Wino i destylaty

Liliac Feteasca Alba DOC-CMD Lechinta 2014 bo Drakula był Polakiem

Napisał Blurppp

Na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, będąc młodszym nastolatkiem wakacje od pierwszego do ostatniego dnia spędzałem na wsi u Dziadków. Z atrakcji jakie tam na mnie czekały warto wymienić skakanie po stogach słomy, bieganie po ściernisku, jazdę na kombajnie i siedzenie nad stawkiem. Wszystko to fajnie, ale najfajniejsze były wieczory. Wtedy cała rodzina siadała na schodach, czasami dołączali sąsiedzi. Zwykle tajemnym sposobem pojawiała się też kanka na mleko pełna piwa. Przede wszystkim jednak były opowieści.

Z tamtych czasów zapamiętałem trzy złote zasady. Po pierwsze, w upalne popołudnie najwygodniej siedzieć na kamiennych, chłodnych schodach. Po drugie, to starsi maja snuć opowieści skierowane do młodszych. Po trzecie, najfajniejsze opowieści pojawiają się zawsze wtedy, kiedy w okolicach jest alkohol.

Dziś sam jestem w wieku moich wujków (obaj niestety już nie żyją) i tylko trochę mi brakuje do wieku kiedy mój dziadek, a potem mój tata zostali dziadkami. To też to teraz na moich barkach dziś leży wynalezienie odpowiednich schodów i snucie opowieści. Czasami też to ja muszą skołować alkohol.  Tyle tylko, że ja zwykle zamiast piwa wybieram wino.

W jeden z letnich weekendów sięgnąłem po przywiezione z Rumuni a zrodzone w Transylwanii Liliac Feteasca Alba DOC-CMD Lechinta 2014. Zasiedliśmy na schodach ganku moich rodziców i popłynęła opowieść. Przy winie z tamtych stron musiała być o wampirach, bo nie wiem czy wiecie, ale Drakula był Polakiem.

Zamek Bran, rzekomy zamek Drakuli

Zamek Bran, rzekomy zamek Drakuli

Pierwowzorem książkowego Drakuli był Wlad III Palownik – władca Wołoszczyzny. Postać to historyczna, jak najbardziej rzeczywista, z tym że mocno kontrowersyjna. Wielu uważa go za bohatera narodowego, wszak to on ochronił Wołoszczyznę przed tureckim potopem. Tyle tylko, że stosował w tej obronie środki przez wielu uznawane za mało humanitarne. Miał bowiem w zwyczaju jeńców nabijać na pal. Nie robił tego z sadystycznych zapędów a z czystej kalkulacji, chciał jedynie osłabić morale przeciwnika.

Jedyny problem w tym, że pale – podobnie jak inne sprzęty wojenne kosztują. Jedynym wyjściem dla władcy prowadzącego wojnę jest podniesienie podatków. Władca głupi podnosi je dla swoich, władca mądry dla obcych. Wlad miał to szczęście, że po sąsiedzku miał Transylwanie gęsto zaludnioną przez niemieckojęzycznych osadników. Sporo z nich było kupcami robiącymi interesy z sąsiadem. To właśnie na kupców z Siedmiogrodu i ich transgraniczne transakcje nałożył wysokie podatki. Konflikt był nieunikniony. Krótko potem obie krainy zalały pamflety określające Wlada mianem diabła i smoka. Pech chciał, że obie kreatury maja jedno w wołoskim określenie – „Drakul”. I tak za sprawą czarnego PR siedmiogrodzkich kupców narodziła się legenda.

Jasne, ale co to ma wspólnego z Polską. Odpowiedź jest genealogia. Wlad II – ojciec Palownika był bowiem synem Mirczy Starego, urodzonym ze związku ze stryjeczną siostrą Władysława Jagiełły – Ryngałłą Anną. Zdaniem bałkanistki prof. Ilony Czamańskiej, hipoteza Tęgowskiego znalazła już pewne potwierdzenie, bo w jednym z monasterów w Kosowie znaleziono portret Mirczy z żoną imieniem Anna. Te koneksje sprawiają zaś, że moglibyśmy spojrzeć na Drakulę nieomal jak na krajana, skoro miał rodzinne związki z dynastią rządzącą Polską…

Przy okazji warto dodać jeszcze jedno. Tak Wlad III Palownik jak i nasz Władysław Jagiełło należeli do tej samej tajnej organizacji: Zakon Smoka. Ta tajna organizacja założona na początku XV wieku przez króla Węgier Zygmunta Luksemburczyka miała bronić Europy przed najazdami muzułmanów. Należało do niej większość władców Europy wschodniej i centralnej. W tym nasz sojusznik spod Grunwaldu – książę Witold.  A oto jak jego ceremonie przyjęcia do organizacji opisał Jan Długosz

Kiedy Witold z posłami królewskimi naradzał się w Wołkowysku, przybył do niego rycerz austriacki Leonard, wysłany od Zygmunta króla rzymskiego i węgierskiego, który mu przywiózł godła i ozdoby jego towarzystwa, opisanego pewnymi ustawami. Ktokolwiek je przyjmował, obowiązywał się przysięgą do ich zachowania. Te zaś ustawy zastrzegały, aby jeden drugiego tak w szczęściu jako i nieszczęściu i w żadnej zgoła kolei nie opuszczał. Godłem zaś rzeczonego towarzystwa był smok w okrąg zwinięty, głowę mający z ogonem splecioną, z paszczy otwartej płomieniem ziejący, a na grzbiecie krwawym krzyżem naznaczony, nad którym unosił się krzyż promienisty z napisem we środku: „O! jakże Bóg miłosiernym jest, sprawiedliwym i łaskawym!”. Godła te w obecności posłów królewskich doręczono Witoldowi jako znak przystąpienia do związku .

Liliac Feteasca Alba DOC-CMD Lechinta 2014

Liliac Feteasca Alba

Fascynująca historia, ale czas na wino, jak wspomniałem wino z Transylwanii. Apelacja DOC-CMD Lechinta leży w północno-wschodniej jej części. Powstają tam przede wszystkim wina białe, tak ze szczepów międzynarodowych jak  pinot gris, sauvignon blanc czy riesling ale też z szczepów typowych dla tej części Europy czyli z feteasca alba czy muscat ottonel. Uważam, że wina ze szczepów lokalnych są ciekawsze, a świetnym przykładem na to jest Liliac Feteasca Alba DOC-CMD Lechinta 2014. W nosie bardzo kwiatowe ale tez z wyrazistym brzoskwiniowym podbiciem. W ustach lekkie, zdecydowanie owocowe, do zapowiadanych w nosie brzoskwiń dochodzą owoce cytrusowe, całość oparta jest o zdecydowana gorzko kwaśna oś grejpfruta. Bardzo pijalne i rześkie wino a przy tym nie pozbawione dyskretnej elegancji. Świetnie odświeża i znakomicie wspiera zbyt długie opowieści, pasuje do kamiennych schodów i do białego obrusa, o ile stanie obok delikatnie przyprawionej cielęciny.  Moja ocena 4,5 czyli dobre z plusem. Kupiłem w Rumuni za około 30 zł.

Liliac  Feteasca Alba DOC-CMD Lechinta 2014 to mój zakup własny.

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl