ta opowieść ma kilka początków. Czasami po prostu tak jest, że pomysł przychodzi człowiekowi do głowy kilka razy w życiu. Trwa przez kilka godzin albo i dni gdzieś na poziomie świadomości, a potem spływa gdzieś w głębiny mózgu. Tam czeka na kolejny impuls, na kolejną szansę na realizację. Tak u mnie było z deserem ryżowo-owocowym.

Pierwszy raz ten pomysł przyszedł mi do głowy ponad 40 lat temu. Byłem wówczas uczniem niższych klas szkoły podstawowej i abonentem szkolnej stołówki. W sezonie letnim dość często daniem obiadowym był ryż z truskawkami. W praktyce oznaczało to rozgotowaną, kleistą papkę na która wylano przesłodzoną śmietanę z kilkoma kawałkami truskawek. O dziwo pamiętam, że jadłem bez przykrości, pewnie dlatego że było słodkie co dla ośmiolatka jest wystarczającą zachętą. Z racji na wiek i brak dostępu do składników – była połowa lat siedemdziesiątych – wówczas nie zrealizowałem pomysłu zrobienia z tego porządnego deseru.

Po raz drugi pomysł upomniał się o swoje na początku lat dziewięćdziesiątych. Lodówki sklepowe prawie z dnia na dzień przestały być szare, pojawiły się dziesiątki a może i setki kolorowych opakowań z różnymi mlecznymi deserami. Między nimi mleczny ryż z owocami, do tego fikuśnie zapakowany bo owoce były w innej części niż ryż. Słowem szał. Tyle tylko, że odjazdowemu jak na tamte czasy wyglądowi nie towarzyszył równie odjazdowy smak. Ryż okazał się utopioną w mleku breją, a owoce rozpuszczoną w czymś oleistym wieloowocową marmoladą. Znów miałem ochotę zrobić to lepiej, ale 22 latek ma w głowie inne rzeczy. Dziś żałuje, bo myślę, że własnoręcznie przygotowany przeze mnie ryż w sposób spektakularny mógłby ułatwić podboje sercowe, a to mnie wtedy głownie zajmowało.

Po raz trzeci pomysł o swoje zaczął się upominać na początku pierwszej dekady trzeciego milenium, czyli jakieś 15 lat temu. Sylwestra 2003/4 rodzinnie spędzaliśmy w Budapeszcie. Podczas jednego ze spacerów po słynnej Andrassy Utca trafiliśmy na lokal sushi. W Polsce suszarnie też już były obecne, ale ceny w nich mocno przekraczały moje ówczesne możliwości finansowe. Tymczasem te budapesztańskie zdawały się być całkiem OK. Był tylko jeden problem, moja wówczas 7 letnia córka definitywnie stwierdziła, że co jak co ale ona surowej ryby nie tknie. Z odsieczą podążyła nam ostatnia strona bogato ilustrowanego menu. Dzięki Bogu, że ilustrowanego bo niezrozumiałym japońskim nazwom towarzyszyły równie niezrozumiałe objaśnienia po węgiersku. Tak czy siak ostatnia strona pełna była wyżowych rolek dekorowanych owocami, tak świeżymi jak marynowanymi, a zamiast imbiru i wasabi był sos czekoladowy. Reszty zapewne się domyślacie. Po powrocie do Polski mieliśmy to powtórzyć, ale jakoś czasu brakło.

Kolejny raz pomysł powrócił wraz z kursem robienia sushi w którym całkiem niedawno miałem okazje wziąć udział (relacja jeszcze w tym tygodniu na blogu). Pośród różnych wariacji tej klasycznej japońskiej potrawy wspomniano również o sushi deserowym czyli na słodko. Zdradzono nam też kilka trików i sprawdzonych receptur. I to był ten ostateczny impuls by przygotować deser ryżowy.

Deserowo – agrest na ryżu

To lekki, nie bardzo słodki deser właściwie pozbawiony pustych kalorii, to też mogą się nim cieszyć również Ci, wykorzystujący ostatnie chwile na walkę z niepotrzebnymi fałdkami. Wszak akcja plaża AD 2019 już ruszyła.   

Składniki na 4 porcje

  • 150 gr ryżu, ja wybrałem jaśminowy
  • 1 puszka agrestu w lekkim syropie Leśne Skarby
  • 1 czerwona galaretka
  • szczypta cynamonu
  • laska wanilii lub łyżka cukru waniliowego
  • 30 gr białego wytrawnego wina (może być musujące, również Prosecco)
  • łyżka stołowa płatków migdałowych
  • 2 łyżki stołowe cukru
  • 1 łyżka masła
  • Świeża mięta do dekoracji

Przygotowanie

  1. Galaretkę zrobić na połowie zalecanej ilości wody. Po pełnym zastygnięciu pociąć w kostkę 1×1 cm.
  2. Ryż ugotować w wodzie z dodatkiem 2 łyżek cukru i laski wanilii/łyżki cukru waniliowego. Bez obaw, nieznaczna jego ilość wniknie w ziarna.
  3. Agrest odcedzić, kilka owoców pozostawić do dekoracji, resztę przełożyć do rondelka.
  4. Owoce zalać winem i gotować, aż wino są zredukuje. Następnie dodać masło i często mieszając smażyć do uzyskania jednolitej masy. Pod koniec dodać szczyptę cynamonu. Masa ma być kwaśnawo-korzenna.
  5. Na suchej patelni uprażyć migdały.

Składanie dania 

  1. Ciepły, ale nie gorący ryż włożyć do większej foremki do ciastek lub jajek sadzonych. Kształt foremki dowolny, najnudniejsze są okrągłe, najciekawsze te w kształcie gwiazd lub rozet.
  2. Poczekać aż ryz i pozostałe składniki całkowicie wystygną.
  3. Zdjąć foremkę upewniając się że ryż wystygł
  4. Od góry pokryć ryż masą agrestowo-winną na wysokość około 3-4 milimetrów.
  5. Następnie całość obłożyć prażonymi migdałami.
  6. W kilku miejscach udekorować kostkami galaretki, a pomiędzy włożyć listki mięty.

W wersji alternatywnej można owoce agrestu ułożyć na ryżu a nie obok gdzie umieszczamy migdały, jak ilustruje to powyższa fotografia. Tu forma do ryżu była okrągła. Zresztą zabawnym w tym przepisie jest również fakt, że każdy z gości może dostać deser w innym kształcie.  Warto też całość oprószyć cynamonem. 

Cantina La Salute Prosecco Frizzante DOC Treviso Extra Dry 2018

Cantina La Salute Prosecco Frizzante DOC Treviso Extra Dry 2018

Jako sparowane wino przebój lata ostatnich kilku sezonów czyli Prosecco. Na dodatek wino od sprawdzonego już producenta, tylko z nowszego rocznika. Poprzedni rocznik Prosecco od Cantina La Salute polecałem do karnawałowych szaleństw i dań z kapustą i grzybami, teraz natomiast polecam do nie bardzo słodkiego deseru z wyraźnie kwaskowo-owocową dominantą. I tak, nie ma w tym nic dziwnego, lekko słodkawe wina z wyraźną kwasowością i silnie owocowym charakterem można tak parować, i pod dania słone i pod dania słodkie.

A właśnie takim jest Cantina La Salute Prosecco Frizzante DOC Treviso Extra Dry w roczniku 2018. Owocowe (jabłka, cytryny) w nosie, a dzięki dość wysokiej kwasowości rześkie i świeże w ustach. Z kolei wyższy cukier resztkowy całość zmiękcza i sprawia, że jest to łatwe w piciu i bardzo odpowiednie wino na upalne popołudnia na tarasie.

Dodam tylko,  że akurat w przypadku tego producenta różnice miedzy dwoma kolejnymi rocznikami jego Prosecco nie są drastyczne, aktualny rocznik wydaje się być bardziej kwasowy. Ogólnie różnice są raczej na poziomie niuansów niż podstawowych cech.

Korzystajcie zatem z wybitnie słonecznej pogody za oknem , chłódźcie się „słynnymi” bąbelkami z Veneto, a przy okazji próbujcie ich, parując je z zaproponowanym dziś deserem.

Po wino kieruję was do firmy Kasol 

Wpis powstał przy współpracy z marką Leśne Skarby

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl