Krótko

Michał Larek „Chirurg” – zapowiedź

Okrutna cena mrocznych żądz.

Data premiery: luty 2020

Martynka Hemerska obchodzi swoje dwunaste urodziny. W prezencie dostaje króliczka, o którym od lat marzyła. Zachwycona wychodzi narwać mu trawy. Z tego spaceru nigdy już nie wraca. Jej okaleczone i zbezczeszczone ciało zostaje znalezione niedaleko cmentarza na Naramowicach w Poznaniu.

Porucznik Dagmara Madej, zwana Zbójem, oraz jej koledzy z komendy Freddy i Harry rozpoczynają śledztwo, które odsłania wstrząsającą prawdę. Nowa seria inspirowanych realnymi wydarzeniami thrillerów Michała Larka to zaproszenie w najbardziej mroczne zakamarki umysłu mordercy!


Michał Larek – pisarz, wykładowca i autor podcastu Zabójcze opowieści. Pracuje w Instytucie Filologii Polskiej UAM w Poznaniu (Zakład Literatury i Kultury Nowoczesnej). Bada techniki przyciągania uwagi odbiorcy i prowadzi warsztaty ze storytellingu.

Autor serii kryminalnej Dekada oraz współautor Martwych ciał i Mężczyzny w białych butach (wraz z Waldemarem Ciszakiem).

Wydawnictwo Oficynka


Fragment:

Nagle zahaczył o coś nogą. Syknął gniewnie, ale utrzymał równowagę. Wyciągnął z kieszeni spodni chustkę i wytarł nią spocone czoło. Mimo jesiennego chłodu, było mu bardzo gorąco. Ze zdziwieniem zorientował się, że jest zdyszany. Biegłem – pomyślał. Ale dlaczego?

Schował mokrą chustkę i rozejrzał się wokół siebie. Miał wrażenie, że ktoś dla makabrycznego żartu uśpił go podstępnie, a potem wyrzucił w jakimś dziwnym i pogrążonym w ciemnościach miejscu. Przetarł oczy. Zdezorientowany, nie miał bladego pojęcia, gdzie się znajduje.

Gdy wytężył wzrok, dostrzegł tlące się gdzieniegdzie światełka. Zaintrygowany ruszył przed siebie, żeby po chwili ze zdziwieniem stwierdzić, że źródłem tych wątłych światełek są… znicze ustawione na nagrobkach.

Przystanął.

Gdy doszło w końcu do niego, że znajduje się na cmentarzu, cofnął się o krok. Wtedy na szyi poczuł muśnięcie. Odwrócił się gwałtownie, czując, że oblewa go fala gorąca.

To była gałązka jakiegoś krzewu.

Pokręcił głową i omiótł wzrokiem okolicę. Powoli przyzwyczajał się do ciemności, którą próbował przejrzeć na wylot. Zobaczywszy znajomy zarys kapliczki oświetlonej mizernym światłem lekko wygiętej lampy, uprzytomnił sobie, że jest na swoim ulubionym naramowickim cmentarzu.

Co ja tu robię? – szepnął, odzyskując jednocześnie wewnętrzny spokój. Sięgnął do kieszeni skórzanego płaszcza i wydobył z niej latarkę. Zapaliwszy ją, ponownie ruszył przed siebie. W trakcie niespiesznego marszu zaczął udzielać mu się całkiem przyjemny nastrój. Gdy minął kapliczkę i wkroczył w jedną z alejek, zanucił Kawiarenki. Szedł coraz pewniejszym krokiem, oświetlając z zainteresowaniem mijane obiekty. W końcu zatrzymał się przy nagrobku położonym pod wysokim rozłożystym drzewem. Wbił wzrok w marmurową płytę, do której przytwierdzono wizerunek uśmiechniętej dziewczyny. Przyklęknął, przeżegnał się, zmówił Ojcze nasz.

Przez chwilę trwał w bezruchu, skupiając się na czarno-białych migawkach, przelatujących mu pospiesznie przez głowę. Ponownie przeniósł się do tego smutnego piątku sprzed niemal dwudziestu lat. Kondukt, matka ubrana na czarno, szlochający ojciec, grabarze o brzydkich kartoflanych twarzach, stare zawodzące baby. No i Joasia, jego starsza siostra, ułożona w trumnie jak do snu, ze złożonymi rękami, w których tkwił czerwony różaniec. Blada, nieruchoma, czarnowłosa piękność.Dopiero po jej śmierci mógł się w nią wpatrywać do woli.

Przyglądając się tym obrazom, czuł dziwny, niczym niezmącony spokój. Tak jakby oglądał po raz kolejny doskonale znany mu film w telewizji, którego akcja osadzona była w bardzo miłym, zacisznym miejscu. Bo czyż jest coś milszego niż cmentarz? Oddzielona od gwaru ulicy, zamknięta przestrzeń, w której można odetchnąć, ukoić skołatane nerwy.

Przeżegnał się raz jeszcze, wstał i otrzepał energicznie spodnie. Podmuch wiatru sprawił, że zapiął kurtkę pod samą szyję. W oddali zaskrzeczało jakieś ptaszysko. Rozglądając się wokoło, czuł, że podnosi mu się ciśnienie. Parę metrów dalej dostrzegł grób, ozdobiony szczodrze kwiatami i dogasającymi już zniczami.

Świeżynka – szepnął i wysunął lekko język. Wziął duży oddech i po chwili poczuł delikatny zapach roznoszonego przez wiatr dymu, który uwielbiał. Przez jego ciało przeszedł dreszcz. Przymknął na chwilę oczy i przypomniał sobie nagie kobiece ciało. Martwe ciało.

O autorze

Informacja prasowa

Tak oznaczone wpisy powstają na podstawie informacji prasowych, maja charakter informacyjny i nie zawsze reprezentują poglądy blurpppa