Recenzje Wino i destylaty

Lori de Mori – “Księga smaków Toskanii”

Napisał Blurppp

Książka telefoniczna, słownik , encyklopedia czy książka kucharska to publikacje z których korzystamy, ale czytać ich się nie da. Przynajmniej w potocznym tego słowa znaczeniu. Na szczęście w wypadku tych ostatnich są wyjątki. Taki właśnie wyjątkiem jest „Księga smaków Toskanii” która niedawno staraniem wydawnictwa Buchmann ukazała się na naszym rynku. Zresztą nie do końca jest to książka kucharska, choć przepisów w niej bezliku, o czym więcej napiszę za chwile. Raczej jest to przewodnik, i to nie po Toskanii a po Toskańczykach, ich stylu życia i ich kuchni.

Zacznę jednak od przepisów. Pierwsze co się wyraźnie rzuca w oczy to wspaniałe fotografie gotowych dań autorstwa Noela Barnhursta. Są piękne i sugestywne, w żadnym wypadku nie wolno tej książki przeglądać będąc głodnym. Każdemu daniu towarzyszy też krótka notka, czasami opisująca okoliczności w jakich potrawa powstała czy anegdotek albo wspomnienie z pobytu autorki w regionie, czasami jej kulturowe znaczenie i okazję przy jakich się je jada. To ważne by zrozumieć zamysł, filozofię potrawy. Bo przecież nie chodzi o mechaniczne gotowanie, chodzi o uchwycenie tego magicznego „coś” sprawiającego że kuchnia Toskanii podbija świat. Potem mamy już klasycznie czyli listę składników i dokładny i napisany przyjaznym językiem sposób wykonania.

Przepisy podzielono na 5 grup, odpowiednio: Przystawki, Pierwsze Dania, Drugie Dania, Warzywa i Desery będącymi równocześnie tytułami rozdziałów. Temu podziałowi towarzyszy niezwykle interesujący opis ,oddający kontekst jaki towarzyszy posiłkowi. Pozwólcie, że zacytuje fragment, przecież nikt nie odda tego lepiej niż autorka.

„Prostota toskańskiej kuchni uwidacznia się najlepiej na samym początku posiłku. Pojawiają się wówczas najważniejsze składniki – wiejski chleb, szlachetna zielona oliwa i miejscowe wino – nadając ton wszystkim kolejnym daniom”

Wybrałem ten fragment z dwóch powodów, po pierwsze wymienia on wino, jako istotny, obowiązkowy element każdego posiłku. Po drugie pokazuje on jak prosta jest toskańska kuchnia. W książce pada określenie „pomysłowa prostota” nic dodać niż ująć. Wszystko oparte o najlepsze świeże regionalne produkty. To właśnie klucz do. Widać to w przepisach, większość bazuje na kilku składnikach, z czego i tak połowę stanowią przyprawy i „dosmaczacze” jak ser czy oliwa. Dzięki temu nie trzeba mieć techniki szefa by sobie poradzić. To ważne szczególnie dla gotującego faceta jak ja.

Kuchnia toskańska to także wino, bez niego Toskania nie była by Toskanią. Sporo na stronach tego wina się leje. Głownie do garnków, ale sporo zostaje też do kieliszków co pięknie widać na wielu zdjęciach ilustrujących potrawy. Uzmysławia to jak ważną jest ta trzecia wartość, uzyskana z połączenia jedzenia z winem, ta wartość dodana będąca czymś więcej niż sumą jedzenia i wina. Dlatego dla mnie jako dla miłośnika wina, lektura była jeszcze większa przyjemnością .

Co kilka stron w tekście znajdziemy wyraźnie wydzieloną ramkę, czasami ta ramka to cała strona. Każda z nich ma swój tytuł i opisuje zgodnie z nim jakieś zagadnienie lub składnik. Każdej towarzyszy też anegdota. Przy pierwszym przeglądaniu książki, właśnie owe ramki przykuły moją uwagę i dały podczas lektury dużo frajdy. Jedna z ramek, wybór jak najbardziej tendencyjny, zeskanowaną bez wiedzy i zgody wydawcy, który mam nadzieję mi to wybaczy znajdziecie w galerii poniżej.

Książka jest też albumem dokumentującym toskańską codzienność. Drugi z zamieszanych w powstanie książki fotografów Jason Lowe zabiera nas na spacer, wspólnie odwiedzamy lokalne targowiska, obsadzone cyprysami wzgórza i aleje, wpadniemy na szybkie espresso, oczywiście na stojaka przy barze. Zaglądniemy do pełnego zgiełku rybackiego portu, ale i przystaniemy w cichej zatoczce by podziwiać zachód słońca. Nie ominie nas tez okazja podziwiania pereł renesansowej architektury, z której Toskania słynie. Właściwie te zdjęcia to już aż nadto, by tą książkę mieć.

Oczywiście najlepszym pomysłem by poznać Toskanie jest do niej pojechać, a jeszcze lepiej zamieszkać tam na jakiś czas i całym sobą chłonąc smaki i zapachy. Niestety łatwiej powiedzieć niż zrobić. Dlatego jak napisał to Andrzej Poniedzielski w jednej ze swoich piosenek „ Studia ze zdrowym rozsądkiem pogodzę, posłuchaj mnie studia też kształcą, a podróże są drogie”. A oo studiowania kolorytu Toskanii „ Księga smaków Toskanii” jest podręcznikiem idealnym, nie tylko bogatym merytorycznie ale i pięknym w formie. Polecam.

Na koniec jeszcze małe przyrzeczenie. W najbliższym czasie przygotuje kilka dań w oparciu o zamieszczone w książce przepisy i opisze na blogu. Myślę, że będzie pysznie.

W galer iskany kilku stron, bo ta książkę trzeba zobaczyć by w pełni ją docenić. Wybór stron które zeskanowałem jest jak najbardziej tendencyjny. Prawników wydawnictwa proszę o łagodne potraktowanie.

Książkę otrzymałem od wydawnictwa.

Autor: Lori de Mori

Tytuł: „Księga smaków Toskanii”

Wydawca: Buchmann

Rok wydania: 2012

Stron: 538

Okładka: twarda 253

Ilustracje: kolorowe

Cena: 69,90 zł

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl