Recenzje

Lee Child „Sto milionów dolarów” – audiobook

Napisał Blurppp

„Sto milionów dolarów” czyli dwudziesty pierwsza część cyklu Jacka Reachera delikatnie odbiega od większości cyklu. Ten tom przenosi nas do roku 1996, w czasy, gdy Jack jeszcze nosi mundur żandarma.  Czyli podobnie jak „Ostatnia sprawa” jest tak naprawdę retrospekcją w stosunku do głównej linii narracyjnej całej serii. I mnie się szalenie się te „tomy wsteczne” podobają i to z dwóch powodów.

„Sto milionów dolarów”Pierwszym niewątpliwie jest szansa poznania Jacka w czasach służby. A to przecież ona ukształtowała te postać, nadała mu pewien sznyt widoczny w kolejnych chronologicznie wydarzeniach. Drugą jest możliwość bliższego poznania byłych współpracowników, jak w tym wypadku Manuel Orozco czy sierżant Frances Neagley. Postacie te przewijają się w mniej lub bardziej istotnych rolach przez całą serię i są dla niej istotne. Dlatego warto coś o nich wiedzieć, a autor wiedzę na ich temat dawkuje wyjątkowo oszczędnie.

Wracając do „Sto milionów dolarów” to fabuła bazuje na dwóch stereotypach. Pierwszym jest dalekowschodni terroryzm, drugim niemiecki rewizjonizm i neofaszyzm. I chyba nie bardzo przesadzę, jak powiem, że autor podszedł do problemu zbyt sztampowo. O ile islamski terroryzm to coś na czym można spokojnie budować fabułę (choć w roku 1996 nie był on aż tak ważny i potężny jak po roku 2001) o tyle w kwestii „niemieckiej” lekko przesadził.  Nigdy po 1945 roku na terenie Niemiec na powstałą potężna organizacja o szeroko zakrojonych wpływach, sięgająca swoimi mackami wysoko w organy ścigania. Kolejnym elementem, gdzie autora mocno poniosła wyobraźnia jest opis pewnego zimnowojennego projektu.

Ale w książkach Lee Childa nigdy nie chodziło o zbieżność z realiami a o dobra zabawę. I pod tym względem „Sto milionów dolarów” staje na wysokości zadania. Znów jest szybko, dynamicznie, bez chwili nudy. Tupet i absolutny brak lęku i silne ręce Jacka znów sprawią, że wszystko dobrze się skończy.

Na uwagę zasługuje znów fenomenalny opis bójek i doskonale poprowadzony finał.  Zresztą obie te rzeczy są znakami firmowymi pisarstwa Lee Childa, i tu też są podane w dobrej formie. Za to opowieść o kolejnej miłostce Jacka jest średnia i nie do końca mnie przekonuje. Niby nie jest nachalnie, ale tak naprawdę to niczego do samej fabuły nie wnosi.  

„Sto milionów dolarów”

Hamburg i jego mosty

Jak całość serii tak i ten tom poznałem za sprawą audiobooka. Tym razem roli lektora podjął się Maciej Więckowski. Nie wiem czemu i z jakiego powodu wprowadzono kolejnego lektora. Wielokrotnie już pisałem, że w ramach jednego cyklu powinien funkcjonować jeden, maksymalnie dwoje interpretatorów. Słuchacz przyzwyczaja się do pewnego typu czytania, do tembru głosu, do zagrań formalnych. Wreszcie lektor nadaje głos i charakter bohaterowi, a ten powinien być stały.

I mojej krytycznej opinie w tej kwestii nie zmienia fakt, że Maciej Więckowski zrobił kawał dobrej roboty. Widać, że choćby doświadczenie nabrane przy adaptacjach powieści Cobena nie poszło w las. Aktor świetnie buduje napięcie, sprawdza się w scenach pełnych tajemnic, a tych w „Sto milionów dolarów” jest wiele. Niby słucha się tego wciąż z przyjemnością, ale to już nie to. I głownie z powodu zmiany lektora tym razem znaczka POLECAM nie będzie.

Autor: Lee Child

Tytuł: „Sto milionów dolarów”

Czyta:    Maciej Więckowski

Rok wydania audiobooka: 2020

Czas: 11 godzin 45 minut

Cena: 39,90 zł

Kupicie w Empiku

Audiobooka wysłuchałem w ramach abonamentu w Empik GO

Sponsorem mojego abonamentu jest Empik Go

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl