Podróże

Lizbona – co obowiązkowo zobaczyć. Część IV

Napisał Blurppp

Czwarta i za razem ostatnia część poradnika w którym ja czyli turysta radzi innym turystom co odwiedzić w Lizbonie. Dziś opuścimy centrum i pojedziemy zobaczyć najbardziej emblematyczne symbole starej Lizbony. Trzęsienie ziemi z 1 listopada 1755 sprawiło, że Lizbona jak feniks spłonęła i powstałą na nowo. Ta manuelińska pozostała tylko w Belem. Ale będą nie tylko zabytki, będzie też coś nowego i coś na ząb.

Do Belem najłatwiej dostać się tramwajem. Ze ścisłego centrum najłatwiej dostać się tam tramwajem linii 15. Przejazd trwa około 20 minut. Przystanek dla wysiadających znajduje się prawie dokładnie naprzeciwko Klasztoru Hieronimitów i od niego warto zacząć.

Ale co do zaczynania, do są dwie szkoły. Jedna mówi, że do Belem najlepiej przyjechać późnym popołudniem i zostać na zachód słońca. Nie jest to zły pomysł ale z drugiej strony właśnie wtedy są tam największe kolejki. Nie zdziwcie się, jeżeli stracicie na czekanie nawet dwie godziny. Dlatego ja namawiam na dwie wizyty, jedna poranna, najlepiej przyjechać około 9:30 i drugą popołudniu. Tym bardziej, że być może wcale nie wrócicie co centrum. Jak to zorganizować.

Klasztor Hieronimitów i Kościół Najświętszej Marii Panny

Dla turysty te dwa obiekty zlewają się w jedno. Zwiedzanie warto zacząć od klasztornych krużganków. To tam mieli odpoczywać, modlić się i medytować mnisi. Ja bym w takich okolicznościach nie potrafił się skupić. Za wiele tam wszystkiego. Ten najpiękniejszy przykład stylu manuelińskiego oszałamia. Każdy centymetr pokrywają zdobienia o ilustracyjnym lub symbolicznym znaczeniu. Oczy wciąż odnajdują coś nowego, tak na parterze jak i na pierwszym piętrze. Z którego zresztą wiedzie przejście na chór kościoła. Prawdziwa wizualna orgia kształtów.

Nie mniej spektakularny jest Kościół Najświętszej Marii Panny. Jego trzy nawy i niezliczona ilość elementów dekoracyjnych robią wielkie wrażenie. Na mnie największe wrażenie jednak zrobił usytuowany na lewo od wejścia grób Vasco da Gama – jednego z największych podróżników i odkrywców wszech czasów. To on Zrobił to co planował Kolumb, odkrył drogę morską do Indii.

Cena zwiedzania: 10 euro. Dla posiadaczy Lisbona Card – bezpłatne.

Antiga Confeitaria de Belem

Dosłownie o sto kroków od Klasztoru Heronimitów znajduje się kolejna atrakcja, tym razem kulinarna. To tam od 1834 roku powstają słynne babeczki Pasteis de Belem. Te pysznotki z jajecznym kremem przez cała lata powstawały właśnie w klasztorze. Kiedy zlikwidowano klasztory ich produkcję przeniesiono o kilkadziesiąt metrów do kawiarni. I tak jest do dziś.

Poważnym grzechem będzie zrezygnować z kawy czy kieliszka porto i oczywiście babeczki albo i dwóch. Warto tam wybrać się zaraz bo skończeniu zwiedzania kompleksu Hieronimitów. Powinno być jeszcze pustawo, potem niech nie zaskoczy was kolejka oczekujących na stolik i długie czekanie na obsługę. Zdecydowanie warto spróbować tego kulinarnego skarbu Lizbony.

Pomnik Odkrywców

Prawie dokładnie naprzeciwko znajduje się wybudowany w latach sześćdziesiątych 55 metrowy betonowy kolos. Ma kształt statku i upamiętnia całe pokolenia portugalskich odkrywców. Jego boki to przedstawienie marszu ku odkryciom. Dla turystów najciekawsza jest możliwość wyjechania na górę, skąd rozciągają się niezapomniane widoki na Belem i Lizbonę w tym na Ikoniczny most 25 Kwietnia.

Cena zwiedzania: 3 euro.

Wieża Belem

10 minutowy spacer wzdłuż Tagu i dochodzimy do kolejnego budynku – symbolu. Wieża Belem od 1519 roku nieprzerwanie broni Lizbony przed atakiem od strony oceanu. Ten majstersztyk stylu manuelińskiego to jednak nie tylko fortyfikacja, to tez dzieło sztuki. Doceniono to już w roku 1978 kiedy powstawała pierwsza lista Światowego Dziedzictwa Unesco znalazła się na niej. Podobnie jak nasza Wieliczka.

I podobnie jak ona do dziś przyciąga turystów z całego świata. Choć dziś jest przede wszystkim tłem do selfie w swoje historii miała najróżniejsze funkcje. Była i fortecą i wwiezieniem a nawet punktem poboru opłat czy stacja telegrafu. Remont z początku poprzedniej dekady przywrócił jej pierwotny kształt i szyk. Warto zobaczyć ją tak z zewnątrz jak i spędzić kilka minut w środku przemierzając kolejne piętra.

Cena zwiedzania: 6 euro. Dla posiadaczy Lisbona Card – bezpłatne.

Kiedy skończycie zwiedzać wspomniane atrakcje będzie prawdopodobnie około 14, do zachodu słońca wciąż daleko. Można wracac do centrum albo można wybrać się pociągiem do Cascais.

Cascais

To miasteczko kurort ze słynnymi plażami. Na jednej z nich, słynnej Praia do Guincho kręcono nawet jeden z odcinków sagi o Bondzie. Do Cascais bardzo łatwo się dostać, choćby pociągiem, stacja oddalona jest o 15 minutowy spacer od Wieży Belem. Pociągi kursują przeciętnie co 20 minut.

Warto zwiedzić miasteczko, może zjeść rybę a potem zafundować sobie spacer plażą. Nawet w grudniu bywa słonecznie i raczej nie ma wiatru. Na pewno sporo przyjemności da wam trochę ponad dwukilometrowy spacer wzdłuż oceanu do siostrzanej miejscowości Estoril. Dodatkowo skończy się prawie na stacji kolejki która w 20 minut przewiezie was z powrotem do Belem. Powinno się zmierzchać, co oznacza że czeka was spektakularny widok zachodu słońca nad Tagiem.

Dla posiadaczy Lisbona Card – bezpłatne wszystkie przejazdy są darmowe.

Kończąc ten czteroodcinkowy cykl mam świadomość, że to tylko liźniecie Lizbony. Że wciąż pozostało wiele do zobaczenia i jeszcze wiele do odkrycia. Ale to w zamierzeniu miał być plan minimum, cos co pozwoli bez biegania zobaczyć najbardziej znane miejsca. Takie lizbońskie ikony, a przy tym jest to program możliwy do zrealizowania podczas 3 dniowego city breaku.

Z pewnością znajdą się tacy, którzy zarzucą mi, ze w programie zabrakło tego czy tamtego, i że przy dobrej organizacji można jeszcze Sinatrę odwiedzić, Muzeum Powozów a nawet wybrać się na drugą stronę Tagu. Pewnie, że można tylko czy warto. Takie podejście sprawi, ze zamiast cieszyć się miastem i unikalną atmosfera Lizbony będziecie pędzić z lokacji na lokacje.

Zamiast tego lepie wygospodarować kilka chwil na popołudniowy kieliszek wina, na obserwacje słońca odbijającego się od płytek ajuleos czy szerzej na chłoniecie unikatowej atmosfery. Choćbyście zwiedzali po 16 godzin dziennie nigdy nie zobaczycie wszystkiego co ktoś wam polecał. Czasem lepiej sobie odpuścić, będzie dobry powód by wrócić do Lizbony. Czego sobie i wam życzę.

Nie przegapcie też:

Lizbona – co obowiązkowo zobaczyć. Cześć I

Lizbona – co obowiązkowo zobaczyć. Cześć II

Lizbona – co obowiązkowo zobaczyć. Cześć III

Do Lizbony podróżowałem na koszt własny, zwiedzałem na zaproszenie organizacji Visit Lisboa wystawcy Lisboa Card.

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl