Fotografia Podróże

Lwowskie wspomnienie 3. „Cmentarz łyczakowski” . Galeria

Napisał Blurppp

Krzyż był wysoki, dla mnie dziesięcioletniego chłopca sięgał nieba. We Wszystkich Świętych zapalaliśmy pod nim znicze. Kiedyś zapytałem dziadka dla kogo te znicze, przecież grób pradziadków jest raptem kilka metrów dalej. W odpowiedzi usłyszałem „Dla tych na grobie których znicza postawić nie mogę”.  Dziadek był osadnikiem, a krzyż stał na cmentarzu na ziemiach odzyskanych.

Groby dziadka mojego dziadka, rodziców mojej babci i wszystkich ich znajomych zostały gdzieś tam. W wypadku mojej rodziny w Żywcu, Kopankach i gdzieś w lubelskim. Sąsiedzi groby przodków mieli w Stanisławowie, Zaleszczykach czy na lwowskim Łyczakowie. Dlatego już w 1946 roku pomiędzy cmentarną bramą a świeżo wybudowaną kaplica postawili krzyż. Był wielki i symboliczny. Był sumą wszystkich opuszczonych krzyży na opuszczonych cmentarzach. Do dziś każdego pierwszego listopada zapala się tam świeczkę za dusze pochowanych daleko. Wiem też, że taki krzyż stoi na prawie każdym wiejskim cmentarzu na ziemiach odzyskanych.

W tom roku miałem okazje odwiedzić Cmentarz Łyczakowski jedno z tych miejsc, o których opowiadali mi koledzy dziadka, panowie Lutkiewicz i Wołowicz –  Lwowiacy. Jednego przesiedlono w 1945 roku w okolice Zielonej Góry. Drugi przeszedł cały szlak Armii Andersa, w tym walczył pod Monte Casino. Po wojnie wrócił, jego Lwów nie był już w Polsce, osiadł na „Ziemiach Piastowskich”.  Obaj zmarli w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Pamiętam tylko, że jeden z nich w żartach nazywał mnie baciarem. Nie pamiętam który. A może nic nie pamiętam, może mi o tym opowiedziano. Za to wiem z całą pewnością gdzie są ich groby. Leża kilka alei od mojego dziadka. Kiedy mogę pale im świeczkę. Takie małe podziękowanie za to, że wiem kim były Lwowskie Orlęta. W tamtych czasach w szkole o tym nie uczono.

Pewnie właśnie echo tamtych opowieści sprawiło, ze żelaznym punktem mojej lwowskiej wycieczki była Łyczakowska Nekropolia i Cmentarz Orląt. Tak to miejsce zapamiętałem.

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl