Pół żartem

Mój balkon – substytut ogrodu. #wieśmistrzejki

Napisał Blurppp

Moje mieszkanie ma wiele wad. Jest dość ciemne, ma północno-wschodnią orientację aż dla trzech a właściwie dla czterech pomieszczeń. Wielkość okien też nie zachwyca. Ma też dwie wielkie zalety. Pierwszą jest blisko 45 metrowy salon z wielkim aneksem kuchennym. To tam toczy się prawie całe życie przez 8 miesięcy w roku. W pozostałe 4 przenosi się na balkon, a ten choć daleko mu no wielgachnych tarasów jest spory i ustawny, sześć metrów szerokości i blisko trzy głębokości. I to ten mój balkon – substytut ogrodu, jest drugą z wielkich zalet tego mieszkania.

O tym, że jest ważny wiedzieliśmy od dawna. Przecież przez ostatnie ponad dziesięć lat spędzamy na nim każde ciepłe popołudnie. Ale jego prawdziwą moc i wagą dla nas odczuliśmy dopiero w czasie auto izolacji. I myślę, że podczas nadchodzących dziwnych i raczej pozbawionych dalekich wyjazdów wakacji znów pokaże jak jest ważny. Bo pewnie na nim spędzimy większą część lata. Tym bardziej, że od jakiegoś czasu aranżujemy go tak, by był substytutem ogrodu.

Sam balkon to tak zwana loggia czyli balkon przykryty od góry, co ma swoje dobre i złe strony. Do tego jakaś poławia jego głębokości z obu stron ograniczona jest murem. W efekcie jesteśmy nieźle zabezpieczeni przed deszczem czy silnym wiatrem, wystarczy przesunąć donice co nie jest ani czasochłonne ani trudne. Za to w bardzo gorący dzień przydałoby się odrobinę więcej ruchu powietrza. Jakaś rekompensatą jest wspomniana północno-wschodnia ekspozycja. W głąb balkonu bezpośrednie słońce dociera gdzieś do południa, potem całość jest w cieniu. W efekcie pomieszczenie (pokój dzienny) znajdujący się za balkonem nie nagrzewa się. Nawet w coraz bardziej gorące polskie lata temperatura rzadko tam wzrasta powyżej 22-23 stopni.  

Mój balkon, kot i przechowywanie

Po stronie ograniczeń trzeba dodać też pełne osiatkowanie balkonu. Mamy kota i dla Lalki bezpieczeństwa było to absolutnie niezbędne. Lala jest kotem niewychodzącym. To też podobnie jak my uwielbia spędzać czas na balkonie. To tutaj poluje na owady, obserwuje ptaki a rankami wygrzewa się w słonku. I to z myślą o niej od marca do października na balkonie jest kocie legowisko zrobione z „przechodzonej” kilkuletniej kołdry i koca.

Kocie posłanie leży na skrzyni składziku. Utrzymanie balkonu-ogrodu wymaga od cholery różnych przedmiotów i przeszkadzajek, a te trzeba gdzieś przechowywać. Dlatego w jednym z rogów postawiliśmy całkiem pokaźną skrzynie ogrodniczą o wymiarach 150x60x60 cm. To tam trzymamy ziemie, nieużywane donice, wędzarnie skrzynkową, środki ochrony roślin i inne narzędzia.   

Strefa relaksu

Mój balkon

Na balkonie uprawia się balkoning czyli siedzi, je popija nie zawsze zdrowe i bezalkoholowe napoje słowem miło spędza czas. I właśnie w tym celu wstawiliśmy na balkon komplet mebli ogrodowych z twardego, impregnowanego pod ciśnieniem drewna oliwnego. Komplet ma 10 lat z haczykiem i trzyma się jak nowy. W skład zestawu wchodzi jeden fotel z podłokietnikami i regulowanym nachyleniem oparcia, dwa krzesła i okrągły stolik o średnicy 60 cm. Fotel najczęściej wykorzystywany jest przy dłuższym siedzeniu i podczas lektury. Z kolei uczciwie mówiąc stolik jest wystarczający gdy chodzi o kawę czy przekąski, ale obiad czy nawet bardziej złożone trudno przy nim zjeść w więcej niż 2 osoby. Jeżeli więc zależy wam by balkon był też jadalnią to zadbajcie o większy, i raczej nie okrągły stolik.   

Rośliny

Wiem, że wiele osób pod pojęciem rośliny balkonowe kojarzy jedynie rośliny ozdobne. Najczęściej surfinie lub pelargonie. Dla nas takie podejście było zbyt ograniczające. Ponieważ w wspólnej opinii mojej i żony wszystkie rośliny zdobią u nas zróżnicowanie jest większe. Zasadniczo mój balkon ma trzy strefy i w każdej z nich rośnie inny rodzaj roślin.

Rośliny wiszące

Od lat pierwsze rośliny zawisające na ogrodzeniu to bratki. Trafiają tam już w marcu. Jako, że są odporne na przymrozki i kapryśna wiosenna pogodę to dość bezpieczny ale i zachowawczy wybór. Na przełomie kwietnia i maja trafiają pelargonie, od kilku lat jest to odmiana caliope. Silnie rozkrzewią się dopiero w czerwcu i lipcu, i wypełnią miejsce po przekwitających bratkach.

Bardzo nam zależy by było ich dość dużo i by były gęste. W ten sposób tworzą coś w rodzaju zasłony ukrywającej nas przed okiem przechodniów. A że mieszkam dość nisko, bo na wysokim, ale jednak parterze, ma to kolosalne znaczenie. No do tego pięknie wygląda, usiąść wśród kwiatów zawsze jest fajnie.

Bój balkon, ogródek ziołowy

Uwielbiam jeść, uwielbiam gotować i często w stych swoich kuchennych zmaganiach korzystam z ziół. Dlatego na balkonie mam mini ogródek ziołowy. Dwie spore kwadratowe doniczki a w nich siedem ziół: lubczyk, oregano, cząber, tymianek, kolendra, majeranek i melisa. Obok zasadzony na natkę korzeń pietruszki a w kolejnej doniczce kilka cebulek na szczypior. W innym, ciemniejszym kącie mam też całkiem sporą donicę z mięta. Mięty mam najwięcej, bo dużo jej używamy do lemoniad, twarożku i innych potrwa.

Mój balkon

Ten niewielki stosunkowo i łatwy w prowadzeniu, wystarczy poderwać, ogródek ziołowy zapewnia mi wystarczająca ilość świeżych ziół. W tym świeżej kolendry, którą to uwielbiam nadużywać. Jest też świeży lubczyk, dzięki czemu każdy rosół pachnie dzieciństwem.

Mamy też malutką doniczkę z kocimiętką, to nasz prezent dla Lalki, naszego kota.

Rośliny ogrodowe a mój balkon

Mamy na balkonie też kilka roślin typowo ogrodowych. Jedną z nich są papryki. Mam łącznie osiem krzaczków po dwa w czterech odmianach, i co do jednej są to odmiany pikantne i bardzo pikantne. W tym roku nie jest to Carolina Reaper czyli najbardziej pikantna papryka świata. Wybrałem odmiany łagodniejsze, CR jest ciekawostka, ale nie nadaje się nawet jako przyprawa, chyba że lubicie czuć w ustach ogień. Mam też kilka krzaczków poziomek.  

Mój balkon

I w obu wypadkach nie chodzi o jakiś wielki zbiór, raczej o możliwość obserwacji rozwoju rośliny, o cieszenie się tym jak natura nas karmi. Mała rzecz a cieszy.

Stojące rośliny ozdobne.

Mój balkon

Mamy też kilka stojących donic z kwiatami, teraz na początku maja nie wyglądają one szczególnie okazale. W jednej z donic rosną sobie pachnące lilie (rośliny cebulkowe), pod koniec czerwca powinny cieszyć nas swoim zapachem. W kolejnej są begonie królewskie. Te zaś powinny cieszyć nasze oczy w drugiej połowie lata.  

Czego nie ma na naszym balkonie.

Lata doświadczeń nauczyły nas, że pewnych roślin na balkonie uprawiać nie warto. Na pewno nie warto uprawiać roślin „jednego zbioru” jak szczaw, jarmuż, rozmaite sałaty.  Za szybko zostajemy z pusta donica, a w efekcie z pustym miejscem.

Nie warto też uprawiać pomidorów. Moje zawsze dostają jakiejś „zarazy” i umierają przedwcześnie. Często przed okresem owocowania.

Wreszcie na balkonie nie sprawdza się bazylia. Względnie mnie trafiają się jakieś trefne sadzonki. Kilka prób skończyło się zdrewniałymi łodygami rośliny, i liśćmi pozbawionymi aromatu. Nie polecam. Za to bazylia świetnie sobie radzi na okiennym parapecie i tam ja uprawiamy.

Balkon czy warto w niego inwestować   

Inwestycja w balkon to w zasadzie wyrzucanie pieniędzy. Właściwie wszystkie rośliny są jednoroczne, późną jesienią trafią do śmietnika. To też zakup każdej sadzonki musicie traktować jak spełnienie zachcianki, na dłuższą chwilę ale zachcianki. W listopadzie będą to pieniądze wyrzucone do kosza i to prawie dosłownie. Mimo tego namawiam was zadbajcie o swoje balkony, bo to naprawdę substytut ogrodu.  

Mój balkon

Podczas dziwnej wiosny tego roku, gdy zmuszeni byliśmy spędzać całe dnie, nawet te słoneczne w czerech ścianach balkon był miejscem macicznym.  To tutaj natura była na wyciagnięcie ręki. To tu można było popatrzeć w niebo bez łamania zasad społecznego dystansu.

Mało tego, myślę, że w tym roku wielu z nas nie będzie miało wakacji jakie do tej pory znaliśmy. I to znów balkon może stać się naszym ogrodem, plażą i miejscem ucieczki od miejskiego zgiełku. Dlatego tak, warto w niego inwestować.

 

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl