Wino i destylaty

La Gitana – dziewczyna z kwiatem w kruczoczarnych włosach

Napisał Blurppp

Gdyby zrobić konkurs na najsłynniejszą Cygankę świata to moja nie ma szans na zwycięstwo. Przegra z kretesem z nijaką Agnes zwaną Esmeraldą, ślicznotka w której kochał się nijaki Quasimodo. Fakt, że Esmeralda tak naprawdę nie była Cyganką jest tu bez znaczenia. Tymczasem moja ukochana Cyganka nawet nie ma imienia, świat zna ją po prostu jako Cygankę, jako La Gitana. W bardziej oficjalnych okolicznościach przedstawia się ją wraz z nazwiskiem ojca i przezwiskiem – Hidalgo La Gitana Manzanilla.

Jako, że w owej bezimiennej Cygance kocham się od lat, gdy tylko słyszę, że ktoś ze znajomych wybiera się do Andaluzji zawsze proszę o butelkę. W tym roku padło na moja córkę, to też nawet mocno prosić nie musiałem, butelka przyfrunęła wraz z końcem wakacji, ale jak się okazało jej zakup okazał się znacznie trudniejszym niż myślałem.

Jako, że plan wakacyjnej eskapady obejmował, Kadyks i dwa z trzech wierzchołków Trójkąta Sherry podejrzewałem, że nie będzie nic prostszego, wizyta w enotece , 5 minut i po sprawie.  Tymczasem każde pytanie o Cyrankę wprowadzało subiektów sklepów specjalistycznych w konfuzję. Jak w takim regionie, w sklepie pełniącym rolę niemalże świątyni sherry można zapytać o coś tak banalnego jak La Gitana. Takie zwyczajne wino kupuje się w Dia albo innej sieciówce. Od biedy można szukać w kioskach przy stacji kolejowej. Ale nie w enotece, gdzie wysoce wykwalifikowany specjalista sprzeda wina o których poza miejscem ich narodzin słyszało kilku hipsterów i kilkunastu winnych gików skupionych w ostatnich sherry barach w Londynie, Tokio i Nowym Jorku.

Jak widać rozdźwięk pomiędzy winnym parnasem a masowym klientem to nie tylko nasza specjalność. Piszę o masowym kliencie, bo wystarczyło wstąpić do sklepu ogólnospożywczego poza historycznym centrum, również tego tuż za rogiem, a tam Cyganka dumnie pręży się na każdej półce. Czym pokazuje, że choć od chwili gdy pierwszy raz trafiła do butelek minęło 226 lat wciąż pamięta gdzie się narodziła.

Do życia powołał ją w 1792 roku Don Jose Pantaleon Hidalgo, zrobił to w 20 lat po tym jak swoje wina zaczął robić klan Osbornów i w dwa lata po tym jak Szkot George Sandeman postanowił nie tylko handlować winami wzmacnianymi ale i je tworzyć.  Don Jose miał jednak odrobinę inny pomysł, na miejsce produkcji swoich win wybrał slamsy przy porcie w Sanlucar de Barrameda. Kierował się przy tym czynnikiem czysto finansowym, kupił bankrutująca Bodega de San Fermin. O wpływie Atlantyku na grubość flor nie myślał.

Tymczasem to właśnie atlantycka wilgoć sprawiła, że żyjący na powierzchni fino flor był wstanie tamtejszemu winu nadać specyficznego charakteru, na tyle odmiennego od reszty, że fino z Sanlucar de Barrameda doczekało się odmiennej nazwy – manzanilla. A najsłynniejszą z manzanilli stała się zrodzona w slamsach Cyganka – Hidalgo La Gitana Manzanilla.

Do lat czterdziestych królowała na stołach nie tylko w Andaluzji, równie popularna była na Wyspach Brytyjskich. Ale prawdziwą królową była w południowej Hiszpanii. Czy to nadmorska Malaga czy zalana słońcem i rozgrzana jak patelnia Granada, czy gwarna Sevilla czy rozmodlona Kordoba w każdym barze nieodłącznym elementem wystroju była ceramiczna dekoracja z czarnowłosą Cyganką. Modne magazyny i gazety codzienne pełne były reklam utrzymanych w charakterystycznym stylu. Nie było corridy bez kieliszka sherry, i bardzo często była to właśnie La Gitana, bodega sponsorowała też lokalne fiesty. Zrodzona w slamsach Cyganka choć sama była u szczytu popularności nie zapominała skąd pochodzi i kto ceni ją najwyżej.   

Dziś La Gitana, podobnie jak wszystkie wina wzmacniane przeżywa kryzys. Obecnie to wino gików, szaleńców i starszej części andaluzyjskiej klasy robotniczej, choć i ta coraz częściej sięga po piwo. Producenci robią co mogą by choć trochę odwrócić ten trend a przede wszystkim odmłodzić markę. To też choć na etykiecie wciąż panuje dziewczyna z kwiatem w kruczoczarnych włosach, to w materiałach reklamowych zobaczycie raczej klubowiczkę w wieczorowej seksownej kreacji.  I tylko włosy wciąż są tak czarne że aż opalizują.

Czy to coś da, dziś trudno powiedzieć, ale determinacji im nie brakuje. Ostatnio zarząd Bodegi Hidalgo podjął dość kontrowersyjną decyzję i na potrzeby gastronomi można kupić La Gitana nie tylko w BiB’ach ale i w beczkach typu keg wypełnionych azotem pod ciśnieniem (zapobiega utlenianiu), i lać ja prosto z kija. Podobno w klubach się to przyjęło i spożycie przynajmniej przestało maleć. A ja nieustannie trzymam kciuki za jej powrót, wszak kocham ją od pierwszego wejrzenia.

Hidalgo La Gitana Manzanilla

Hidalgo La Gitana ManzanillaSą na świecie lepsze sherry, są lepsze manzanille ale pierwszą jakiej w życiu spróbowałem była właśnie Hidalgo La Gitana Manzanilla, ale dla mnie największą miłością pozostaje właśnie ona. Pewnie dużo w tym zasługi tego, że była pierwsza. Spróbowałem ją pewnie już z naście lat temu na jakimś spotkaniu towarzyskim, powąchałem, skosztowałem i odpadłem. Była tak inna od wszelkiego co znałem do tej pory.  

Wygląda jak zwykłe białe wino, jest jasno słomkowa, typowa dla szczepu palomino, a jako, że to manzanila dojrzewała tylko w sposób biologiczny, podczas kontaktu z flor, wiec nie ma tu ciemnej barwy utlenienia. Do tego to dość młode sherry – trzyletnie (fina).

W nosie delikatnie cytrusowa, ale też z wyraziście kwiatowymi nutami, z tym że są to kwiaty suszone, do tego delikatny powiew gorzkich migdałów i najcudowniejszy z zapachów, wyrazisty ton oceanu o poranku.  

W ustach zdecydowanie wytrawne, delikatnie kwasowe, jak szukacie owocu to jest delikatnie jabłkowe, ale są też tony migdałowe, orzechowe i ziołowe. No i jest ta cudowna słoność sprawiająca, że wino świetnie sprawdza się do słonych przekąsek, od prostej miski z oliwkami przez wyszukane sałatki, rulony  i koreczki z wędlin i sera z dodatkami pikli i kiszonek.

Hidalgo La Gitana Manzanilla to jedno z nielicznych win, do których regularnie wracam, i to nie z chęci sprawdzenia czy wino się zmieni, bo się nei zmienia. Nie interesują mnie też kolejne roczniki, bo to wino nie rocznikowane i teoretycznie zawsze smakujące tak samo. Wracam do niego z hedonistycznej rozkoszy picia go.

Wracam też z jednego jeszcze powodu, jako że Cyganka, jak kazde sherry trafia do butelki jak jest już gotowa, to trzeba ja pic tak szybko po zabutelkowaniu jak to możliwe. No i wypada skończyć butelkę, jako wino już dojrzałe i źle znosi dodatkowy kontakt z tlenem i szybko traci swoja charakterną świeżość.

I choć jest wiele lepszych sherry to ja pozostaje wielkim admiratorem dziewczyny z kwiatem we włosach. Poznajcie ja bliżej, warto!

Mam nadzieję, że udało mi się was namówić na spróbowanie Cyganki, a jak by niebyła dostępna to szukajcie innych sherry. A co do Ciemnowłosej to jej podobizna jest równie ikoniczną częścią kultury wina jak płaszcz i kapelusz Sandemana i czarny byk Osborna. Tak, to wino to klasyk, do tego klasyk z 91 punktami od Wine Spectator, 226 latami tradycji za sobą i śmiesznie niską cena. W Hiszpanii butelkę kupicie za 5-5,50 euro. Legendarne, ikoniczne wręcz wina nigdy nie były tak dostępne, pijcie sherry!

Od wczoraj trwa doroczny tydzień sherry, jedyne polskie obchody mają miejsce w Warszawie, patronuje im niezmordowany promotor win wzmacnianych Andrzej Daszkiewicz. Lepszej rekomendacji chyba nie potrzeba. Choć sam nie dam rady dotrzeć na to wydarzenie, to was bardzo zapraszam. Po więcej informacji klikajcie https://www.facebook.com/events/696286590747675/  

Wino otrzymałem w prezencie od córki 

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl