Przepisy Wino i destylaty

Na adwent. Gulasz warzywno-grzybowy z kaszą

Napisał Blurppp

Wiem, że dziś brzmi to trochę jak bajka o żelaznym wilku. Czasami jednak by zrozumieć to co dzieje się obecnie trzeba sobie przypomnieć przeszłość. To tez dziś będzie trochę o najbardziej zapomnianym z okresów kalendarza liturgicznego, mianowicie o adwencie. Tym którzy pytają a po co dziś do kalendarza liturgicznego się w ogóle odwoływać odpowiadam bardzo prosto, bo to o niego w równej mierze jak o zmienność pór roku oparta była polska obyczajowość w tym również kuchnia. A skoro tak to będzie i przepis na danie inspirowane tradycją tego okresu – gulasz grzybowo-warzywny z kaszą.  

Dawno, dawno temu, na całe wieki przed tym jak Coca Cola wymyśliła przerośniętego krasnala z białą brodą i workiem prezentów by zastąpić nim Mikołaja z Miry. Ba nawet na całe dekady przed tym jak kolędy zaczęto odgrywać w hipermarketach już 15 listopada był taki czas nazywany adwentem. To on, a nie ostatni dzień grudnia był początkiem roku.

Swoją nazwę zawdzięczał łacińskiemu słowu „adventus” oznaczającemu „przyjście”. W założeniu miał to być czas zadumy refleksji i oczekiwania na przyjęcie przez Boga ciała człowieka i zejście na ziemię. W tym czasie rezygnowano z zabaw, odreagowując to podczas późniejszego karnawału. Zamiast tego sporo się modlono.

Gulasz warzywno-grzybowy z kaszą

Wielu z was pewnie pamięta z dzieciństwa poranne roraty, czyli msze święte z typowymi lampionami. Natomiast pewnie większość nie wie skąd ów wywodzący się ze średniowiecza zwyczaj się wziął. Warto się temu przyjrzeć, bo pokazuje on pragmatyzm wiernych i ludzi kościoła.

Nie trzeba być szczególnie bystrym by zauważyć, że o 5:00 rano grudniowe poranki to tak naprawdę ciemna noc. To też wierni wybierający się na modlitwę i dla własnego bezpieczeństwa zabierali ze sobą pochodnie i lampiony. A że w średniowieczu łatwiej było ogień utrzymać niż go na nowo rozniecić to też wierni wchodzili z nimi do kościoła. Jakiś mądry hierarcha kościoła zaś znalazł dla tego uzasadnienie. Stwierdził mianowicie że owe ognie zwyczajnie oświetlające drogę, mają symbolizować biblijne panny czekające na nadejście Chrystusa z zebraną oliwą i lampami. I tak już zostało

Z ciekawostek i zwyczajów już zapomnianych warto jeszcze przypomnieć jeszcze, że do czasu Soboru Watykańskiego II urządzano roraty stanowe. W poszczególne niedziele adwentu księżą głosili nauki skierowane specjalnie do panien, kobiet zamężnych, kawalerów i żonatych mężczyzn. Zwyczaj ten miał ułatwić przystępowanie wiernych do sakramentu pokuty. Podobieństwo do współczesnych wielkopostnych rekolekcji jest aż nadto rzucające się w oczy.

Księża przypominali wiernym, że adwent jest szczególnym czasem odpowiedniego przygotowania do świąt Bożego Narodzenia. Z tego powodu wierni starali się spełniać dobre uczynki, nie wdawać się w kłótnie i waśnie, zachować powagę oraz przystąpić do spowiedzi. Słowem kiedyś adwent był równie istotny jak dziś Wielki Post. Ale jak widać z czasem stracił na znaczeniu.

Ale okres adwentowy to nie tylko zaduma refleksja i post. Wracające ze Mszy św. dziewczęta lubiły podbiegać do kawalerów i zalotnie wołać: roracie, roracie, jak na imię macie? Na wsi adwent zwany był czasem swadziebnym – czasem swatania par. Okres przedświątecznego wyciszenia nakładał się z wypoczynkiem po rolniczych pracach letnich i jesiennych. Długie, jesienne wieczory i szybko zapadający zmierzch, sprzyjały spotkaniom towarzyskim.

Kobiety zbierały się w domach nad podskubki lub wieczorynki – wspólne darcie, pierza, lnu i konopi. Opowiadały sobie wtedy historie o czarownicach, demonach, topielcach i strzygach, które czyhały na błądzącą ludzką duszę. W trakcie wieczorynek chętni uciech chłopcy zakradali się pod okna domów i straszyli panny pukaniem w szybę lub krzyczeniem. Nierzadko zdarzało się, że przebrani za diabła lub inne strachy wpadali ze wrzawą do domu. Wpuszczali też kota czy koguta, który przewracał koszyki z zebranymi przez dziewczyny materiałami. Te nietypowe zaloty były podszyte chęcią zwrócenia na siebie uwagi i odprowadzenia panny do domu. Często zdarzało się, że podskubki zamieniały się w wesołą zabawę.

Od św. Łucji (13 grudnia) rozpoczynano bezpośrednie przygotowania do Bożego Narodzenia. Powoli porządkowano dom i zbierano produkty na świąteczne potrawy. Co oznacza, że my gdybyśmy byli wierni tradycji to za zakupy świąteczne powinniśmy brać się dopiero po tym terminie. I to od 13 grudnia w marketach i sieciach handlowych powinny pojawiać się dopiero towary czysto świąteczne. Z naszego punkt brzmi to jak absurd, ale przypomnę, że okres Bożego Narodzenia trwa aż do Ofiarowania Pańskiego zwanego też świętem Matki Boskiej Gromnicznej czyli do 2 lutego. I to do tego dnia powinna towarzyszyć nam choinka i zapach piernika. Czyli poważnie o świętach zaczynamy myśleć na 11 dni przed wigilią a kończymy 6 tygodni po niej.  

A co w tamtym czasie jadano. Tu odpowiedzi jasnej nie ma. Różnice regionalne są spore, ale tym co łączy jest postny charakter dań i bazowanie na kaszy. Był to też czas wypiekania korzennych ciastek i pierniczków na nadchodzącą gwiazdkę. Na śniadania, po powrocie z rorat często jadano słynne bułeczki adwentowe, które można by porównać do dzisiejszych drożdżówek z  barwionym szafranem serem. Kolację zwykle stanowił chleb z masłem, solą i cebulą.

I na koniec wstępu dodam jeszcze dwa zdania o kalendarzu adwentowym. Nie jest to stary zwyczaj a jego korzenie są niemieckie. Za jego protoplastę uznaje się zwyczaj układania 24 słomek i wyjmowania co dzień jednej. Te najbardziej znane czyli z kalendarze z czekoladą do Polski trafiły dopiero w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku.

Gulasz warzywno-grzybowy z kaszą

Gulasz warzywno-grzybowy z kaszą

Dziś klasycznych dań opartych o rzepę czy brukiew pewnie nie chciał by nikt jadać, to też trochę odwołując się do kuchni Dalekiego Wschodu (przyprawianie) a trochę francuskiej (składniki) od lat robię zdrową, dietetyczną i bardzo polecaną dla cukrzyków wariację o polskim daniu adwentowym.

Prócz tego, że pozostaje ona w konwencji kuchni postnej ma jeszcze dwie zalety. Pierwszą z nich jest wyraźnie rozgrzewający charakter potrawy. Wiem, że zimy już nie takie jak to kiedyś bywało. Wiem, że w grudniu i plus 15 stopni może się trafić. Ale jak by przyszedł zimny dzień, to po długim spacerze czy dniu pełnym pracy gulasz warzywno-grzybowy z kaszą robi robotę.

Drugim jest sam dobór przypraw, większość z nich to delikatne naturalne antybiotyki. Mają działanie antybakteryjne. Nie na darmo na Dalekim Wschodzie marynuje się w nich produkty by powstrzymać psucie się żywności.  

Warto wiec zimą jadać dania bardziej przyprawione a takim jest gulasz warzywno-grzybowy z kaszą.

Składniki

  • Spora cukinia
  • Większy bakłażan
  • 2 cebule
  • Puszka pomidorów krojonych w soku pomidorowym
  • Standardowa puszka ciecierzycy
  • 4 ząbki czosnku
  • 1 malutka papryczka chili
  • 500 gr podgrzybków mrożonych Leśne Skarby ( 2 opakowania dostępne np. w Lidlu lub sklepie internetowym Leśne Skarby)
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • Kumin
  • Papryka wędzona
  • Zioła prowansalskie
  • Suszony imbir
  • Sól i pieprz

Przygotowanie

  1. Cebule pokroić w kostkę, papryczkę i czosnek posiekać.
  2. Grzyby rozmrozić i obgotować około 20 minut
  3. Cebule z czosnkiem i chili usmażyć na oliwie, kiedy cebula zrobi się miękka do pokrojone w kostkę cukinię, bakłażana i odcedzone grzyby.
  4. Gdy warzywa będą miękkie dodać po pół łyżeczki od herbaty przypraw, ma być mocno aromatycznie i pachnąco.
  5. Po paru sekundach dodać pomidory wraz z sokiem.
  6. Dosolić i dopieprzyć do smaku.
  7. Dusić jeszcze 3-4 minuty
  8. Podawać na kaszy pęczak lub na kaszy perłowej jęczmiennej. Ja wybrałem pęczak bo ma niższy indeks glikemiczny, a ostatnio muszę się z tym liczyć.

Cantina La Salute Traminer IGT Trevenezie 2018

Gulasz warzywno-grzybowy z kaszą

Wino w post? A czemu nie, przecież wszyscy znamy stara benedyktyńską zasadę – płyn nie łamie postu. Od siebie dodam, że żaden płyn. Nie bez powodu wiele zakonów w dni ścisłego postu całą dietę mnicha  ograniczało do dzbanów piwa lub wina.

Żeby to zrozumieć musimy na chwile wrócić do korzeni postrzegania wina jako alkoholu. Jeszcze na początku ubiegłego wieku w wielu regionach południowej Europy wino nie było uważane za napój wyskokowy a za element diety. Coś co dostarczało kalorii, wody i składników odżywczych. Nie na darmo mówiono, że aby przeżyć wystarczy kromka chleba, kawałek sera, łyżka oliwy i kubek wina.

To nasza, północna kultura, w znacznej mierze na skutek wpływów rosyjskich, zaczęła demonizować wszystko co zawiera alkohol. Bo u nas się piło by zmienić postrzeganie świata, tam by przeżyć. To tez wino zawsze pito do jedzenia, a w post zamiast niego.

Tyle o historii, a wracając do Cantina La Salute Traminer IGT Trevenezie 2018 to długo zastanawiałem się nad doborem wina pod to danie. Drugim wyborem był bardzo lekki Cabernet Franc od tego samego producenta. Jego lekkość i paprykowe tony zdawały się pasować pod gulasz warzywno-grzybowy z kaszą.

Finalnie jednak sięgnąłem po Cantina La Salute Traminer IGT Trevenezie 2018 parując trochę „pod nos”. Spodobały mi się wyraziste tony ziołowe obecne obok tonów kwiatowych i tropikalnych ale też nuty świeżo startego imbiru w nosie. Świetnie współgrało to z aromatami ziół prowansalskich. Zaś co do ust, to wino ma dobrą koncentrację dzięki czemu nawet z tak wyraziście przyprawionym daniem mogło stanąć w szranki.  

I na koniec zostawiłem kwasowość, a ta jest z serii tych bardziej charakternych. A jako, że gulasz warzywno-grzybowy ma w sobie też trochę nut kwaśnych pozostałych po pomidorach, no i ma grzyby, a te lubią kwasowość wszystko spięło się w całość.

Jak widać postne i zdrowe jedzenie czasami potrafi oczarować smakiem.    

Gulasz warzywno-grzybowy z kaszą

Po wino kieruję was do firmy Kasol 

Wpis powstał przy współpracy z marką Leśne Skarby

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl