Przepisy Wino i destylaty

Na piknik i do biura – dwie propozycje ze słoiczka

Napisał Blurppp

Czasami mam wrażenie, że pikniki to nie jest nasza polska bajka. Znamy je głownie z amerykańskich filmów i arcydzieł XIX wiecznego malarstwa. My chętniej od pikniku wybieramy działking, najlepiej z grillem. A mówiąc inaczej wybieramy biesiadowanie na swoim od biesiadowania na wspólnym. Wszak piknik jest nieodłącznie związany z miejscem piknikowym, i choć takich lokacji w polskich miastach przybywa, to ilość piknikujących właściwie nie wzrasta.

Zastanawiając się nad tym dlaczego, wyodrębniłem dwa czynniki. Pierwszy, to nasze cechy narodowe. Zwyczajnie lepiej czujemy się na kat zwanym „swoim”, we własnym towarzystwie niż na „wspólnym”, zdani na bliższe czy dalsze współuczestnictwo przypadkowych osób. Widać to zresztą nie tylko na polach piknikowych, nawet na plażach. Lubimy się odciąć od innych, wykroić kawałeczek „swojego”, stąd tak silna pozycja parawaningu.

Drugim ważnym kulturowym aspektem jest pozycja. Nauczono nas jadać na siedząco, przy stole. A piknik to pozycja półleżąca, zamiast stołu czy ławy jest koc i trawa.  Słowem może wygodnie, ale raczej nie jest to najlepsza to pozycja do jedzenia, o przygotowaniu czegokolwiek nie wspominając. I tak doszliśmy do drugiego ważnego elementu. Podczas wspólnego grillowania czy działkingu przygotowanie jedzenia jest czynnością towarzyską i stanowi integralną część całej imprezy. Zaś na pikniku cieszymy się jedzeniem już przygotowanym, na krojenie, siekanie, mieszanie nie ma warunków. Słowem dania muszą być gotowe do jedzenia, a to wymaga wcześniejszych przygotowań.

I dziś zaprezentuje wam dwa dania idealnie nadające się do słoiczka, przez co świetnie wpasowujące się w okoliczności piknikowe, ale też są znakomitymi daniami do zabrania ze sobą do pracy. Co też nie jest bez znaczenia, bo pozwala uciec od nudnej kanapki czy oferty bufetu.

Nim przedstawię same przepisy jeszcze jedna bardzo istotna uwaga. Jedzenie pod chmurką najczęściej wiąże się z korzystaniem z jednorazowych naczyń i sztućców. Te zaś zwykle są plastikowe, a że plastik jest trucizną naszej matki Ziemi chyba nie muszę Wam przypominać. Dlatego jeżeli macie koszyk piknikowy z wyposażeniem to skorzystajcie z wielorazowej zastawy, a jeżeli decydujecie się na jednorazówki to sięgajcie po zastawę ekologiczną. Tacka może być papierowa, a sztućce z drewna lub masy papierowej, plastik omijajcie szerokim łukiem.  

Pasta wątróbkowa z grzybami

Nie ma koszyka piknikowego bez bagietki a przynajmniej bez pachnącej chrupiącej bułeczki. A skoro tak to do koszyka musi też trafić coś czym pieczywo omaścimy. Ja proponuje pastę wątróbkową z grzybami, czyli luźne wariacje na temat żydowskiego kawioru. Jako, ze danie nie musi być koszerne, śmiało połączymy masło (produkt mleczny) z wątróbką drobiową. W oryginale jest gęsi smalec i nie ma grzybów, reszta jest właściwe taka sama.  

Składniki

  • 0,5 kg wątróbki drobiowej
  • 0,5 kg cebuli
  • 4 jajka
  • 2 łyżki masła
  • 100 gram mrożonych podgrzybków całych Leśne Skarby
  • Łyżeczka majeranku
  • Sól, pieprz

Przygotowanie

  1. Wątróbkę oczyścić i przesmażyć na maśle jak do konsumpcji, nie solić.
  2. Cebulę pokroić w półpiórka (na ćwiartki, a potem w paseczki) i smażyć na maśle aż zmięknie. Można na tej samej patelni.
  3. Jajka ugotować na twardo, potem obrać.
  4. Grzyby rozmrozić, następnie ugotować i odcedzić.
  5. Wszystkie składniki pozostawić do wystygnięcia.
  6. Całość zmielić w maszynce o dużych oczkach, tak zwanej ósemce
  7. Dokładnie wymieszać, dodać majeranek, dosolić i dopieprzyć do smaku.
  8. Przełożyć do słoiczka. Pasta nadaje się do spożycia przez 4-5 dni, o ile jest przechowywana w lodówce.

Makaronowa sałatka lunchowa

Takie sałatki są bardzo popularne wśród osób dbających o racjonalne odżywianie, a przy tym lubiących się cieszyć się smakiem, a nie tylko walorami odżywczymi. Jak sama nazwa wskazuje jest ona pełnym zbilansowanym posiłkiem, zawierającym wszystko czego organizm oczekuje nie tylko od lunchu ale i od obiadu. To też śmiało może, zwłaszcza w cieplejsze dni, zastąpić obiad.

Jej bazą jest makaron a unikalny smak nadają marynowane grzyby i unikalny sos.

Składniki 4 porcje

  • Pół paczki makaronu kokardki
  • 1 słoik Mieszanki pikantnej Nadbużańskiej Leśne Skarby
  • Cała czerwona papryka
  • 6-8 (w zależności od wielkości) suszonych pomidorów w zalewie oliwnej
  • Czerwona cebula
  • 250 łagodnego sera typu gouda
  • 200 gram dobrej wędzonej szynki, może być z tłuszczykiem
  • Łyżka musztardy
  • Łyżka syropu z agawy lub płynnego miodu
  • Sól, pieprz

Przygotowanie

  1. Makaron ugotować na półtwardo (al dente), zahartować pozostawić do wystygnięcia.
  2. Paprykę, cebulę i pomidory pokroić w drobną kostkę.
  3. Grzyby odcedzić, zachować płyn.
  4. Grzyby oddzielić od przypraw i dodatków, małe zachować w całości, duże pokroić w kostkę. W mieszance odszukać ostra papryczkę, pokroić ja w drobną kostkę.
  5. Wędlinę i ser pokroić w kostkę 1×1 cm
  6. W naczyniu połączyć 3 łyżki stołowe zalewy z grzybów z 3 łyżkami oliwy z zalewy pomidorowej. Dodać musztardę, syrop lub miód. Wymieszać do uzyskania jednolitej emulsji. Całość powinna mieć wyraźnie słodko-kwaśny smak z lekko pikantną nutą.
  7. Wszystkie składniki przełożyć do miski, wymieszać, zalać sosem i ponownie przemieszać.
  8. Pozostawić na około godzinne, by sos wniknął w składniki, po czym przełożyć do szczelnego słoiczka. Danie sprawdzi się na pikniku i w biurze.

Gigi Rosso Langhe Rosato 2016

Dzisiejsza butelka to nie jest sugestia parowania wprost, raczej jest to namowa by częściej sięgać po wina różowe. Jeszcze nie dawno róż w butelce kojarzył się z mdłym trunkiem o landrynkowych aromatach jakim panie w różnym wieku raczyły się podczas plotkowania na tarasie. Na szczęście to już czas miniony.

Dzisiejsze wina różowe to wina rześkie, skrojone z myślą nie tylko o upalnych dniach, gdy w winie szukamy orzeźwienia ale również z olbrzymim potencjałem gastronomicznym. Inaczej mówiąc, jeżeli mamy – jak na pikniku – cały koszyk różności to właśnie wino różowe jest dobrym wyborem.  Od biedy będzie pasowało do prawie każdej potrawy czy wytrawnej przekąski.

Właśnie takie jest Gigi Rosso Langhe Rosato 2016, jedno z niewielu win różowych powstających z bardzo szlachetnego szczepu nebbiolo. To ten szczep z którego powstają słynne wina Barolo. Tu winifikacja była inna, skórki miały krótki, zaledwie dwudziestoczterogodzinny kontakt z sokiem winogronowym, wiec nie miały czasu by oddać mu cały swój barwnik. Stąd kolor różowy a nie czerwony.

Zaowocowało to winem o silnie mocno aromatycznym kwiatowym, różanym wręcz nosie, delikatne tony żółtych owoców są zepchnięte delikatnie w tył. W ustach sporo kwasowości, bardzo delikatnie zarysowane ale obecne garbniki (jak widać dla skórek nebbiolo nawet 24 godziny to wystarczająco długo by pozostawić swój niezatarty ślad), fajny żółty owoc (brzoskwinie, morele) i delikatnie mineralna końcówka.  Wspólnie daje to wino bardzo pijalne i pasujące do bardzo wielu dań typowo letnich, podawanych na zimno czyli piknikowych. Sięgajcie śmiało i wkładajcie do swoich koszy piknikowych. Ale do biura nie zabierajcie.         

Po wino kieruję was do firmy Kasol 

Wpis powstał przy współpracy z marką Leśne Skarby

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl