Recenzje

Mary Lou Longworth „Śmierć w Chateau Bremont”

Napisał Blurppp

Brytyjczycy od lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku kochają południe Francji. Wielu z nich się tam przeprowadziło. W tej licznej grupie od 1997 roku jest i Mary Lou Longworth, która na swoje miejsce w świecie wybrała Prowansje. I pewnie nie byłoby warte uwagi gdyby nie mały drobiazg. Pani Longworth z wykształcenia dziennikarka i eseistyka postanowiła zostać pisarką, pisarką kryminałów.  Marzenie zrealizowała, a jej pierwszym tytułem było właśnie wydana w Polsce „Śmierć w Chateau Bremont”. Akcje jak należało przypuszczać osadziła w Prowansji.

Odwiedzamy więc z pozoru sielską pachnąca lawendą, skąpaną w słońcu Prowansję. Z pozoru jest sielsko. Życie toczy się powoli, stoły uginają się pod pysznym jedzeniem, różowy Bandol leje się strumieniami. Mieszkańcy spacerują spokojnymi ulicami i tylko od czasu do czasu w krajobraz wdziera się jakieś opuszczone i powoli popadające w runę chateau, świadczące o zmianach społecznych, w tym o powolnym upadku starej arystokracji.

Słowem raj na ziemi jak z obrazów Paula Cezanne, również mieszkańca tamtych okolic. I nagle ta sielanka zostaje zakłócona. W jednej z opuszczonych posiadłości stróż odnajduje ciało dziedzica rodu. Wypadł z okna. Wypadek, samobójstwo czy może morderstwo. Rozpoczyna się dochodzenie prowadzone przez Antoine’a Verlaque’a – sędziego śledczego miasta Aix-en-Provence.  Coś co najpierw wyglądało niczym rasowy travel porn staje się kryminałem. A kiedy w dochodzeni zaczyna wspierać sędziego urocza profesor prawa Marinne Bonnet, kiedyś jego partnerka, staje się rasowym klasycznym kryminałem.

I to kryminałem jakie potrafią pisać tylko Anglosasi, kryminałem do jakiego przyzwyczaiła nas Agatha Christie. Będzie więc dużo mylnych tropów, dużo analizowania szczegółów i relacji międzyludzkich. Nie zabraknie nieoczekiwanych zwrotów i nieprzewidywalnych meandrów. Słowem w warstwie fabularnej wszystko jest na poziomie.

Ale patrząc na „Śmierć w Chateau Bremont” trzeba jeszcze wsiąść pod uwagę dwa dodatkowe element. Pierwszym są głowni bohaterowie. Trudno ich nie lubić, bo są jacyś, a do tego są w jakiś sposób swoimi przeciwieństwami. A że przeciwieństwa się przyciągają, a dodatkowo łączy ich przeszłość to też ich wzajemne relacje są równie ważne jak główny watek kryminalny i czytelnik śledzi go z równym zainteresowaniem.

Kolejna ważną warstwa jest obraz prowansalskich realiów. Książka jasno pokazuje, że autora swoja nową ojczyznę nie tylko kocha ale i zna. Do tego chce się tym co wie dzielić, to też mamy sporo fajnych opisów, ciekawostek i informacji. Do tego są one od Sasa do lasa, od sztuki po kuchnie. Po lekturze natychmiast chce się tam pojechać, i nie zmienia tego fakt, że jak pokazuje „Śmierć w Chateau Bremont” Prowansja ma też wiele mrocznych stron. Jakie to strony nie powiem, nie chcę wam psuć zabawy.

„Śmierć w Chateau Bremont”

Aix-en-Provence to tam toczy sie akcja powieści „Śmierć w Chateau Bremont”

Kolejnym plusem jest język i dialogi. Lekkie, potoczyste, pełne czasami kąśliwego dowcipu. Często sarkastyczne w ten uroczy brytyjski sposób. Również dzięki temu te książkę tak łatwo i przyjemnie się czyta.

„Śmierć w Chateau Bremont” to lekki, miękki, inteligentny trochę kobiecy w przekazie kryminał zasługujący na uwagę. Pewnie w miesiąc po skończonej lekturze nie będziecie o nim pamiętać. Nie zmieni tez waszego życia ani spojrzenia na świat, no z małym wyjątkiem – zapragniecie odwiedzić Prowansje, ale podczas czytania będziecie się świetnie bawić. Francuskie klimaty i brytyjski styl opowieści, to się naprawdę ładnie łączy.

Właściwie powinienem powiedzieć, że to świetna relaksująca powieść na ciepłe popołudnie, bo tak rzeczywiście jest. Powiem jednak inaczej, zachowajcie sobie te pozycję na zimne, deszczowe majowe popołudnie, kiedy niebo wygląda jak miało zaraz spaść na ziemię, kiedy świat jest szary i ponury. Wtedy kilka godzin spędzonych w słonecznej Prowansji zadziała jak balsam na duszę, „Śmierć w Chateau Bremont” zafunduje wam wspaniałą wycieczkę w bardziej słoneczne strony, i co z tego, że będzie to tylko podróż w wyobraźni, ale za to naprawdę fajnie opowiedziana. I wiecie co najlepsze jest to, że będą kolejne tomy z serii Varlaque i Bonnet na tropie.  

P.S. Jako miłośnik win z wielką przyjemnością śledziłem te wszystkie momenty gdy autorka pisze właśnie o winie, pokazując jak ważnym jest dla tamtejszej obyczajowości i kultury. Ach, żeby tak Polacy zrozumieli wino, ta książka w tym pomaga.  

Autor: Mary Lou Longworth

Tytuł: „Śmierć w Chateau Bremont”

Wydawca: Wydawnictwo Smak Słowa

Rok wydania: 2018

Stron: 318

Okładka: miękka

Ilustracje: brak

Cena okładkowa: 39,90 zł

Książkę otrzymałem od wydawcy

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl