Recenzje

Magdalena Grzebałkowska „1945. Wojna i pokój”

Napisał Blurppp

9 maja 1945 roku skończyła się Druga Wojna Światowa. Trywialna formułka z jednej z lekcji historii. Tyle na ten temat wie przeciętny Polak czy może Europejczyk. Co to jednak znaczy. Co dla przeciętnego człowieka przyniósł długo wyczekiwany pokój. I nie chodzi o patetyczne stwierdzenia w rodzaju „przyniósł wolność”. Na to pytanie stara się nam odpowiedzieć Magdalena Grzebałkowska w „1945. Wojna i pokój”.

1945Zacznę od tego czym ta książka nie jest. Nie jest historyczną monografia, nie jest pogłębionym podręcznikiem historii skupionym na tym przełomowym roku. Jest współcześnie napisanym, zaskakującym szerokością spojrzenia freskiem pokazującym czas przełomu z punktu widzenia jednostki.  Rok 1945 był niewątpliwie rokiem zmiany. Kończyła się wojna, zmieniał się ustrój, powstawała nowa Polska, w nowych granicach. Trwała swoista wędrówka ludów. Rozpoczynała się odbudowa choć walki, nie tylko z Niemcami, wciąż trwają.

Na tym tle toczy się też życie „normalnych” ludzi. Tyle tylko, że z normalnością nie ma ono wiele wspólnego. I właśnie o tym Magdalena Grzebałkowska opowiada. Zabiera nas na Ziemie Odzyskane, do obróconych w perzyną Warszawy i Wrocławia. Pokazuje pogromy wsi polskich i ukraińskich w okolicach Sanoka. Każde z tych miejsc poznajemy oczami uczestników tamtych wydarzeń. Mnie ten sposób prowadzenia narracji uwiódł podwójnie, był dla mnie swoistą podróżą w kraj dzieciństwa. Wychowałem się na Ziemiach Odzyskanych, moi dziadkowie i ich sąsiedzi to co do jednego to byli osadnicy i repatrianci za Buga. W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, pacholęciem będąc, często siadałem na stołeczku w kuchni i słuchałem ich rozmów i wspomnień. O tym jak to było ich w miasteczku osiemnastu, dziewiętnasty przyjechał ksiądz, a dwudziesty był ubek. Słuchałem o  przeprawach przez Odrę, na drugą stronę, na szaber. Słuchałem też o pozostawionych pod Zaleszczykami gospodarstwach, o tęsknocie za Lwowem czy Stanisławowem. Czasami jadłem mamałygę albo faszerowane papryki, robione na tamten, wschodni sposób.

Pewnie dlatego, że coś o tym czasie wiedziałem zapadłem się w te reportaże kompletnie. Trochę na zasadzie, znacie to posłuchajcie, trochę aby usłyszeć te fragmenty opowieści, o których nie mówiono głośno, a często nie mówiono wcale. Zacofanie ziem wschodnich, zwłaszcza na tle murowanej wsi niemieckiej, szok jaki w repatriantach wywołały maszyny elektryczne, ogólny dostatek wyzierający z każdego kąta domów „poniemieckich”. Kradzieże wszystkiego co popadło, nazywane szabrem, bo kraść to brzmi źle, a szabrować jakoś tak neutralnie. To nie były temat do dumy, ale o przesiedleniach czy raczej wpędzeniach Niemców nie mówiono wcale. Grzebałkowska pokazuje ich dramat, i dziś 70 lat po tamtych wydarzeniach nadaje im ludzki wymiar. Coś co jeszcze kilkanaście lat temu było nie do pomyślenia. Przecież w końcówce lat czterdziestych i na początku pięćdziesiątych  słowo „niemcy” czy „niemiec” pisano z małej litery. Swoista forma odreagowania.

Ludzki aspekt drobiazgu, pochwała codzienności, próba przetrwania i zabezpieczenia się w niespokojnych czasach. Wszystko widziane oczami kilku nacji: Polaków, Niemców, Ukraińców, Żydów. I każdy z tych głosów jest równie ważny, i dopiero gdy brzmią w chórze dają obraz całości. Pokazują jak wyglądał tamten rok.

Szacunek autorce należy się też za ogrom pracy, jaki włożyła w dokumentacje. Jej podróż po Ziemiach Odzyskanych, dziesiątki rozmów, pewnie setki godzin nagrań, może całe zeszyty notatek. Tak to widzę. Każda rozmowa to inny styl, inna intonacja, często specyficzny dialekt. Grzebałkowskiej udało się to uchwycić, zachować, nadać osobisty, indywidualny i nie powtarzalny charakter każdej z opowieści. Również dzięki temu czyta się to pysznie, z wypiekami na twarzy niczym najbardziej pasjonująca powieść. Przecież najbarwniejsze opowieści pisze życie, trzeba tylko umieć je odnaleźć. Magdalena Grzebałkowska je znalazła i z dużą klasa puściła w obieg publiczny. Absolutnie polecam.

Na koniec mały P.S. Po lekturze zrozumiałem dlaczego jedno z najbardziej okrutnych chińskich przekleństw brzmi „Obyś żył w ciekawych czasach”. Rok 1945 z całą pewnością był ciekawy.

Wydawca: Wydawnictwo Agora

Tytuł: „1945. Wojna i pokój”

Autor: Magdalena Grzebałkowska

Rok wydania: 2014

Stron: 420

Okładka: miękka

Ilustracje: czarnobiałe

Cena: 24,99 zł ( w Biedronce)

Książkę to mój własny zakup

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl