Recenzje

Leszek Herman „Latarnia umarłych” – audiobook

Napisał Blurppp

„Latarnia umarłych” to pozycja na której wersję audio dość długo czekałem. Na skutek niezrozumiałej dla mnie polityki wydawcy, tom drugi cyklu Leszka Hermana na potrzeby audiobooka został zaadaptowany mniej więcej w chwili gdy na księgarskie półki trafiało klasyczne, papierowe wydanie tomu trzeciego. Nie podoba mi się to. Czekam na dzień kiedy wydania audio i papierowe będą miały premierę w tym samym czasie. Ale wróćmy to „Latarni umarłych” bo to o niej a nie o polityce wydawców ma być ten wpis.

„Latarnia umarłych”Zacznę od rzutu oka na fabułę, jesteśmy prawie dokładnie rok po wydarzeniach opisanych w „Sedinum”. Trójka przyjaciół poznanych w pierwszym tomie zdaje się żyć każde swoim życiem. Codzienne obowiązki kompletnie przygłuszyły wspomnienie ich wspólnej przygody. Igor wciąż jest architektem, Johann prowadzi swoje londyńskie interesy a Paulina wciąż spełnia się w roli dziennikarki. I to od niej tym razem wyjdzie iskra która znów wstrząśnie Pomorzem.

Tym razem będzie miała ona postać niepozornego brulionu, jaki chory na schizofrenie staruszek przysyła Paulinie. Krótko po tym zostaje zamordowany. Paulina rusza tym śladem a ten prowadzi do Darłowa. Tam losy całej trójki przetną się ponownie.

Podobnie jak w poprzednim tomie pojawią się tajemnice z przeszłości, znów część z nich będzie sięgała średniowiecza a część II Wojny Światowej i czasów tuż po niej. To też momentami książka przypomina zbiór historycznych gawęd. Ale jako że konsekwencje tych tajemnic będą miały jak najbardziej realny wpływ na teraźniejszość to w warstwie współczesnej „Latarnia umarłych” balansuje pomiędzy kryminałem a conspiracy thrillerem. To połączenie tych dwóch typów literatury zaowocowała lekkim czytadłem, przyjemnym choć nie pozbawionym wad.

Aby te wady wskazać, najlepiej porównać tom drugi z pierwszym. I trzeba uczciwie powiedzieć, że to porównanie nie wypada najlepiej. Pierwsze moje zastrzeżenie dotyczy tempa rozwoju opowieści. W wypadku „Sedinum” opowieści nabierała tempa właściwie na początku opowieści, „Latarnia umarłych” tak na dobre rozkręca się dopiero w drugiej połowie, a pierwsza ćwiartka jest wręcz nudna. To też wcale się nie zdziwię, jeżeli usłyszę o czytelnikach, którzy do końca nie dotrwali.

Drugie moje zastrzeżenie dotyczy jakości i atrakcyjności anegdoty historycznej. Oczywiście rozumiem, że Szczecin w porównaniu z Darłowem ma więcej do zaoferowania pod tym względem, ale to autor wybierał lokacje. Na dowód niech posłuży fakt, że po lekturze „Sedinum” googlałem w poszukiwaniu dodatkowych informacji podniesionych w opowieści. W wypadku tomu drugiego żaden ze wspomnianych epizodów historycznych nie zainteresował mnie na tyle by zrobić to samo. Jednym zdaniem tom pierwszy miał w sobie więcej „iskry”.

Darłowki zamek

Mimo wymienionych wyżej zastrzeżeń nie uważam, że „Latarnia umarłych” to powieść zła. To bardzo przyzwoita, utrzymana na średnim poziomie pozycja, a jej największym problemem jest poprzednik. Wywindował on oczekiwania wobec kontynuacji do niebotycznego poziomu, a że porównania są nieuniknione to i lekkie uczucie niedosytu przy ostatniej stronie tomu drugiego.

A może powinienem zdanie wyżej napisać przy ostatniej minucie nagrania. „Latarnia umarłych” wchodziła mi bowiem przez uszy a nie przez oczy. Dla kogoś mającego coraz większy problem ze wzrokiem 24 godziny nagrania brzmi mniej przerażająco niż 600 stron druku. To też sięgnąłem po audiobooka, choć robiłem to z lekkim niesmakiem, wynikającym ze zmiany lektora na Marcina Przybylskiego. Nie lubię, jeżeli kolejne tomy cyklu interpretują różni lektorzy. Dla mnie to kolejny dowód, na to, że Muza w sprawie książek dźwiękowych musi się jeszcze sporo nauczyć. I mam nadzieję, że to zrobi.

Wracając do konkretów, pomimo mojego pełnego dystansu podejścia musze przyznać, że Marcin Przybylski dał radę. Świetnie sprawdził się w warstwie dialogowej, dobrze budował napięcie w ważnych scenach, nie nudził opowiadając o czasach minionych. Słowem – słuchało się tego bardzo przyjemnie. I myślę, że w większym stopniu lektorowi niż autorowi zawdzięczam, że gdzieś w 240 minucie nagrania nie zdjąłem słuchawek. Jeżeli bym to zrobił, to stracił bym kolejne 18 godzin, a te były znacznie lepsze. Szkoda tylko, ze autor nie popracował nad początkiem, przecież pokazał że potrafi.

Teraz czekam aż wydany już na papierze trzeci tom cyklu pojawi się jako audiobook. Z pewnością po niego sięgnę, bo z opisu wygląda kusząco. Oby wydawca nie kazał nam długo czekać.  

Tytuł: „Latarnia umarłych”

Czyta: Marcin Przybylski

Rok wydania: 2018

Czas: 21 godzin i 48 minut

Cena: 44,90 zł

Kupicie w Audioteka.pl

Audiobooka otrzymałem od Audioteki

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl