Zarejestruj się jako konsultantka AVON i kupuj z rabatem

Krótko

Michał Turowski “Dziadka nie ma” – zapowiedź

Napisał Blurppp

Dla małego Michała dziadek jest jedną z ważniejszych osób w jego życiu. Być może nawet najważniejszą. Rodzice albo są codzienni, albo wyjeżdżają, zajmują się pracą, troszczą o wyposażenie domu, szkołę. A dziadek jest idolem. Jego wady w oczach wnuka stają się zaletami. To jego osoba wzbudza duży szacunek wśród lokalnej społeczności. To jego nazwisko otwiera wszystkie drzwi, a nawet pozwala obejrzeć w kinie film dla dorosłych. Dziadek zawsze opowiada najciekawiej i bezkonkurencyjnie potrafi zaopiekować się wnukiem. Do czasu, gdy chłopiec przestaje tej opieki oczekiwać, gdy nie potrzebuje już jego bliskości. 

Historia dojrzewania i umierania uwieczniona na blaknącej kliszy fotograficznej. 

Dorastający, a potem dorosły Michał nie odwiedza dziadka już tak często, jak kiedyś. Ma mnóstwo swoich spraw, które nie mogą czekać, podczas gdy wizyta u dziadka zawsze może być przełożona na nieokreślone „później”. I właśnie te ważne sprawy stają się zupełnie nieistotne. Dziadek umiera. Czas zatrzymuje się we wspomnieniach, ale wbrew chęci Michała, nie można go cofnąć. Nie można już dziadka odwiedzić, uściskać, zapytać o istotne sprawy, ani wspólnie pomilczeć. Nie można mu już powiedzieć, jak ważny jest, to znaczy… był.

Ta opowieść może być dla wielu czytelników niewygodna, może robić wrażenie nazbyt intymnej czy prostolinijnej, jednak jej celność, gorzka autoironia i bolesna precyzja mentalizacji narratora czyni z „Dziadka nie ma” jeden z ciekawszych debiutów literackich, jakie czytałam.

Natalia Fiedorczuk

„Dziadka nie ma” jest książką o pamięci – jej kultywowaniu, ale też gubieniu. O tym, że przeszłość powinno się zostawiać tam, gdzie jej miejsce – za sobą. To powieść o relacjach rodzinnych, meandrach losu i lekcjach, jakie na każdym kroku daje nam życie. To historia dojrzewania i umierania uwieczniona na blaknącej kliszy fotograficznej.  

„Cała ta opowieść kręci się wokół śmierci mojego dziadka, chociaż wydaje mi się, że nie jest to najważniejszy element tej historii” – tłumaczy autor. „Wbrew moim początkowym planom, zamiast książki o umieraniu, udało mi się stworzyć książkę o tym, jak w obliczu śmierci stajemy się trochę innymi ludźmi. Nie lepszymi czy gorszymi, ale po prostu innymi. Takie zmiany może wyzwolić wiele różnych rzeczy, rozstania, narodziny dziecka, ślub, czy przeprowadzka do innego miasta. Dla mnie takim wydarzeniem była śmierć mojego dziadka. Nie była to pierwsza śmierć, jakiej doświadczyłem w gronie bliskich, ale pierwsza, która była tak blisko i która w jakimś sensie wydarzyła się wręcz na moich oczach” – dodaje. 

Debiut prozatorski Michała Turowskiego to literatura odsłaniająca nowy rodzaj tekstualnej szczerości, uprawianej bez krztyny zadęcia i formalnej mgły. Książka Turowskiego jest nieoczywista do zaklasyfikowania i poniekąd (jak wiele debiutów), autotematyczna, jednak opowiadająca o jednym z najważniejszych, literackich motywów – o spotkaniu. Bohater „Dziadka nie ma” spotyka się bowiem ze stratą i z nieobecnością. Tropi istotę zniknięcia i śmierci bliskiego członka rodziny niczym nieustępliwy researcher – w architekturze rodzinnego miasteczka, w strzępach niewyraźnych wspomnień, ale przede wszystkim w zdumieniu własnymi emocjami. Ta opowieść może być dla wielu czytelników niewygodna, może robić wrażenie nazbyt intymnej czy prostolinijnej, jednak jej celność, gorzka autoironia i bolesna precyzja mentalizacji narratora czyni z „Dziadka nie ma” jeden z ciekawszych debiutów literackich, jakie czytałam.

Natalia Fiedorczuk

Zawsze wiedziałam, że Michał ma zmysł autoironii, ale nie spodziewałam się, że użyje go do tego, by napisać o sprawach, w których taki talent przydaje się najbardziej, czyli o tym, że często w życiu bywa i smutno, i do śmiechu zarazem. Jak na przykład wtedy, gdy w trudnej chwili zbawienne okazuje się spotkanie z szopem praczem, na dodatek w Nowym Tomyślu. Wyszła książka o stratach, ale pogodna, krzepiąca i wyrozumiała.

Olga Drenda

O utracie można opowiadać na wiele sposobów. Można tarzać się w hektolitrach czarnej farby o nazwie Głęboka Rozpacz. Można zrobić sobie remanent pokolorowanych wspomnień. Można też przerzucać się wyrzutami sumienia, które nigdy się nie kończą. Odważnie jest nie płakać, kiedy wszyscy zalewają się łzami. Albo uciec, kiedy reszta klęka. Ale jeszcze odważniej jest o tym napisać. Dzięki tej książce uświadomiłem sobie, że moje lęki, wspomnienia i wyrzuty sumienia nie są niczym oryginalnym. Taka świadomość ma wartość terapeutyczną.

Bolesław Chromry


Instant Classic debiutuje jako wydawnictwo książkowe.

Kolejny numer w katalogu krakowskiej wytwórni Instant Classic nie będzie płytą. To powieść Michała Turowskiego „Dziadka nie ma”, która (może poza osobą autora) z muzyką wiele wspólnego nie ma. Michał Turowski dał się do tej pory poznać jako wydawca (Oficyna Biedota, BDTA), muzyk (Gazawat, Mazut, Mazutti), ale również jako autor wydanego dwa lata temu „Atlasu Napojów Energetycznych”. Tym razem debiutuje jako prozaik.

Autor: Michał Turowski             

Tytuł: “Dziadka nie ma”

Data premiery: 15 listopada 2021

Wydawnictwo Instant Classic 

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl