Recenzje

Kult Santa Muerte (Świętej Śmierci) i Jesus Malverde patron handlarzy narkotyków

Od dawna mówi się że jak trwoga to do Boga. Temu powiedzenie jak wielu innym przysłowiom nie można odmówić racji. Niestety, równie prawdziwe jest powiedzenie „gdy rozum śpi , budzą się demony”. Chyba tylko tymi dwoma powiedzeniami można wytłumaczyć sytuację a właściwie pewien proces z pogranicza sacrum i profanum który ma miejsce we współczesnym Meksyku. Zacznijmy od przedstawienia tła. Wielu mieszkańców Meksyku twierdzi, że rząd przegrał wojnę z kartelami narkotykowymi i że tak naprawdę władzę na ulicach zarówno metropolii jak i prowincjonalnych miasteczek sprawują bossowie narkobiznesu. Pracuje dla nich już co piąty mężczyzna przed 30.

Wielu nie ma szans dożyć czterdziestych urodzin,  zginą w ulicznej strzelaninie, zostaną zasztyletowani podczas odsiadki albo po prostu zaćpają się naśmieć towarem którym obracają. Również „normalni” obywatele nie są wstanie funkcjonować normalnie. Meksyk stał się polem bitwy, nie jest to bitwa sił rządowych z kartelami a karteli pomiędzy sobą. O skali tego konfliktu świadczy kilka liczb. Ciudad Juarez  to miasto wielkości Krakowa, trochę ponad milion mieszkańców. W ostatnim roku w wojnie karteli zginęło tam ponad 4000 osób. Do tego doszło tam do masowych morderstw kobiet. Oficjalne dane mówią o porwaniu, gwałtach i torturach zakończonych śmiercią wobec ponad 400 kobiet. Dane nieoficjalne wskazują na konieczność przemnożenia tej liczby przez dziesięć.  Jak na tą hekatombę reagują władze ? Budują ultranowoczesna kostnice za cenę 1,5 mln dolarów. Nic więc dziwnego, że ludzie zaczynają szukać nadziei poza  światem realnym. Bo tylko tam ona jest , świat realny został jej pozbawiony. Nic nie znaczący święty Juda, patron rzeczy niemożliwych staje się głównym patronem Meksykan. Kiedyś kościoły pod jego wezwaniem nie różniły się niczym, dziś każdego 28 dnia miesiąca, parafie celebrują po 16 mszy dziennie a 28 października czyli w dniu oficjalnie wyznaczonym jako święto patrona liczbę pielgrzymów liczy się w tysiącach, wielu ostatnie metry pokonuje na kolanach. By zachować spokój niezbędnym jest wyłączenie z normalnego ruchu kilku ulic w okolicach kościoła. Dziwnym jest uniwersalność tego świętego. Modlili się do niego zarówno handlarze jak i praworządni obywatele. Przy czym mówiło się że jeżeli święty trzyma swoje atrybuty w lewej ręce to jest sprzymierzeńcem karteli, jeżeli w prawej to jest ich wrogiem. Kościół walczył z tym jak mógł, nic więc dziwnego że narkobiznes stworzył własnego świętego. Został nim Jesus Malverde, dziś nieformalny patron karteli narkotykowych. Według legendy Malverde żył w XIX w. i był przestępcą, który rabował bogatych i rozdawał pieniądze bied­nym. Został za to powieszony, po czym zza grobu zaczął czynić cuda. Jego kult stał się po­pularny w latach 70., gdy postanowił się do nie­go modlić były uliczny handlarz Eligió Gon­zález. Syn Gonzaleza – silny, spokojny i poważ­ny Jesús, siedząc przed kaplicą Malverde w Cu- liacán, opowiedział mi o cudzie. Otóż w 1976 r. Eligia, który pracował wtedy jako kierowca, napadnięto, zraniono nożem i postrzelono, po czym pozostawiono na śmierć. Zwrócił się wtedy do Malverde, którego jedynym w tym czasie pomnikiem był stos kamieni w miej­scu, gdzie podobno został pogrzebany. Ranny obiecał, że zbuduje mu odpowiednią kaplicę, jeśli święty bandyta uratuje mu życie. Gdy wy­zdrowiał, dotrzymał słowa. Gonzalez najwyraźniej rozumiał, że ludzie potrzebują wizerunku Malverde, żeby mogli go czcić. Niestety, nie istniała ani jedna foto­grafia, a nawet żaden dowód, że kiedykolwiek żył. Gonzalez zwrócił się więc do swego są­siada rzemieślnika, by wykonał gipsowe po­piersie: „Zrób tak, żeby był podobny trochę do Pedra Infante i trochę do Carlosa Mariscala” – poprosił. Infante to gwiazdor filmowy z Sina- loa, a Mariscal – miejscowy polityk.

Prowizoryczna, zbudowana z pustaków ka­pliczka poświęcona Malverde stoi dokładnie naprzeciw kompleksu budynków władz sta­nowych. Jej pomalowane na zielono ściany wewnątrz i na zewnątrz pokrywają wota za­wieszone przez wyznawców. Gipsowe popier­sie „świętego” jest umieszczone w szklanej ga­blocie i otoczone tuzinami bukietów, głównie plastikowych kwiatów. Są też zdjęcia, wizerunki AK 47 czy liścia marihuany. Status Malvarde nie podlega dyskusji. . Oczywistym stało się również , że gdy któryś z bossów podziemia chce się „pomodlić” zamyka się całą ulicę.

Jak jednak twierdzą obcujący z więźniami psychologowie najniebezpieczniejszym a zarazem najdziwniejszym jest Kult Świętej Śmierci. Łączy w sobie cechy średniowiecznego Mrocznego Żniwiarza i prekolumbijskie rytuały dobrej śmierci. Nie wymaga od wyznawców zmiany, akceptuje ich. Kult został zakazany przez władze i wyklęty przez Kościół Katolicki. Mimo to liczba jego wyznawców wciąż rośnie. Kult śmierci, świętej śmierci, śmierci która oczyszcza, śmierci z którą się pertraktuje by dała jeszcze trochę czasu nam a zabrała naszych wrogów, religia stworzona dla morderców i przez morderców wyznawana. Wyznawców łatwo poznać po tatuażach, co przedstawiają ? Oczywiście szkielet w kapturze z kosą. Jakie czasy, tacy wyznawcy, jacy wyznawcy takie bóstwa.  Patrząc na to zastanawiam się kiedy kult Santa Muerte trafi do USA i Europy, tu będzie pozbawiony swoich korzeni i sensu ale może przez negację systemu stać się modnym a to będzie po prostu niebezpieczne.

Zdjęcia zamieszczone we wpisie nie SA mojego autorstwa i skorzystałem z kilku stocków

Kliknij miniaturę by powiększyć, nawigacja strzałkami na klawiaturze.

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl