Wino i destylaty

Lahofer Rulandskie Sade 2017 – fajna półsłodycz

Napisał Blurppp

Kiepsko znoszę przedwczesne tegoroczne lato. Organizm nie zdążył się zaadaptować do blisko 30 stopni jakimi od pewnego czasu obdarza nas natura. Ratuje się klimatyzacja, co jest najgłupszym z rozwiązań, bo choć daje chwilową ulgę, to w dłuższej perspektywie skutkuje katarem i bólem gardła. Znacznie lepszym rozwiązaniem jest zasiąść na zacienionym tarasie z kieliszkiem schłodzonej bieli. Ostatnio padło na słodkie Lahofer Rulandskie Sade 2017. I było fajnie, perfekcję chwili psuł tylko jeden szczegół, reklamowy bilbord przy niedalekiej ulicy z krzyczącym napisem „wysoka mięsność”.

Tak wiem, świat opisujemy słowami, to też nikogo nie dziwi, że wraz z pojawieniem się nowych zjawisk pojawiają się nowe słowa. Świetnie pamiętają to dorastający w latach osiemdziesiątych. To wtedy komputery, wówczas nazywane mikrokomputerami trafiły pod strzechy. Wraz z nimi pojawiło się wiele słów dziś nieźle wtopionych w polszczyznę. Nikogo już nie dziwi „interfejs” zamiast „interface” czy miedzymordzie. Nie inaczej jest z dżojstikiem czy routerem, o tym, że kiedyś nawet poważni dziennikarze w szanowanych tytułach decydowali się na odpowiednio „wesoły patyk” czy „ścieżkownicę” nikt już nie pamięta. Wszystkie te słowa były zapowiedzią rewolucji, rewolucji cyfrowej.

Co w takim razie zapowiada słowo „wysoka mięsność”. Reklama tym zwrotem obiecuje wysoką zawartość mięsa w wędlinie. Właściwie sens można zrozumieć intuicyjne, ale… No właśnie jest pewne ale. Kiedy niżej podpisany dorastał i wyrabiał sobie smak kiełbasa była po prostu z mięsa, podobnie jak szynka czy baleron. Dziś jest z czegoś z dodatkiem mięsa. Czasami jak tego mięsa jest więcej, powiedzmy 80%, i to jest to na tyle istotne, że trafia na bilbord. Z tego jasno wynika, że w innych wędlinach jest mięsa mniej, w skrajnych przypadkach nawet marne 30%.

Czy w takim razie, skoro pojawiło się i przebojem wdarło w przestrzeń publiczną słowo „mięsność”, to czy sens maja jeszcze słowa „kiełbasa”, „parówka”, „baleron” itd. Przecież dziś pod tymi nazwami kryje się coś zupełnie innego niż kiedyś, niż te słowa opisywały. Coś co ma taka a nie inna mięsność a nie pełnoprawna wędlina. Wiedza o tym nawet producenci i sami puszczają do nas oko, drukując na etykiecie zamiast polędwica np. „polędwicówka rodzinna” (zawartość mięsa 28%).

W tym kontekście zaczynam tęsknić za Polskimi Normami, z których zrezygnowano na początku lat 90 ubiegłego wieku jako relikt systemu słusznie minionego. I by to klasyczny przejaw wylania dziecka z kąpielą. Bo to trochę tak, jak by władze winiarskie Włoch czy Francji zrezygnowały z wymagań apelacyjnych i zamiast tego powiedziały rób jak chcesz, z czego chcesz i umieść na etykiecie co chcesz, a rynek sam zdecyduje.           

W efekcie owa „mięsność”, nowe słowo w polszczyźnie też zwiastuje rewolucję, rewolucję skazującą nas na jedzenie bez świadomości co jemy, co w praktyce może oznaczać jedzenie byle czego.  Bo przecież kiełbasa wcale nie musi być z mięsa, może mieć niską mięsność. Tyle tylko, że wtedy nikt się tym na bilbordzie nie pochwali, ale klient zwabiony „dobrą ceną” i tak po nią sięgnie.  Wszak cena czyni cuda. Tylko czy te cuda coś dobrego przyniosą?

Lahofer Rulandskie Sade 2017

Lahofer Rulandskie Sade

Lahofer Rulandskie Sade 2017

Zostawmy jednak te nie wesołe refleksje, pewnych procesów i tak się zatrzymać właściwie nie da. Zamiast tego próbujmy sobie naszą rzeczywistość lekko osłodzić. I w tym zadaniu dosłownie mocno nas wesprze Lahofer Rulandskie Sade 2017. Ten morawski półsłodziak zrodzony w okolicach Znojma ma słuszne 35 gramów cukru resztkowego na każdy litr, i naprawdę potrafi nam życie osłodzić. Ale nie bójcie się, nie zamuli was przy tym bo kwasu jest też nie mało, to też wszystko ładnie się tu balansuje. Dodajcie do tego bardzo intensywny, typowy dla pinota, szarego jabłkowo – ziołowy nos z delikatnym powiewem miodu. W ustach wspomniany balans i ładny gruszkowo – jabłkowy owoc. Wino świetnie sprawdza się jako wino tarasowe, ale śmiało podobałbym je też do pikantnych dań kuchni indyjskiej. Spory ekstrakt i intensywność smaku poradzi siebie nawet ze zdecydowanymi daniami. Drugą drogą jest kieliszek Lahofer Rulandskie Sade 2017 do najprościej zrobionej wątróbki drobiowej z cebulką.

Lahofer Rulandskie Sade 2017 oceniam na dobre z plusem czyli 4,5. Cena wina u naszych sąsiadów 190 koron czeskich czyli około 31 zł. I przy tej cenie to jest bardzo dobry zakup.

Lahofer Rulandskie Sade 2017 to mój własny zakup

 

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl