Wino i destylaty

Koblevo – trzy kolory z Ukrainy

Napisał Blurppp

To, że wcześniej czy później, ktoś wykorzysta bardzo niski kurs hrywny i zdecyduje się na import win budżetowych z Ukrainy wydawało się pewnikiem. Zastanawiano się jedynie kto jako pierwszy pójdzie tą drogą. Dziś już wiemy, że to Ambra i że jej partnerem została należąca do grupy Bayadera winnica Koblevo. I choć dla bardziej wyrobionych konsumentów nie wiele to zmienia, to z perspektywy rynku masowego jest to dobry ruch.

Jak dobry wystarczy wstąpić do dowolnego sklepu ogólnospożywczego i to zarówno w blokowiskach dużych miast jak i poza nimi. A tam nawet szybki rzut oka na półkę z winem może doprowadzić do depresji. Dominują mieszane w Polsce napoje winpodobne o nieznanym składzie, o miejscu pochodzenia nie wspominając. Z litości dla producentów wspomnę tylko jedną markę – Kadarka. I o nazwie marki mówię, nie o szlachetnym szczepie. Skład tych koszmarków w wersjach białej, różowej, czerwonej i oczywiście musującej to zagadka którą może rozwiązać chyba tylko specjalistyczne laboratorium. Najlepiej w oparciu o badania spektrografem masowym.

Dlaczego w takim razie klient po te koszmary w butelce sięga? Odpowiedź jest prosta i trójczłonowa. Po pierwsze niewiedza, po drugie cena, po trzecie brak alternatyw na podobnym poziomie cenowym. I właśnie z tymi dla tych napoi winopodobnych bezpośrednią konkurencją mają być wina z podstawowej linii Koblevo. I to jest przełom.

Przy całym utyskiwaniu, że ta linia Koblevo to wina ze znacznym cukrem, że mega komercyjne, że techniczne to jednak mamy do czynienia z WINAMI o określonym miejscu pochodzenia. Ze sfermentowanym sokiem z winogron. A co za tym idzie z aromatami i smakami jakie tworzy natura i współpracujący z nią enolog. Ładnie to podkreślają kontretykiety, pokazujące podstawowe informacje o winie, w tym choćby rodzaj gleby na jakim rośnie winorośl i kilka innych czysto enologicznych informacji a nie tylko marketingowy bełkot. I jest to generalnie przełom w stosunku do olbrzymiej ilości win kupażowanych w Polsce, ze składników niewiadomego pochodzenia trafiających do nas w cysternach i „tankowcach”.   

Współpraca Ambry z winnicą Koblevo będzie dwuetapowa. Na początek do Polski trafia trzy wina z podstawowej serii. Będą to wina dla masowego i mniej wymagającego klienta. Właściwie to im dedykowana jest cała wcześniejsza część tekstu. To ich miałem okazje spróbować na pokazie prasowym. Prezentują się następująco:

Koblevo Muscat 2017

Koblevo Muscat

To wino półsłodkie z odmiany muscat ottonel. W nosie dość wiernie oddające charakter szczepu. Bez trudu udaje się odnaleźć tony no właśnie muszkatowe czyli świeże winogrona, tony kwiatowe i owoce cytrusowe. W ustach czuć zdecydowana półsłodkość, ale jest też wystarczająco dużo kwasu by sobie z tym poradzić. Owoc czysty, dojrzały, słodki. Wino bardziej tarasowo towarzyskie niż gastronomiczne, odważni mogą próbować połączeń z delikatniejszymi serami, ja bym jednak radził iść w stronę sałatek owocowych i wypieków skupionych na owocu.  

Koblevo Muscat Rose 2017

Kolejne wino półsłodkie, i kolejny raz muscat, z tym że teraz jest to muscat hamburski. Odmiana mało w Polsce znana za to bardzo popularna u naszych wschodnich sąsiadów. Popularna tak w uprawie jak i w konsumpcji. Zresztą muskaty od czasów carskich były mocną stroną tamtejszego winiarstwa.

Co do tej etykiety to w nosie dominują maliny i wiśnie ale jest też ten unikatowy ton piżma czy może nomen omen gałki muszkatołowej. A czy właśnie nie za to cenimy sobie muskaty? W ustach słodko i owocowo, ale jest też balans. I znów wyrobiony winomanaiak tym winem się nie zachwyci, ale dla masowego klienta będzie to bezpieczny wybór.   

Koblevo Bastardo 2017

Ta czerwień pośród całej degustowanej trójki zrobiła na mnie najmniejsze wrażenie ale też najbardziej mnie zaciekawiła. Wszystko dlatego, że wbrew nazwie wino nie powstało z jurajskiej odmiany trousseau, szerzej znanej w świecie pod swoją portugalska nazwa bastardo a z rdzennie ukraińskiej odmiany bastardo magarach  (lub magarachski). Odmiany powstałej pod koniec lat czterdziestych ubiegłego wieku na Krymie, który przypominam wszystkim jest UKRAŃSKI, bez względu na to co chwilowo pokazują mapy. Dla mnie był to pierwszy kontakt z tą endemiczną odmianą. Trochę żałuję, że nasz pierwszy kontakt delikatnie osłabił cukier, ukrywając wiele niuansów tego szczepu.

Tak, to też jest wino półsłodkie, szkoda. Co do odbioru to nos jest wyraźnie beczkowy (czekolada, kakao) z niewielką tylko nuta czarnych owoców. W ustach prawie brak tanin, i bardzo niska kwasowość, za to słodyczy tej od cukru i tej pobeczkowej w nadmiarze. Mnie to wino nie przekonało. Ciekawi mnie jak zareaguje na te etykiety rynek.  

Zdecydowanie nie bez znaczenia jest pewnie też  coraz liczniejsza emigracja ukraińska do Polski. Wcale bym się nie dziwił, gdyby spora cześć z trafiających do polski podstawowych etykiet Koblevo była konsumowana właśnie przez tego klienta.

Ciekawszą wydaje się być druga z części współpracy Ambra – Koblevo. W jej ramach do sklepów specjalistycznych Centrum Wina i docelowo na rynek HoReCa mają trafić wina z wyższych linii produktowych. I mają to być wina wytrawne, gastronomiczne. Jestem bardzo ciekaw jak się zaprezentują. Swoja droga wraz ze skokowym wręcz wzrostem restauracji ukraińskich w Polsce zapotrzebowania na wina ukraińskie będzie rosło.

Postaram się dotrzeć do tych wyższych etykiet i dam wam znać czy warto je zamawiać.  

Degustowałem na pokazie prasowym, na zaproszenie importera.

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl