Recenzje

Martyna Sowińska i Maja Zadumińska „God mode”

Napisał Blurppp

Chyba ostatnio bardzo się zestarzałem, i wiele z trendów na siłę wdychających się do kultury popularnej do mnie nie trafia. Dla przykładu meczą mnie filmy oparte o szybki teledyskowy montaż, zdecydowanie chętniej oglądam opowieści o dłuższych, coś wnoszących scenach. W muzyce nie trafiają do mnie utwory oparte o rytm i produkcje, a całkowicie pozbawione linii melodycznej, a sporo dziś takich. Zaś w literaturze lubię klasyczne opowieści, oparte o dobrą intrygę i dobrze skrojonych bohaterów, a nie zabawy formalne i mieszanie porządków. Pewnie dla tego nie trafił do mnie „God mode” pióra Martyny Sowińskiej i Mai Zadumińskiej.  

 Martyna Sowińska i Maja Zadumińska „God mode”

Martyna Sowińska i Maja Zadumińska „God mode”

Nie lubię też, jak w powieści jest zbyt dużo „waty” a za mało treści. Zaczyna się od tego, że młoda kobieta budzi się w pokoju hotelowym. I już samo przebudzenie rozpisano na kilka stron używając przy tym barokowych i mocno pretensjonalnych metafor. Nie wnosi to nic do intrygi a szalenie ja spowalnia.

Nie inaczej jest z szalenie precyzyjnymi opisami zupełnie nieistotnych szczegółów, ich też nie lubię. Oczywiście, można się bawić językiem i na trzy strony opisać wygląd regału bibliotecznego, ale po co? Miałoby to sens, jeżeli ów regal kryłby jakaś tajemnicę, lub przynosił odpowiedź na jakaś z fabularnych zagadek i popychał akcję do przodu. Tu nic takiego nie ma miejsca. Ten regał nie okazał się być niczym słynna gogolowska strzelba, która w trzecim akcie strzela. Po co więc zabierać czytelnikowi czas i opisywać go tak dokładnie.  

Lubię za to, jeżeli podstawą opowieści są dialogi. Zapis rozmów powinien być właśnie tym co sprawi, że akcja popędzi do przodu. Tymczasem w „God mode” pierwsza scena dialogowa ma miejsce na stronie 31 czyli gdzieś w 1/10 części książki. Nie uważacie, że dość późno.  A potem trafiają się całe „nieme” rozdziały.   

Kolejnym nie lubię na liście, jest zbyt wiele wątków pobocznych. Zwykle ich zadaniem jest zbudowanie tła, osadzenie głównej osi fabularnej w pewnym kontekście. Rozumiem to, ale wymagam od autora (autorek w tym wypadku), by nad tym panowały a nie tworzyły gąszcz w jakim łatwo się pogubić i których jedynym zadaniem jest spowolnienie akcji.

I finalnie nie lubię też, jeżeli w powieści zostaje zbyt wiele niedomkniętych, pozostawionych wyobraźni czytelnika wątków. A takich w „God mode” nie brakuje.  Oczywiście rozumiem, że podniesienie takiej tematyki jak nieśmiertelność wymaga pozostawienia pewnego marginesu na refleksję, a margines nie powinien być szerszy niż treść główna.  

Oczywiście doskonale rozumiem, dlaczego i skąd się wzięły wszystkie wskazane wyżej elementy. Maja one jeden cel, zamaskować braki i uchybienia w intrydze, w owym mitycznym wątku głównym. To on jest kręgosłupem każdej powieści, a już powieści gatunkowej jaką niewątpliwie jest thriller w szczególności. A w „God mode” intryga jest zwyczajnie słaba. I ani manieryczny styl, ani nadmiar waty tego nie zamaskują. Mało tego, zdają się jeszcze utrudniać obcowanie z tekstem i zwyczajnie pozbawiają pozycje tego co najważniejsze, czytelniczej frajdy.

Dlatego też, nawet biorąc pod uwagę, że omawiana powieść jest debiutem autorek, nie można jej użąć za trafioną. Na rynku jest sporo ciekawszych powieści, wybierając coś innego nic nie stracicie.

Tytuł: „God mode”

Autorki: Martyna Sowińska i Maja Zadumińska  

Rok wydania: 2020

Stron: 332

Cena okładkowa: 36,99 zł

Wydawca: Wydawnictw Novea Res

Książkę otrzymałam od wydawcy

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl