Wino i destylaty

Montilla – cień dawnej chwały

Napisał Blurppp

MontillaMontilla wita nas ciemnymi chmurami. Na szczęście nie pada. To dziwne, bo gdy przed godzina opuszczaliśmy oddalona o około 60 km Kordobę świeciło słońce. Miasto już podczas przejazdu potwierdza swój winiarski charakter. Słowo Bodega bije w oczy z każdego szyldu. Jest ich tu blisko 100 choć miasto liczy trochę ponad 20 tysięcy mieszkańców. Do tego przynajmniej drugie tyle w okolicznych wsiach. Tam wino się produkuje, tu się je starzy.

Zwiedzanie linii produkcyjnych i piwnic, choć w tym wypadku słowo piwnica ma charakter umowny, są to jak najbardziej naziemne konstrukcje możliwe jest w porze sjesty czyli pod 12.00 Jestem przynajmniej godzinę za wcześnie, pierwotnie ten czas miał być przeznaczony na spacer po słynnej, otulającej miasto dolinie. Dziś pogoda wyraźnie do tego nie zachęca. Dochodzę do rogatek i robię kilka zdjęć. Świat jest szary i ponury a dolina pomimo tysięcy krzewów winorośli odmiany pedro ximenez w tym świetle wyjątkowo nie fotogeniczna. Wracam do najbliższego miejsca gdzie serwują kawę i czekam. O dziwo barman mówi po angielsku. Pytam jak leci, czy czuć kryzys. Na to słowo wyraźnie się ożywia. Mówi wprost , jest źle. W Montilli kryzys jest podwójny a może nawet potrójny. Pierwszy z kryzysów to ten ogólnohiszpanski, drugi to kryzys andaluzyjski, ten najbiedniejszy z hiszpańskich regionów odczuwa go najbardziej. I wreszcie trzeci lokalny i chyba dla mieszkańców miasta najbardziej bolesny, świat nie chce już likierowych, słodkich win PX ani dojrzewającego pod florem fino. Świat chce win czerwonych. Proces trwa od lat, jako pierwsi, w połowie lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia, odczuli to mali producenci wytwarzający wina podlegające starzeniu. Ich wina przestały być odbierane przez posiadające beczkową infrastrukturę bodegi. Zarówno te lokalne, jak i te z Jerez. Postanowili stworzyć lokalną kooperatywę La Union i własną markę. Przepracowali też portfolio produkowanych win. Gdy wyrywali krzewy pedro ximenez wielui patrzyło na nich jak na idiotów. Dziś jedynie 2 na 8 etykiet z ich katalogu to tradycyjne wina z regiony. Pozostałe 6, oznaczone jako Vino de la Tierra de Cordoba to wina powstające z odmian międzynarodowych. Postawili na sauvignon blanc i chardonnay oraz na syrah, merlot i cabernet sauvignon. 75% produkcji to młode wina o owocowym charakterze jak Algarabia będąca kupażem sauvignon blanc i chardonnay ( 2 euro butelka, 9 euro karton 6 butelek) czy czerwony Los Omeya (100% syrah) i cenie jak biały brat. Przeciętne czerwone wino o mocno marketowym charakterze, nie śmierdzi gumowym wężem ale i „dupy nie urywa” jak mawiała pewna Noblistka. Takie wina na dyskontową półkę, w cenie do 20 zł zostały by dobrze przyjęte .

Pół półki wyżej stoją kosztujący po 4 euro z ogonkiem Los Omeya Roble kupaż syrah, merlot i cabernet sauvignon dojrzewający przez 10 miesięcy w beczce i rok w butelce. Wino wzorowane na winach francuskich, tak średnio udana kopia. Najwyżej lokuje się starzony w amerykańskim dębie przez 24 miesiąc i równie długo w butelce Los Omeya Anejo o bardzo nowoświatowym charakterze. Cena 5,5 euro. Jak mówi mi jeden z pracowników, wiedzą, że nie sa Rioją czy Riberą del Duero. Na razie robią tanie wina by przetrwać, na ambitniejsze zamysły przyjdzie czas. Z grzeczności kupiłem butelkę młodego „Sziraz” z myślą by wpić ja wieczorem, nie zasługiwała na to by lecieć do Polski.

Po tej wizycie idę odwiedzić miejscowy klasyk czyli najpopularniejszą, najstarszą i największa bodegę regionu. Ta działająca od XVI wieku rodzinna firma od 1729 roku obecna jest w Montolli. Kiedyś wręcz była symbolem winiarstwa z okolic Kordoby a jej niepowtarzalne fino powstające z gron px a nie palamino ceniono wyżej od tego z wybrzeża. Wszystko przez wyższa zawartość cukru w gronach co przekładała się na moc trunku. Wchodziłem licząc na optymizm. Zdziwiłem się więc gdy w sklepie przez który wchodzi się do bodegi na honorowym miejscu stały nie fino, oloroso i słodkie rodzynkowe XP a czerwone wina z innych winnic rodziny. Czyli trend jest stały i niezmienny. Już podczas zwiedzania dowiedziałem się, że jedna z hal została przerobiona na miejsce gdzie miast wina dojrzewa ocet. Produkcja CB przewyższała rynkowe potrzeby. Pani jednak mówi że wszystko jest OK, uśmiecha sie przy tym sztucznie. Tanki wciąż są pełne, w końcu producent ma 300 hektarów px, beczki nadal są pełne, flor rozwija się prawidłowo tylko linia butelkująca pracuje jak by wolniej a na reklamówkach miast kieliszka wina proponuje się long drinki bazujące na rodzynkowym CB. Wychodząc zrobiłem drobne zakupy, 3 butelki przyleciały do Krakowa i doczekają się osobnych recenzji. Kiedy już miałem wyjść pani zaproponowała mi zakup butelki czerwonego PQ2008 czyli wina tego samego producenta ale powstającego z gron syrah w Ribera del Guadiana bo to jest przyszłość firmy. Czy trzeba coś dodawać?

Widać chmury zbierające się nad Montillą nie zostaną szybko rozwiane i nie myślę tu wcale o pogodzie.

Wszystkie podane ceny to ceny detaliczne.

Poniżej kilka zdjęć z regionu

Bodegi dowiedziałem i wina degustowałem na koszt własny.

 

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl